poniedziałek, 15 lutego 2016

Czy do chodzenia potrzebna jest filozofia?

Zadałem sobie to pytanie po przeczytaniu „Filozofii chodzenia” Frédérica Grosa i udzieliłem sam sobie odpowiedzi – nie, raczej nie, chyba lepiej się chodzi bez filozofowania. Ale czy „filozofia chodzenia” (nie tylko jako ta książka) jest w ogóle niepotrzebna?
Też nie, raczej nie, ponieważ filozofowanie na temat chodzenia nikomu nie zaszkodzi, niektórym może się nawet podobać, a jeszcze innych być może zachęci do chodzenia lub filozofowania – jedno i drugie na pewno wyjdzie im na dobre :)
Wracając do książki, to nie jest tak kiepska, jak w tej opinii na lubimyczytać.pl, którą przeczytałem jako pierwszą i która mało mnie nie odwiodła od zakupu, nie jest też tak dobra, jak w tej recenzji, ani tak „wyzwalająca” jak w tym tekście, dla którego stała się pretekstem.
Jest to zwyczajna książka, bez fajerwerków, chwilami nawet przynudzająca – miałem wówczas wrażenie, że autor pisał wtedy trochę na siłę, zadaniowo, bo musiał skończyć ten projekt, może przyciskało go wydawnictwo albo jakieś inne życiowe okoliczności? Tak bywa, pisanie książek rzadko jest nieustającym pasmem duchowych uniesień wpływających z niegasnącej weny. Dlatego „Filozofia chodzenia” nie jest porywającym arcydziełem, ale przyzwoitym, porządnym opracowaniem tematu, momentami pisanym z entuzjazmem, a nawet niejakim polotem wynikającym zapewne z osobistych przeżyć autora – doświadczonego turysty, jak mniemam.
Co mnie, mimo wahań, ostatecznie skłoniło do kupna tej książki? Przede wszystkim ładna okładka i niska cena, to oczywiście żart, chociaż jak na książkę za 18 zł całkiem ładnie wygląda na półce :)
Przywabiły mnie pewne słowa-motywy, które wydały mi się bardzo zbieżne z minibwp, co się potem potwierdziło podczas lektury. Mianowicie:
– dzikość,
– wolność,
– minimalizm („to, co elementarne”),
– nieśpieszność („powolność”),
– powtarzalność,
– cisza.
Bardzo często powracam do tych tematów na blogu, ponieważ są kanwą minibwp i miło jest przeczytać, że jeszcze ktoś, gdzieś tam na świecie, je ceni i mądrze interpretuje. Do tego autor dodaje małe repetytorium z lubianych przez ze mnie filozofów z cynikami, Rousseau i Thoreau na czele – zawsze warto poczytać o nich raz jeszcze.
Tu miałem przytoczyć garść cytatów, nawet kilka pracowicie przepisałem, ale ostatecznie skasowałem, ponieważ książeczka jest niewielka i szkoda wydłubywać z niej większość rodzynek. Kto zechce, łatwo ją wypożyczy, może nawet kupi na wyprzedaży, i zje rodzynki razem z ciastem, które wtedy będzie smaczniejsze.
A może a propos tych smaków pozwolę sobie na jeden kulinarny cytat? Tak dla zaostrzenia czytelniczego apetytu:
„Krajobraz jest jak wywar ze smaków, kolorów, zapachów, w którym moczy się nasze ciało”.

A poniżej i sam autor, wprawdzie mówi na inny temat niż „marcher”, ale cóż szkodzi sobie wyobrazić, że właśnie o tym opowiada :)

2 komentarze:

  1. Nie wiem, czy do chodzenia potrzebna jest filozofia, ale filozofii niezbędne jest chodzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perypatetycy zdawali sobie z tego sprawę, współcześni filozofowie chyba już nie?
      PS.
      Jazda rowerem i wiosłowanie też służy filozofowaniu :)

      Usuń