wtorek, 15 maja 2018

Kronika eko-zbrodni, indolencji i głupoty - finał?

Piszę o tym od trzech lat, a końca sprawy nie widać, ale chyba coś drgnęło i może wreszcie będzie kara za tę eko-zbrodnię? Podejrzewam, że zupełnie nieadekwatna do winy, wręcz śmieszna, jak to zwykle w Polsce bywa w podobnych procesach. Miejmy nadzieję, że tym razem jednak nie i sąd potraktuje winowajcę podobnie, jak tego z USA.
Zatrucie Warty: Prezes dużej spółki Bros oskarżony o skażenie rzeki toksycznymi substancjami
"Po prawie trzech latach śledztwa, Prokuratura Okręgowa w Poznaniu zakończyła dochodzenie w sprawie zatrucia rzeki Warty. Jak dowiedział się portal gloswielkopolski.pl, ostatecznie postawiono zarzut celowego wylania do akwenu toksycznych substancji Piotrowi M. - członkowi zarządu spółki Bros, która prowadzi produkcję w pobliżu rzeki. „Barbarzyństwo ekologiczne i cywilizacyjne” - tak biegli sądowi określili działania spółki Bros, która w nocy z 23 na 24 października 2015 roku wylała do rzeki trujące substancje, m. in, transflutryny - produktu niebezpiecznego dla zdrowia, działającego toksycznie na organizmy wodne. W wyniku tego zdarzenia masowo posnęły ryby i inne zwierzęta wodne."
Współwłaściciel znanej firmy Bros oskarżony o wielkie zatrucie Warty
"Według prokuratury Piotr M. nakazał swoim pracownikom składowanie w magazynach firmy odpadów zawierających toksyczne odpady. Potem zaś kazał wylać je do studzienki ściekowej połączonej z kolektorem przy Warcie. Spowodowało to "istotne obniżenie jakości wody i zniszczenie w świecie roślinnym i zwierzęcym ekosystemu rzeki Warty w znacznych rozmiarach".
Piotr M. nie przyznał się do winy i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Prokuratura nie wie więc, czym miał się kierować.
W śledztwie zarzuty mieli także pracownicy Brosa, którzy w dniu zatrucia Warty pracowali w magazynach, ale ostatecznie prokuratura się z nich wycofała. – Nie było pewności, czy to oni wpuścili substancje do studzienki ściekowej. Ponadto uznaliśmy, że nie mogą odpowiadać, bo wykonywali jedynie polecenia swojego przełożonego – przekonuje rzeczniczka prokuratury."

3 komentarze:

  1. Jedyną karą dla takiego truciciela jest doprowadzenie firmy do bankructwa, wyprzedaż całego majątku firmy i osobistego winowajcy na poczet kosztów usuwania skutków katastrofy i pozbawienie jakiegokolwiek prawa do prowadzenia działalności gospodarczej. Gość będzie tylko w takim przypadku sponiewierany ostatecznie. Żyjemy w cywilizacji, w której pieniądz decyduje o wszystkim. Więc utrata wszelkich aktywów wyłącza takiego delikwenta z najbardziej istotnych dla niego sfer życia. Będzie mógł się wtedy dokładnie zastanowić, co zrobił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej. Żeby chociaż sąd wydał nakaz pokrycia kosztów wyłowienia i utylizacji padłych ryb oraz zarybienia - 1.2 mln + drugie tyle grzywny. Dałoby to eko-bandycie solidnie po kieszeni i może inni by się zastanowili nad swoją chciwością?

      Usuń
  2. Obawiam się że sprawa utknie w martwym punkcie, a winowajcy co najwyżej zapłacą śmieszne odszkodowania. Ten scenariusz w niczym nie odbiega od procesów wobec koncernów takich jak Monsanto, Shell czy Coca-Cola. Na polskim poletku dzieje się podobnie, choć w tym przypadku nie mamy wcale do czynienia z gigantem rynkowym. Niestety...prawo sprzyja bogatszemu i cwańszemu, a to wręcz doskonały przyczynek, do coraz większej ekspansji samowoli i skurwysyństwa.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze moderowane, pojawią się po przejrzeniu.