środa, 26 kwietnia 2017

Urzędowy manifest maksymalizmu

Przytoczona filmikiem wypowiedź ministra Szyszki jest sztandarowym przykładem skrajnego antropocentryzmu, a zarazem aroganckiego maksymalizmu manifestowanego wobec istot zamieszkujących tę planetę. Nie ma tu mowy o współistnieniu na względnie równych prawach, współdzieleniu zasobów, nie ma nawet cienia elementarnego szacunku wobec eksploatowanych przez człowieka istot.
Wręcz przeciwnie, gromkim głosem ogłaszana jest absolutna dominacja, wspierana domniemaną metafizyczną legitymizacją swoich poczynań przez biblijnego boga. Kimże jest minister środowiska, że wypowiada się w jego imieniu, co o nim wie, co wie o jego stosunku do własnego stworzenia?
Pewnie niewiele skoro nawet poglądy papieża Franciszka na ten temat są mu obce, ponieważ wątpię, że zrozumiał i wziął sobie do serca encyklikę „Laudato Si”, nawet jeżeli ją przypadkiem przeczytał. Oto kilka wyimków z tej encykliki, którym przeczą świeże skutki polityki ministerstwa środowiska:
„33. Ale nie wystarczy myśleć o różnych gatunkach jedynie jako ewentualnych „zasobach”, które można by eksploatować, zapominając, że mają one wartość samą w sobie. Każdego roku znikają tysiące gatunków roślin i zwierząt, których nie będziemy już mogli poznać, których nie będą już mogły zobaczyć nasze dzieci, gatunków utraconych na zawsze. Zdecydowana większość ginie z przyczyn związanych z jakimś ludzkim działaniem. Z naszego powodu tysiące gatunków nie będzie swoim istnieniem chwaliło Boga ani też nie będą przekazywać nam swego orędzia. Nie mamy do tego prawa.
37. Pewne kraje poczyniły postępy w skutecznej ochronie określonych miejsc i obszarów, na lądzie i w oceanach, gdzie zakazano wszelkiej ingerencji człowieka, która mogłaby zmienić ich wygląd lub modyfikować ich oryginalną strukturę. Troszcząc się o różnorodność biologiczną, eksperci podkreślają konieczność zwrócenia szczególnej uwagi na obszary najbogatsze w różne gatunki, w gatunki endemiczne, niedostatecznie chronione. Istnieją miejsca, które wymagają szczególnej troski ze względu na ich ogromne znaczenie dla globalnego ekosystemu, bogate w różne formy życia, gdzie znajdują się znaczące zapasy wody.
39. Nie jest także przedmiotem odpowiednich analiz zastępowanie dzikiej flory zadrzewionymi obszarami leśnymi, które są zwykle monokulturami. W istocie proces ten może wyrządzić szkody różnorodności biologicznej, która zanika. Również obszary podmokłe, które są przekształcane w pola uprawne, tracą istniejącą tam wcześniej ogromną różnorodność biologiczną. W niektórych obszarach przybrzeżnych niepokojące jest zanikanie ekosystemów, jakimi są lasy namorzynowe.”
Dla przyrody i zamieszkujących ją nieludzkich istot minister ma tylko jedną propozycję – podporządkowanie i uległość, dla wybranych niewolnictwo, dla reszty śmierć zadana piłą mechaniczną lub myśliwskim sztucerem. Przy czym minister obłudnie głosi, że ta opresywna, bezlitosna dominacja jest formą opieki, a ludzie mu podobni (np. zrzeszeni w PZŁ) są wręcz dobrodziejami przyrody, która w ich zakrwawionych rękach jest dobrze chroniona, a wręcz rozkwita. Ciekawe czy podzielają ten pogląd rozstrzelane przez niego dla zabawy młodziutkie bażanty, które ledwo wyleciały z klatek, a od razu zostały skoszone myśliwskim śrutem?
A może drzewa i ich mieszkańcy w całej Polsce, drzewa w Puszczy Białowieskiej np. wycięte niedawno dęby?

Kolejne wypowiedzi ministra rażą swą demagogią i propagandowymi nadużyciami. Np. teza, że zrównoważony rozwój (sustainable development) jest rzekomo praktykowany przez polskich leśników od 100 lat, to bzdura, ponieważ po raz pierwszy termin ten pojawił się w roku 1972, a szerzej znany jest dopiero od końca lat 80. Kolejne twierdzenie, że lasów w Polsce jest coraz więcej, to wygodna zasłona dymna dla wzmożonej wycinki najcenniejszych biologicznie polskich lasów, lasów zbliżonych do naturalnych, puszcz i starodrzewów. Rosnąca powierzchnia plantacji drewna, które je zastępują, są lasem jedynie wedle ustawowej definicji i nie powstrzymają gwałtownej utraty bioróżnorodności w puszczach, zwłaszcza karpackiej i białowieskiej. Pogląd, że z winy myśliwych nie zginął żaden gatunek, to manipulacja, która zakrywa fakt, że właśnie przed myśliwymi uchroniono wiele gatunków przez objęcie ich prawną ochroną. I zrobili to zatroskani spustoszoną przyrodą naukowcy oraz aktywiści ochrony środowiska przeciwstawiając się myśliwskiemu lobby, które do dziś ma zakusy na strzelanie do chronionych zwierząt. Drop i tur, nie wymarły w Polsce same z siebie, a w przeszłości myśliwi przyczynili się do wytępienia wielu gatunków, z prostego powodu – interesuje ich eksploatacja przyrody. Nawet jak wybrane gatunki chronią lub introdukują, to tylko po to, żeby je później zabić dla frajdy – czy można nazwać to ochroną? Dla mnie to jakaś perwersja.
Wspomniane przez ministra „leśne gospodarstwa węglowe”, to fikcja. Powszechna dziś w Polsce praktyka wycinania starych drzew, a potem sadzenie w ich miejsce nowych, jako forma przeciwdziałania „efektowi cieplarnianemu” przez wiązanie CO2, to jakiś absurd. Stare, naturalne lasy wiążą znacznie skuteczniej CO2 niż młode plantacje i do tego lepiej chłodzą lokalny klimat.
Lasy naturalne - sprawny moderator klimatu
Polski pomysł na „lasy węglowe” to blef
Można by jeszcze długo polemizować z buńczuczną propagandą ministra, ale nie w tym rzecz, żeby łapać go za kolejne pokrętne słówka, lecz pokazać, że fundamentalnym problemem dzisiejszych czasów jest jego arogancki światopogląd, który dosłownie rujnuje nasz kraj i tę planetę. Szyszko rządzi niecałe dwa lata, a wszędy gołym okiem widać opłakane tego skutki. Siekiera, piła łańcuchowa i flinta w służbie krótkowzrocznego antropocentryzmu już wyrządziły niepowetowane straty polskiej przyrodzie, cały system ochrony przyrody wręcz chwieje się w posadach, zwłaszcza Natura 2000, a będzie jeszcze gorzej.
Za chwilę ruszą spychacze, koparki i betoniarki dewastując bezpowrotnie Mierzeję Wiślaną, a potem kolejne polskie rzeki.

Maksymalizm zawsze kończy się tak samo – zniszczenie, cierpienie i śmierć. Wcześniej czy później, także dla ludzi pokroju Szyszki, których pycha karmi trującymi złudzeniami, że zdołają „uczynić sobie ziemię poddaną”. Nikomu się to jeszcze nie udało, a nawet gdyby było możliwe, to po co?
Czy można inaczej? Ależ oczywiście, oto jeden z przykładów, niby o pszczelarstwie, ale w istocie o tym co najważniejsze…
Zasady Pszczelarstwa od tyłu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz