piątek, 8 stycznia 2016

Płachtologia stosowana – jaką płachtę biwakową wybrać na minibwp cz. 2

Lubawa próbowała reanimować pałatkę wojskową poprzez zmianę materiału na poliamidowy i dodanie kamuflażu, ale o ile wiem, wojsko nie było zainteresowane tym pomysłem i staromodna pałatka trafiła w końcu do lamusa.
Polska pałatka po liftingu Lubawy
W wojskach NATO jeszcze wcześniej została zastąpiona przez syntetyczne poncha, a później kurtki przeciwdeszczowe z paroprzepuszczalnych materiałów membranowych typu Gore-tex i podobnych.
Poncha, płachty, norka - porównanie
Kontraktowe holenderskie poncho - już zabytek :)
Przez jakiś czas poncha (pojedyncze lub połączone) pełniły funkcję płacht noclegowych, niektórzy survivalowcy nadal tak lubią. Ja jednak za tym rozwiązaniem nie przepadam, z dwóch powodów.
1. Jedno poncho jest dla mnie za małe, a dwa połączone są cięższe niż płachta i nie tak szczelne (połączenie i kombinacje z kapturem). Tworzą też za duży namiocik dla jednej osoby, a przy tym za krótki dla kogoś wysokiego, bo maksymalnie 220 cm.
2. Gdy zdejmę i zużyję poncho do budowy schronienia, to nic mnie już nie chroni przed deszczem, a w deszczu czasem trzeba rozbijać obóz lub wyjść spod schronienia. Dlatego „oddychającą” kurtkę przeciwdeszczową i płachtę uważam za lepszy zestaw niż poncho lub dwa. Ale jak kto lubi :)
Po wyparciu ponch przez membranowe kurtki żołnierze nocują w normalnych namiotach, a jedynie oddziały specjalne w tzw. norkach (bivy bag).

Nieliczne armie, takie jak brytyjska lub korpus US Marines zachowały na indywidualnym wyposażeniu wojaka płachty. Gdyby płachta/tarp USMC w udanym kamuflażu marpat była nieco większa, łatwiej dostępna i nie aż tak droga, to byłaby całkiem niezłym wyborem.

Niestety nie jest i na placu boju pozostaje praktycznie tylko basha armii brytyjskiej. Spośród podobnych jest względnie łatwa do zdobycia, w znośnej cenie i moim zdaniem najbardziej praktyczna i trwała.
Dlatego właśnie jej używam – oryginalnej, kontraktowej, co istotne, bo pod nazwą „british army basha” oferuje się wiele podobnych płacht. Przeważnie nie mają taśm i okuć, a jeśli mają, to wyraźnie różniące się od oryginału i gorszej jakości. Kopie są zwykle wykonane ze słabszego materiału, mają nietypowe wymiary i nieco inne odcienie plam kamuflażu. Dosyć łatwo te podróby rozpoznać, wystarczy dokładnie obejrzeć kilka kontraktowych egzemplarzy, najlepiej w sklepie z demobilem, ostatecznie w internecie, choćby tu lub tutaj. Trzeba zwracać uwagę na szczegóły.
Kontraktowa
Kontraktowa
Podróba
Ponieważ basha jest wykonana z tkaniny poliestrowej (zdarzają się egzemplarze z nylonu) jest lżejsza od polskiej pałatki wojskowej, znacznie szybciej schnie i składa się w niewielki, poręczny pakunek, który mieści się w dedykowanym dla niej woreczku.

Woreczek jest świetny i ma pomysłowy ściągacz – po prostu koralik, który ciasno przesuwa się na tasiemce. Zwykle używam go do innych celów, ponieważ w warunkach polowych nie chce mi się tak dokładnie i ciasno składać płachty, żeby się do oryginalnego woreczka zmieściła, wolę jakieś inne, nieco większe opakowanie, do którego łatwiej ją włożyć.
Basha ma praktyczny kształt prostokąta rozmiaru ok. 260 cm x 220 cm. Zdarzają się wersje nieco mniejsze, podobno SAS-u, ok. 220 cm x 170-180 cm, ale nie polecam, bo uważam, że są za małe, a przez to niewygodne i niewystarczająco chronią od zacinającego deszczu. Podobnie jak zbliżony rozmiarami tarp US Marines.
Dzięki prostokątnemu kształtowi można bashę ustawić/rozpiąć jak klasyczny dwuspadowy namiot, na tyle duży, że w środku jest wygodnie i nie kapie na głowę w czasie deszczu. Na inne sposoby też:
Tkanina ma właściwy splot i jest fabrycznie świetnie zaimpregnowana, ale nie powierzchowną warstwą (błonką) poliuretanu, jak popularne namioty i płachty turystyczne, lecz w całym przekroju materiału. Nowa sprawia wrażenie wręcz tłustej w dotyku i ma ciekawą właściwość samouszczelniania. Warstwa wodoodporna się nie ściera i nie łuszczy z czasem, a wszelkie naprawy są stosunkowo łatwe, samoprzylepna tkanina naprawcza się trzyma, można nawet naszywać łaty. Kilkunastoletnia basha, nawet spłowiała i wytarta nadal wytrzymuje całonocny deszcz, czego osobiście doświadczyłem. Podobną trwałość znam tylko z dawnych namiotów Polsportu lub Lubawy, ale niestety ich tropiki były bawełniane i ciężkie.
Główny szew bashy, podszyty grubą taśmą, jest obficie uszczelniony silikonem – nigdy tamtędy nie cieknie. Wszystkie brzegi są obszyte taśmami dla wzmocnienia, ponieważ płachtę zaprojektowano ją tak, aby mogła służyć za polowe nosze dla rannych. Dlatego niektórzy wykorzystują ją jako hamak. Brzegi mają okute oczka i mocowania z taśmy, co bardzo ułatwia rozpinanie (i napinanie) bashy, na wiele sposobów.
Występuje w trzech wersjach kamuflażu.
1. Desert DPM: najłatwiejsza do kupienia i najtańsza, świetnie chroni od słońca latem, nieźle maskuje zimą, nawet wczesną wiosną na tle wyschniętej roślinności, trzcin, traw itp. i oczywiście na plaży, na wydmach.
2. Woodland DPM: dość rzadka i coraz trudniejsza do kupienia w dobrym stanie, typowo leśny kamuflaż, dość ciemny, ale daje radę w naszych lasach i na polach, choć w pełni lata mniej brązu, a więcej zieleni by się przydało.
3. MTP: wersja jeszcze rzadka w sprzedaży i droga (z czasem stanieje), najnowszy kamuflaż brytyjski, wypierający DPM, zaprojektowany do Afganistanu gdzie DDPM nie dawał rady, a DPM wcale, dobry na polską suchą jesień, bezśnieżną zimę i bardzo wczesną wiosnę – zanim się na dobre zazieleni.








Do postawienia bashy wykorzystałem maszt od polskiej pałatki wojskowej, który można kupić w komplecie z pokrowcem i szpilkami za kilka złotych, ale nie polecam, znacznie lepsze są jakieś maszty z ostrym końcem – na przykład. Wtedy linka się nie zsuwa, nie trzeba kombinować.


A jeśli nie basha to co?
Basha właściwie opędzała wszystkie moje potrzeby, ale gdy niedawno zmieniłem moskitierę armii brytyjskiej na holenderską, nieco większą, pojawił się problem – basha okazała się za krótka i już nie wystarczała. W czasie deszczu głowa lub nogi by mokły, nie byłoby to zbyt przyjemne, dlatego zacząłem się rozglądać za większą płachtą.

Po przestudiowaniu wielu recenzji w necie zdecydowałem się w końcu na bushcraftowy tarp firmy DD Hammocks w kamuflażu multicam. To firma z pewną renomą, mnóstwo turystów używa ich wyrobów i jest o nich dużo opinii, przeważnie pozytywnych – to zadecydowało mimo wysokiej ceny. Jak to mówią biednego nie stać na tanie i kiepskie rzeczy, lepiej raz zapłacić więcej i mieć spokój na lata. Dzięki uprzejmości znajomego bushcraftowca zakup był ze zniżką i akurat dotarł do mnie na gwiazdkę :)
Po pierwszych oględzinach – na testy polowe jeszcze przyjdzie czas – jestem zadowolony. Kamuflaż jest mniej cukierkowy niż na fotkach w necie, wykonanie solidne, choć oczywiście nie aż tak jak basha, materiał jednak cieńszy, taśm na brzegach i okuć brak, są za to wzmocnienia i taśmowe mocowania a wszystkie szwy dokładnie podklejone. Powłoka wodoodporna jest z PU, lecz nie widać od spodu tej charakterystycznej błyszczącej błonki, jest matowa, przypomina to impregnację bashy – co dobrze wróży trwałości. Kwadratowy kształt i nie przesadny rozmiar 300 cm x 300 cm wydają się poręczne, tarp powinien się sprawdzić na minibwp.
Jak będzie się sprawował w plenerze – okaże się za jakiś czas, podzielę się wtedy wrażeniami i wrzucę jakieś plenerowe fotki.

Wspomnień czar
Kiedyś wybór płachty był ograniczony do kawałka brezentu zszytego przez „ciocię” na wiekowej maszynie „Singer”, ewentualnie pałatki wojskowej – jeśli się miało szczęście takową „załatwić” lub nabyć na bazarze itp. Nikt wtedy nie zastanawiał się specjalnie nad jakością, ale cieszył się, że w ogóle coś ma nad głową, O Allegro, internetowych sklepach bushcraftowych, survivalowych i z demobilem nikt nawet nie słyszał, ale ludzie jakoś sobie radzili i skromnie wyposażeni wyruszali w plener chyba częściej i radośniej niż dzisiaj.


Na wędrówkach po Bieszczadach za karimatę i śpiwór zarazem służył mi szary wojskowy koc, a za poduszkę ubrania. O karimacie lub namiocie dwupowłokowym (z tropikiem) mogliśmy tylko pomarzyć, ale nikt się tym nie przejmował. Ponieważ ciche, niezaśmiecone górskie szlaki, lasy i wody (hałasu i śmieci, co niewiarygodne, wtedy po prostu tam nie było!!!), bez inwazji chamowatej turystycznej stonki, która może dziś wszędzie dojechać samochodem i musowo nasyfić (materialnie, dźwiękowo i atmosferycznie), dawały tyle radochy, że kto by się lichotą sprzętu, a nawet brakiem wygodnych butów przejmował. Ważne, że mieliśmy siły na wędrówkę i co jeść – a i z tym różnie bywało – i grosiaki na piwo. Oj, czasem trudno było dobre dostać – pod tym względem akurat niewiele się zmieniło, choć półki w sklepach się uginają :)
Oczywiście, że przyjemniej i wygodniej uprawia się minibwp, mając dobre wyposażenie – dlatego w ogóle o nim piszę, ale jeżeli ceną nadprodukcji ma być zdewastowana przyroda, to ja już wolę swój szary koc (mam go jeszcze) i stary, przeciekający namiot (już się rozleciał).
Dlatego warto kupować rzeczy dobre jakościowo i trwałe – to jedna z sensowniejszych form ochrony środowiska. Mam nadzieję, że choć trochę pomogłem w wyborze.

2 komentarze:

  1. Świetne wpisy Darek. Można powiedzieć, że temat wyeksploatowałeś w 100% i przekazałeś maksimum wiadomości :) Ależ poczułem powiew nostalgii, gdy pisałeś o pałatkach WP. Nie raz nocowałem pod nimi na poligonie w czasie woja, a i parę razy później też się zdarzyło. Choć zdecydowanie częściej korzystałem jednak z namiotu, a w górach uprawiałem "wiating" ;)
    Ale powiem Ci szczerze, że jakiś tarp za jakiś czas sobie sprezentuje. W połączeniu np. z hamakiem, może być ciekawą alternatywą podczas leśnego bytowania. Z tych co przedstawiłeś wpadł mi w oko ten brytyjski na MTP. Szczerze mówiąc muszę rozejrzeć się za nim na najbliższym Moto Weteran Bazarze. A ze swej strony mogę jeszcze polecić podobne wyposażenie niektórych armii skandynawskich. Sam jakiś czas temu oglądałem fajną płachtę wojsk duńskich (lubię ich demobil), tyle że u nas to wciąż jednak duża rzadkość.
    Mój znajomy używa natomiast tej i bardzo sobie chwali, choć cena do niskich nie należy:
    http://lesovik.eu/sklep/groza/

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń