wtorek, 31 maja 2016

Na Krutyni kilka dni temu...

Ludowa etymologia głosi, że rzeka Krutynia ma właśnie taką nazwę dlatego, że jest krótka. Inne źródła podają, że Crotin, Kritina oznaczało w języku pruskim rzekę wartką i krętą, wijącą się. Koloniści niemieccy, co ciekawe, zachowali pierwotny toponim: Kruttinnen (Cruttinnen).
Faktycznie, zanim Krutynia uzyska swą nazwę na odcinku ok. 30 km między wsią Krutyń a wsią Iznota, jest nazywana wzdłuż szlaku wodnego: Sobiepanką, Grabówką, Dąbrówką, Gancką Strugą, Babięcką Strugą, Zyzdrojową Strugą, Spychowską Strugą (lub Bystrzem), a na koniec wpływa do Bełdan jako Czarna rzeka lub Iznota.

środa, 18 maja 2016

Narwiański Park Narodowy w połowie maja

Narew na odcinku od Suraża do Rzędzian (czyli NPN) jest rzeką anastomozującą – już ostatnią w Polsce, choć kiedyś było ich więcej. Na czym to polega, ładnie jest opisane w tym artykule: Narew niczym Okawango
Jednak nie to było dla mnie niespodzianką, lecz niezwykle urozmaicony nurt Narwi na tym odcinku, pełen cofek, bocznych pływów i wirów, który współtworzą wody wypływające spod szuwarów i być może podziemne. Płynąc kanu widać tę nadzwyczajną dynamikę wód bardzo wyraźnie, lecz właściwie nie sposób sfotografować – musicie mi uwierzyć na słowo.
Na innych rzekach czegoś podobnego jeszcze nie widziałem – tu można było odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z żywą istotą. Nie dziwię się naszym przodkom, że przypisywali elementom przyrody cechy ludzkie i boskie. Ciekawym jak nazywała się bogini Narwi, może Narew po prostu?

piątek, 6 maja 2016

Grodzenie brzegów kwitnie na wiosnę

O chciwym zawłaszczaniu brzegów i oszpecaniu przy tym krajobrazu pisałem tu nie raz. Każdy wodniak miał z tym do czynienia, a problem narasta. Niedawno znajomi żeglarze opowiadali mi, jak na tym tle doszło prawie do bójki o dostęp do pomostu, a kajakarze o tym, jak w czasie burzy nie pozwolono im z dziećmi schronić się na brzegu. Pazerność jak zwykle idzie w parze z agresją i moralną znieczulicą.

poniedziałek, 2 maja 2016

Manowce maksymalizmu – motoryzacyjny obłęd

Kiedyś dłuższy spacer lub rowerowa wycieczka, nieważne szosą czy polną drogą była prawdziwą przyjemnością. Można było podziwiać krajobrazy, chłonąć zapachy kwitnącej wiosny, pokonując bezpiecznie kilometry bez większego hałasu dookoła lub smrodu spalin. Pojazdów spalinowych na drogach było niewiele, jeździły też jakoś spokojniej i przeważnie w konkretnym celu. Niekonieczne było nerwowe rozglądanie się dookoła, aby umknąć przed pozbawionym wyobraźni i/lub rozumu szaleńcem za kierownicą.