sobota, 8 lutego 2020

Lipcowa Gauja

Trudno prowadzić prawie wodniackiego bloga, gdy Polska wysycha i nadchodzi największa od 50 lat susza. Martwi mnie to i wpędza prawie w depresję, razem z tym, jak Polacy w ogóle traktują wodę i przyrodę. Np. obrazek obyczajowy z dzisiejszego przeglądu Internetu, po prostu można się załamać 😢
„Ujawniliśmy, i to w obecności pracowników Inspektoratu Ochrony Środowiska, że były dwa nielegalne miejsca, w których można było zrzucić do tego kolektora ścieki nieoczyszczone. To jest bulwersująca sytuacja – mówił wójt Zdzisław Dulias.”
Szabasówka. Oczyszczalnia ścieków niewinna. Znaleziono dwa nielegalne podpięcia do kolektora
Co można sądzić o narodzie, który z uporem godnym lepszej sprawy kręci ekologiczny bat na własne cztery litery?
Mógłbym podać spis przykładów podobnego ekodebilizmu długi na 4 strony, ale nie mam już siły, dlatego dla polepszenia samopoczucia wolę wrócić do miłych wspomnień sprzed dwóch lat o czystej rzece, takiej, których w Polsce już prawie nie ma. To łotewska Gauja – rzeka brzóz, podobno taka jest etymologia jej nazwy, przynajmniej zdaniem XIX w. językoznawcy i etnografa Augusta Bielensteina. Zbyt wiele brzóz nad brzegami tam nie widziałem, więcej sosen, ale niech będzie.
Rzeka ma 452 km długości, ale ja spłynąłem tylko kawałek, jakąś jedną czwartą, w tym najładniejszy odcinek biegnący przez Park Narodowy „Gauja”. Ten największy w krajach bałtyckich park narodowy jest o jedną trzecią większy niż nasz największy – Biebrzański Park Narodowy.

O logistyce organizowania takiego spływu nie będę pisał, to popularna rzeka, także wśród polskich wodniaków, w necie sporo opisów np. Pięciodniowy spływ Gaują, Łotwa albo
Francman Gauja
Spływ rozpoczęliśmy w miasteczku Strenči, gdzie nad rzeką jest mini ekspozycja tego, czym kiedyś dla Łotyszy była rzeka Gauja i otaczające ją lasy.











Ta niefrasobliwa prezentacja dumy łotewskich drwali uświadomiła mi także, dlaczego drzewa/lasy w Parku Narodowym „Gauja” są takie młode, kudy im do uroków Białowieskiego Parku Narodowego? Ale nie ma co wypominać Łotyszom czy Rosjanom, podobny wyrębny los spotkał praktycznie wszystkie lasy Europy. Wieki temu Drwęca pełniła podobną funkcję rębno-spławną dla Krzyżaków i Polaków.
Za to rzeka przetrwała w całkiem dobrym stanie, zapewne lepszym niż większość rzek Europy. Od pierwszego kontaktu budzi sympatię, przede wszystkim woda jest czysta, ma wprawdzie herbaciany kolor, ale jak czytałem, jest to związane z geologicznym podłożem (tlenki żelaza), którym płynie, a nie zawartością ścieków.
Nie pachnie brzydko, jest klarowna, śmieci w nurcie i na brzegach jest niewiele. Podejrzewam, że przywieźli je liczni rosyjscy i polscy spływowicze/turyści, a w znikomej ilości autochtoni?
Po wyczerpującej podróży w upale rychło rzuciliśmy się do kąpieli. Była bardzo przyjemna, woda ciepła, nurt w zakolu spokojny – nic tylko się pluskać do woli.
Wieczorem
Po rozbiciu namiotu i wieczorku integracyjnym z przyjemnością poszedłem w kimkę, bo dzień w podróży od wczesnego rana był jednak męczący. Z Polski to jednak kawałek jest. W nocy trochę padało i to był jedyny deszcz podczas całego spływu, potem cały czas upał i suche, gorące noce. Czasami nawet nie rozpinałem tropiku na namiot, w samej, „gołej” sypialni potrafiło być duszno. Mogłem wziąć tylko moskitierę i płachtę, ale nie przypuszczałem, że tak daleko na północy, Iulii anno Domini MMXVIII będzie aż tak ciepło.
Rankiem
Na drugi dzień rano po śniadanku i porannej kąpieli zapakowaliśmy łódki, odstawiliśmy samochody na postój i w drogę, tzn. wodę. Trudno opisać frajdę, która towarzyszy rozpoczęciu spływu, po pakowaniu się, nużącej podróży, różnych kłopotach – zawsze coś upierdliwego się zdarzy, można wreszcie się odprężyć i dać nieść nurtowi. Wszystkie troski i kłopoty zostają za nami, na brzegu, a przed nami panorama rzeki lasu, woda, niebo i rozmaite drobne przygody, że nie wspomnę o dobrym piwie :)

Dni były podobne, rano pobudka, kąpiel, śniadanie, zwijanie namiotu, pakowanie kanu i w drogę. Wieczorem szukanie odpowiedniego miejsca na nocleg, rozbijanie namiotu, kolacja, kąpiel, pogaduchy przy ognisku i spanko. Co było o tyle łatwe, że wzdłuż rzeki na terenie parku narodowego są przyzwoite, dobrze utrzymane i darmowe pola namiotowe. Wyposażone w czyste sławojki z nieukradzionym papierem toaletowym, o dziwo!




Po drodze częste kąpiele – bo upał dawał się we znaki, drobne zakupy i ewentualnie zwiedzanie zabytkowych miasteczek w stylu Torunia, tylko mniejszych. Dla innych być może nuda, dla mnie samo szczęście, czyli uroki czystej biofilii. Gauja poza jakością wody oraz cieszącą oko mozaiką krajobrazów (niziny, lasy, góry, skały) urzeka: brakiem śmieci (prawie), brakiem zwałek w poprzek nurtu (pnie są, ale rzeka szeroka), brakiem przenosek, małą ilością ludzi na brzegach – jest pusto po prostu, na wodzie też nie ma tłoku, choć był to szczyt sezonu turystycznego, brakiem wędkarzy (?) i względną ciszą. Przynajmniej na moje ucho było znacznie ciszej niż nad polskimi rzekami. A i jeszcze jedno – znikome ilości komarów mimo upałów. Czym to tłumaczyć, nie mam pojęcia, ale tak było.
Dlatego spływ był bardzo przyjemny, bezstresowy coś jak Krutynią, może nieco więcej emocji, bo po drodze zdarzają się bystrza, woda czysta jak w Czarnej Hańczy i podobne widoki, ale rzeka znacznie szersza i dłuższa. Reszta wrażeń na fotkach.































Czy jakaś polska rzeka mogłaby być tak ładna i przyjazna? Oczywiście, ale w tym wcieleniu raczej tego nie doczekam, dlatego raz jeszcze wybiorę się na Guję.

11 komentarzy:

  1. Mało jest narodów tak nienawidzących przyrody jak Polacy. W sposób w jaki traktujemy lasy, jeziora, rzeki, drzewa w miastach, to upodobanie do śmieci, bałaganu przestrzennego jest czymś niewiarygodnym w 21 wieku.

    OdpowiedzUsuń
  2. No Darku, po dłuższej przerwie uraczyłeś nas świetnie przedstawioną i okraszoną znakomitymi zdjęciami- relacją. Cieszę się, że po raz kolejny uskuteczniłeś fajny spływ, dodatkowo na rzece dość mało u nas popularnej. I jakież tam fantastyczne zróżnicowanie! A już widok skalnych klifów (najpewniej z kwarcowych piaskowców), spowodował uśmiech na mojej twarzy i szybsze bicie serca. :)
    Jak to dobrze że istnieją jeszcze takie miejsca, wolne od masowej turystyki, nieskażone brudem, zanieczyszczeniami i komerchą, dające choć namiastkę obcowania z Tym, na co zazwyczaj brakuje słów, gdy już tego "dotkniemy". Guja...to jeden z cudów Gaji. Oby był nim jak najdłużej...

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeba przyznać, że ekodebilizm sięga zenitu. Zdjęcie z setkami (jeśli nie tysiącami) śniętych ryb w stawie po prostu budzi zgrozę. To jest intelekt poziomu mchu (w znaczeniu horyzontalnym), który posiadają ludzie wyrzucający plastikowe śmieci albo puszki po browarach pod drzewami gdzieś w brzuchu lasu, inaczej: w ogóle wyrzucający śmieci w przyrodzie. Albo piękny odcinek śródleśnego potoku w głębokiej dolinie, przy sporej dozie pierwotnej naturalności, a na gałęziach i drzewach ponad lustrem wody wiszą jakieś foliowe strzępy po workach od nawozu etc, albo puszki po Pokerach czy innym o zgrozo Dębowym. Absolutnie zdumiewające.

    Świetna relacja. Zaskakująca jest dla mnie różnorodność geologiczna doliny tej rzeki, u nas coś rzadko spotykanego - ja przynajmniej z czymś takim się nie spotkałem. Te kawerny zachęcają do zajrzenia do środka :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, zachowanie rodaków w plenerze budzi zgrozę :(

      Usuń
  4. Chętnie się również wybiorę jeszcze raz na Gauję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam nad Rawkę. Rzeka rezerwat. Póki co, całkiem czysta. Dużo bobrów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna rzeka i piękne zdjęcia. 😊 Tylko pogratulować tak niezwykłej wyprawy. ☀️

    OdpowiedzUsuń
  7. Kajakarz od urodzenia16 czerwca 2020 11:01

    Szukałem informacji na temat kanadyjek, bo kusi mnie żeby się czasem przesiąść z kajaka na podobny a inny środek transportu wodniackiego. Szukałem m.in. informacji na temat technik wiosłowania, ale zachwyciły mnie zdjęcia z tej rzeczki... Piękne, choć muszę przyznać, że jedna fotka mnie szczególnie zszokowała hihi... Canoe jak się patrzy, a przez środek wiosło kajakowe... ;)
    Ale rzeka przepiękna, jak tylko corona się wyniesie to zaczynam planowanie spływu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kajakowe, bo kanu jedynka jest krótka i myszkuje, więcej energii się traci przy wiosłowaniu po jednej stronie.
      Jednym też czasem pływam.

      Usuń

Komentarze moderowane, pojawią się po przejrzeniu.