niedziela, 30 kwietnia 2017

Już nie lubię głosu Czubówny...

Jak prawie każdemu Polakowi głos Krystyny Czubówny kojarzy mi się z cudownymi widokami dziewiczej przyrody, które oglądałem w niezliczonych filmach dokumentalnych okraszonych charakterystycznym głosem tej znakomitej lektorki. Właśnie oglądam kolejny – Planeta Ziemia II, oglądam i już mam dość tego fałszu – tak wcale nie wygląda Planeta Ziemia!
Tak, co najwyżej wyglądają jej starannie wyselekcjonowane skrawki, pokazane na dodatek w wyjątkowo atrakcyjnej wizualnie i poznawczo formie. Było to możliwe dzięki kunsztowi operatorów, najnowszej technice filmowej i przemyślanej wizji reżysera (w tym przypadku reżyserki).
Kiedyś uwielbiałem takie filmy, ale dziś, gdy już wiem, jak potwornie pustoszymy planetę w skali globalnej oraz gdy codziennie widzę w mojej okolicy, jak ją bezmyślnie zaśmiecamy i oszpecamy, zaczęły mnie irytować. Dzisiaj coraz rzadziej je oglądam.
Głównie dlatego, że pokazując tak zniekształcony obraz przyrody, głoszą kłamliwy, choć niewysłowiony przez Czubównę komunikat, mniej więcej takiej treści:
„Nie martwcie się drodzy telewidzowie, z planetą Ziemią nie jest aż tak źle, jak głoszą ci marudni, wiecznie jęczący ekolodzy, którzy prawie wszystkiego co przyjemne chcą nam zakazać, a najchętniej zagnaliby nas z powrotem do jaskiń lub na drzewa. Skoro Ziemia jest nadal tak bogata i piękna – co przecież widać, to spokojnie możemy ją bezkarnie eksploatować. Możemy się na niej rozmnażać bez ograniczeń, zawłaszczać coraz to nowe obszary, osuszać mokradła, wycinać lasy, wydobywać surowce, grabić zasoby, łowić, polować dla rozrywki, rozjeżdżać przyrodę quadami, terenówkami i bawić się jej kosztem na rozmaite sposoby w najlepsze i do woli. Przecież skutki tego są prawie niezauważalne, skoro nadal można kręcić tak oszałamiające wizualnie filmy dokumentalne – to nie SF napakowane efektami CGI? Chyba że telewizja kłamie? No może, ale na pewno nie w takich słodkich filmach, które komentuje Czubówna.”
A jak naprawdę wygląda planeta Ziemia?
Dlaczego nie nadaje się takich filmów w niedzielne przedpołudnie w telewizji publicznej? Pojawiają się najczęściej na kodowanych kanałach typu Planete +, a jak przypadkiem trafią do TVP, to emitowane są nocą i nie komentuje ich Czubówna, lecz jakiś kiepski lektor.
Czy to przypadek, a może starannie przemyślana i zaplanowana strategia? Brzydka, zaśmiecona, zdewastowana przyroda kiepsko by się komponowała np. z reklamami samochodów:
Albo z reklamami turystycznych rajów, w których nawet Polska jawi się jako przyrodniczy cud, miód, malina.
Proszę zwrócić uwagę na 1 minutę i 46 sekundę filmiku:
Krótko mówiąc, dzięki filmowcom i Czubównie żyjemy w informacyjnym „matriksie”, który mami olśniewającymi obrazami przyrody, która już od dawna takiej siebie nie przypomina. Tym sposobem bardzo skutecznie usypia się poczucie odpowiedzialności za świat, w którym żyjemy i skutecznie paraliżuje wolę jakichkolwiek zmian.
Dlatego właśnie już nie lubię głosu Czubówny, no może z pewnymi wyjątkami :)
Za zawodowymi fotografami przyrody zresztą też nie przepadam. Godzinami, dniami siedzą w przemyślnie urządzonych i doskonale zamaskowanych czatowniach, aby zrobić unikalną fotkę nierzeczywistego świata, który trwa mgnienie oka, a na co dzień jest zupełnie inny – pusty, biedny, martwy, zamieszkany przez wystraszone zwierzęta, które panicznie uciekają na widok lub zapach człowieka. Oni, podobnie jak filmowcy, za pomocą kosztownego sprzętu kreują w magazynach przyrodniczych, podróżniczych i myśliwskich iluzję, która ma się nijak do realiów, w których żyją „bezkrwawo upolowane” przez nich istoty.

Dzięki tym heroicznym wysiłkom filmowców i fotografów niedługo będziemy mieli najlepiej i najładniej w historii udokumentowane wymieranie gatunków – tylko kto po nas to obejrzy i po co?

4 komentarze:

  1. Oczywistym jest że szkodnik dobrze wiedząc że szkodzi, będzie robił wszystko, by swoją niechlubną działalność ukryć,lub przynajmniej zbagatelizować jej skutki. Tak też się dzieje. Mają do swojej dyspozycji telewizje, wytwórnie, mają reżyserów, operatorów i przyrodników, naukowców, dziennikarzy którzy za kasę pokazują mniej zaśniedziałą stronę medalu. To jest ułamek wielkiego mirażu całego systemu, bowiem wszystko w nim ocieka fałszem, obłudą i celowo ogniskuje uwagę tylko na wybranych centrach. Wszystko w imię bezlitosnej eksploatacji i czerpania ciągłych zysków.

    Trudno teraz polemizować czy inicjatorzy tego wszystkiego to kompletnie pozbawione empatii maszyny, psychopaci, czy może tylko pożyteczni idioci. Najgorsze jest to, że to jednak my- społeczeństwa, pozostają uśpione i rozleniwione hedonistycznym narkotykiem, który egoizm i czerpanie krótkich materialnych podniet podniósł do rangi sztuki.

    Dobra robota Darek. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się wydaje, że problem jest znacznie szerszy, filmowcy, fotografowie i w końcu również Czubówna zarabiają pieniądze. Robią to, co się sprzedaje. Konsumenci chcą widzieć dziką przyrodę, chcą oszukiwać się, że gdzieś tam nie ma zanieczyszczeń, śmieci, polowań i istnieją dziko żyjące zwierzęta. Z jednej strony Czubówna i cały przemysł filmów przyrodniczych dokumentuje gatunki. Z drugiej strony etyka przy tych przedsięwzięciach nie istnieje, skoro przemysł przynosi pieniądze. Ale to nie tylko filmowcy, USA nie przestanie śmiecić, nie przestanie zanieczyszczać środowiska i nie zmniejszy emisji CO2 bo muszą mieć wzrost gospodarczy. Kto ma pieniądze i kto pieniądze zarabia, temu wolno. Nam w miastach niebawem zabronią palić węglem. Bo zanieczyszczamy. Powinniśmy ogrzewać domy prądem, a prąd kupować, bo nasze elektrownie są węglowe przecież.
    Wracając do filmowców i fotografów. Najbardziej mnie jako fotografa boli brak etyki w pracy fotografa. Jeśli moja praca wpłynie na fotografowany gatunek, spłoszę osobnika, narażę bodaj na możliwość, że drapieżnik zauważy gniazdo ptaka czy spowoduje coś podobnego - odkładam aparat. Trudno, stać mnie na to. Fotograf, który na zdjęciach przyrodniczych zarabia, niejednokrotnie wycina dookoła trawy żeby odsłonić gniazdo i oczyścić kadr. Dla mnie takie działania są najgorsze i niewybaczalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, problem braku etyki w pogoni za kasą lub ujęciem, zdjęciem - trofeum znam. Opowiadano mi historie o wręcz haniebnych postępkach przy filmowaniu zwierząt. Nie poruszałem tematu, bo nie spotkałem się z tym osobiście, a nie chcę powielać może plotek?
      A co kasy i tzw. wzrostu gospodarczego, to pisałem już nie raz, że to ścieżka donikąd.

      Usuń