piątek, 6 maja 2016

Grodzenie brzegów kwitnie na wiosnę

O chciwym zawłaszczaniu brzegów i oszpecaniu przy tym krajobrazu pisałem tu nie raz. Każdy wodniak miał z tym do czynienia, a problem narasta. Niedawno znajomi żeglarze opowiadali mi, jak na tym tle doszło prawie do bójki o dostęp do pomostu, a kajakarze o tym, jak w czasie burzy nie pozwolono im z dziećmi schronić się na brzegu. Pazerność jak zwykle idzie w parze z agresją i moralną znieczulicą.
Zaczyna się nowy sezon wodniacki, a nielegalny proceder kwitnie:
„Przeprowadzone przez kontrolerów NIK oględziny fragmentów linii brzegowej 25 jezior wykazały aż 75 przypadków grodzenia linii brzegowej jezior w sposób uniemożliwiający przejście brzegiem jeziora. Ustalenia kontroli wskazują, że zdarzają się przypadki, że ogrodzenia wzniesione przez właścicieli posesji przylegających do jeziora „wchodzą” w głąb lustra wody nawet na kilka metrów (m.in. nad jeziorami Drawsko, zachodniopomorskie, Inulec, warmińsko-mazurskie, czy Sępoleńskim, kujawsko-pomorskie).
Kontrolerzy NIK ustalili, że przy utrzymaniu dotychczasowej częstotliwości kontroli, sprawdzenie przestrzegania zakazu grodzenia linii brzegowej na wszystkich jeziorach zajmie skontrolowanym zarządom 18 lat.”
Jezioro — przejścia nie ma. Właściciele gruntów nielegalnie odgradzają dostęp do jezior
Przepisy w tej kwestii są dziurawe, lokalne władze mają problem gdzieś, kar za łamanie prawa praktycznie nie ma albo są śmiesznie małe. Dziwi to na tle tego, z jaką zajadłością straże gminne tropią np. drobne przewinienia kierowców, najlepiej przejezdnych.
Cierpi na tym przyroda i oczywiście turyści, których odgania się od brzegów niczym jakąś zarazę, a z drugiej strony miejscowi ciągle biadolą, że zyski z turystyki marne i wciąż szuka się pomysłów jak przywabić gości. A tak proste rozwiązanie, jak wydzielenie wolnego brzegu jeziora na ogólnie dostępną plażę i jakieś pole biwakowe w pobliżu nie przychodzi lokalsom do głowy.
Prywata u nas zawsze musi być górą, bo nie mieści się w ciasnych umysłach dorobkiewiczów, że dobro publiczne może przynieść publiczne korzyści, m.in. posiadaczom owych ciasnych umysłów, ale nie zawsze dzieje się to wprost.
Na koniec jeden z komentarzy pod linkowanym wyżej tekstem:
~ślonzok
„Będąc w Olsztynie wybrałem się z rodziną na wycieczkę rowerową dookoła jeziora Wadąg. Pogoda była piękna jezioro bardzo malownicze i wybraliśmy jako cel podróży cypel o nazwie Szypry planując piknik nad brzegiem tego jeziora. Po dojechaniu na miejsce malowniczą drogą chociaż bardzo zniszczoną okazało się że jezioro mogliśmy oglądać przez płot z odległości 100 m . Nie było żadnego , powtarzam , żadnego dostępu do jeziora. Wszystkie bez wyjątku posesje ogrodzone wysokimi ogrodzeniami z tablicami TEREN PRYWATNY WSTĘP WZBRONIONY , UWAGA ZŁY PIES A WŁAŚCICIEL JESZCZE GORSZY . Kilometr brzegu bez dostępu . Skandal to bardzo łagodne określenie. A ponoć Warmia i Mazury jako "cud natury"chce rozwijać turystykę i z niej żyć ! SKANDAL więcej tu nie przyjadę i na pewno nikomu nie polecę zwłaszcza że dokoła tego jeziora spotkaliśmy jeszcze dwa zamknięte i niedostępne dla turysty getta. W miejscowości Słupy i Wadąg na tzw. "wyspie". Gdzie są władze lokalne zezwalające na bandyckie traktowanie wspólnej własności. Mam nadzieję że rządzący zajmą się skutecznie problemem zawłaszczania przestrzeni publicznej przez małe grupki "swojaków" bez względu na barwy polityczne!”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz