poniedziałek, 22 lutego 2016

Myśliwi pod kontrolą...

 
Jeśli NIK stwierdza, że na skutek panującego bałaganu i przekłamanej dokumentacji nie sposób jest ustalić ani liczebności zwierząt, ani proporcji zwierząt zabitych oznacza to, że nie ma mowy o prowadzeniu jakiejkolwiek gospodarki łowieckiej. Wniosek nasuwa się sam: myśliwi co najmniej naruszają prawo, by nie powiedzieć, że działają nielegalnie. […]
Ponadto kontrola wykonana przez NIK ujawniła poważną skalę fałszowania przebiegu samych polowań. I tak wykazano przypadki, kiedy myśliwi posługiwali się upoważnieniami do odstrzału wystawianymi na inne osoby lub na inne obwody łowieckie. Ujawniono praktyki nielegalnego poszerzania wydanych upoważnień na dodatkowe gatunki zwierząt i na zabicie większej ich liczby. To w tym właśnie kontekście NIK pisał, że działania myśliwych noszą znamiona kłusownictwa.
Wszystko, co opisał Arek Glass w swoim artykule, nie jest dla mnie większym zaskoczeniem, od dawna wiedziałem, że PZŁ to chora instytucja, a polskie prawo legalizujące tzw. łowiectwo jest zwyczajnie skandaliczne i wręcz zachęca do nadużyć, a myśliwi skwapliwie z tego korzystają, łamiąc bezkarnie nawet i to kiepskie prawo. Czynią tak, bo doskonale wiedzą, że nie ma nad nimi praktycznie żadnej kontroli administracyjnej ani społecznej. Raport NIK jedynie to potwierdza.
Etyczny i ekologiczny wymiar łowiectwa w ogóle w dyskursie polityczno-społecznym nie istnieje, a prawo dotyczące łowiectwa nawet go nie zauważa.
Łowiectwo np. nie wymaga oceny oddziaływania na środowisko – co jest wręcz kuriozalne w kontekście tego, że myśliwi zabijają grubo ponad milion sztuk zwierząt rocznie oraz wprowadzają do środowiska ok. 600 ton ołowiu rocznie z amunicji, a na deser kolejny absurd, o którym niedawno pisałem – zwierzęta łowne są lepiej chronione prawem niż rzadkie zwierzęta objęte całkowitą ochroną gatunkową.
Byłby to zapis wprost sprzeczny nie tylko z prawem europejskim (tzw. dyrektywą siedliskową), ale także z orzecznictwem polskich sądów. Wszystkie polowania sieją spustoszenie w przyrodzie, a polowania zbiorowe są prawdziwym jej demolowaniem, które porównać można do przejechania walca drogowego przez las. Ofiarami takiej demolki bywają nawet gatunki zwierząt objęte ochroną ścisłą, na których ratowanie instytucje europejskie, krajowe i prywatne wydają poważne kwoty. Argument o tym, że polowania nie wywierają negatywnego wpływu, a więc nie powinny podlegać ocenom oddziaływania na środowisko, jest nie do obrony.
Zachęcam do przeczytania artykułu w całości, bo znakomicie przedstawia i podsumowuje szkodliwą rolę myśliwych w polskiej przyrodzie: Jak myśliwi w szkodę weszli

Myślistwo to absolutne zaprzeczenie minibwp, dlatego aż tyle uwagi mu poświęcam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz