poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Pływanie i zabijanie z filozoficznym podtekstem

Trwa w sieci kampania reklamowa świeżo wydanej książki — „Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku”, jednym z jej elementów jest wywiad z autorem — „Morten A. Strøksnes: Ocean jest panem życia naszej planety. Morze zadecyduje o naszej przyszłości”. Tytuł intrygujący, nie dziwota, że mnie zaciekawił. Autor wraz z kolegą wyrusza na łowy na rekina polarnego, wyprawa staje się kanwą do napisania całej książki, z niejakim ekologicznym przesłaniem w tle na temat katastrofalnego stanu mórz.
„Jedna z rzeczy, jakiej nauczyłem się podczas lat pracy nad tą książką, to to, że ocean jest panem życia naszej planety. To właśnie stamtąd pochodzi całe życie na Ziemi. To tam produkuje się najwięcej tlenu, tam gromadzi się największa ilość dwutlenku węgla. Morze zadecyduje o naszej przyszłości. I jeśli temperatura i równowaga chemiczna wód zostaną zbyt mocno zachwiane, ta przyszłość nie będzie czymś, czego będziemy wyczekiwać z niecierpliwością. Wszystkie albo niemal wszystkie procesy masowego wymierania są bezpośrednio związane z morzem. To morze, a nie lasy deszczowe, są wielkim regulatorem klimatu.”

Świetne, sam mógłbym się podpisać, niestety pewna sprzeczność w wywiadzie aż razi i wskazuje na wydmuszkę, po prostu kolejną odsłonę apologii eksploatacji planety ubraną w ekologiczne szaty.

Wiele osób pomyśli, że to polowanie było nieetyczne, niepotrzebne. Co im odpowiesz?
Cóż, mogą mieć rację. Ale równocześnie: to jest ryba. Miała dobre życie zanim ją zabiliśmy. Nie można tego samego powiedzieć o kurczaku czy świni hodowanej w ramach przemysłowego chowu, lub nawet innej rybie nie żyjącej dziko. Te zwierzęta doznają wielkiego cierpienia.”

A poniżej:
„Najdziwniejszą, najstraszniejszą istotą jaką jadłem był właśnie rekin polarny. Jego mięso to najohydniejsza rzecz, jaką miałam okazję skosztować. Jest toksyczne, ma naprawdę okropny smak, przypominający mocz zmieszany z rtęcią.”

Jaki sens i pożytek miała śmierć tego rekina, skoro jego mięsa zabójcy nie byli w stanie zjeść?
„Stary człowiek” i może?
„Moby Dick” dla ubogich w XXI wieku, wieku antropogenicznego wielkiego wymierania?
Nie wiem, co mnie bardziej irytuje – myśliwi, wędkarze, którzy polują, łowią, żrą, chleją wódkę, robią „bukiety” z trupów zwane pokotem i wszystkie etyczne rozkminy mają gdzieś, czy tacy, którzy praktycznie robią to samo, ale sami nie zeżrą, nawet psu nie dadzą, za to piszą o swoich „zmaganiach” z przyrodą filozoficzne książki? Chyba jednak ci drudzy, bo dodatkowo marnują jeszcze papier, czyli życie drzew.

A tymczasem w ekologicznej Skandynawii:
Norwegia zabije prawie tysiąc wielorybów: rząd zwiększa limity połowów płetwali, chociaż ludzie nie chcą ich jeść

2 komentarze:

  1. Wielorybnictwo jest odrażające z etycznego punktu widzenia, nieopłacalne i psuje wizerunek Norwegii jako kraju dbającego o środowisko. Zasłanianie się tradycją - skąd my to znamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z estetycznego chyba nawet bardziej odpychające :(

      Usuń