środa, 6 stycznia 2016

Płachtologia stosowana – jaką płachtę biwakową wybrać na minibwp cz. 1

Za oknem tęgi mróz, akurat dobry czas wrócić wspomnieniami do cieplejszych pór ubiegłego roku i podsumować płachciane doświadczenia, te dawniejsze również.
O namiotach już kiedyś pisałem, dobre namioty są łatwe w obsłudze, praktyczne, wygodne, dobrze chronią przed deszczem, wiatrem i męczącymi insektami. Trudno się bez namiotu obejść w plenerze, ale bywają sytuacje – rzadkie, ale jednak – w których płachta biwakowa bywa lepszym wyborem niż namiot.
W gorące, parne noce, zestaw moskitiera i płachta (przedstawiałem już taki) może lepiej się sprawdzić niż zamknięty, duszny namiot. Gdy zaś chcemy mieć oko na okolicę, odpowiednio rozpięta płachta da nam możliwość obserwacji, nawet leżąc sobie w śpiworku. Także wolę płachtę, kiedy nie ma już komarów, a noce są na tyle chłodne, że para wodna skrapla się obficie na ściankach namiotu, a z jego suszeniem robi się problem, bo słońce słabo grzeje albo wcale. Dzieje się tak jesienią i wiosną. Na płachcie oczywiście też skrapla się wilgoć atmosferyczna, ale słabiej, a przy tym płachtę o wiele łatwiej niż namiot wysuszyć. Przydaje się, gdy nie mamy czasu, sił lub ochoty rozbijać namiotu, lub chcemy przygotować, ulepszyć improwizowane schronienie. Poza tym jest pomocna w rozmaitych sytuacjach: gdy chcemy ochronić siebie lub rzeczy od deszczu, brudu, przysiąść, położyć się na mokrej trawie, śniegu, coś przykryć, zamaskować itp.
 Dlatego, jeśli tylko mamy taką możliwość, warto ją zabierać ze sobą obok namiotu, a czasem zamiast niego, szczególnie jeżeli zmusza nas do tego wagowy lub objętościowy minimalizm.
Tylko na którą płachtę się zdecydować, która będzie dla nas najlepsza?
Mamy spory wybór: plandeki budowlano-ogrodowe, płachty turystyczne, tarpy, pałatki (peleryny) i poncha wojskowe. Różnią się rodzajem materiału, wielkością, wagą, kształtem, kolorami, stopniem wodoodporności, dodatkami i oczywiście jakością. Wbrew pozorom, że to taki prosty sprzęt, wcale nie jest łatwo wybrać. Żeby to ułatwić początkującym adeptom minibwp, podzielę się własnymi doświadczeniami. Najpierw kwestie nazewnictwa i przegląd ogólny.
Szukając płachty w internecie, szukajmy jej też pod nazwami: tarp, tarpaulin, celta, zelta, basha, pałatka, daszek kempingowy, brezent maskujący, plandeka. A co możemy znaleźć?
1. Płachtę z plastikowej plandeki budowlano-ogrodowej:
– wady: śliska, sztywna, szeleści, hałasuje, błyszcząca (utrudnia maskowanie), stosunkowo nietrwała (zwłaszcza te najtańsze), bo szybko się przeciera na zgięciach.
– zalety: łatwo dostępna, tania, lekka (te grubsze niekoniecznie), duży wybór rozmiarów, choć już nie kolorów – przeważnie są niebieskie i srebrne, ale pojawiają się zielone, khaki i brązowe, błyskawicznie schnie (zwłaszcza po strzepnięciu kropel wody), teoretycznie nieprzemakalna, ale zdarzają się wyjątki, same z siebie (sam się zdziwiłem po deszczowej nocy) lub gdy jest cienka (mała gramatura) lub nadwyrężona mechanicznym zużyciem, lub wystawieniem na ostre słońce (niektóre tego nie tolerują).
 Nie lubię plastiku, ale przydaje się jako podkład do ochrony lekkiej (tkaninowej) podłogi namiotu, a gdy jest mokro to i pod tyłek lub pod karimatę do noclegowej płachty. Ale z tym ostatnim trzeba uważać i tak rozkładać plandekę, żeby woda nie spływała na nią z płachty, bo obudzimy się w kałuży :)
2. Płachtę turystyczną (taka prosta, bez ekstra dodatków):
– wady: zwykle z cienkiego poliestrowego materiału pokrytego dla nadania wodoodporności warstwą poliuretanu (PU – charakterystyczna błyszcząca błonka), w związku z tym raczej delikatna i niezbyt trwała, zwykle dość droga (zdarzają się wyjątki), mały wybór mniejszych rozmiarów – producenci preferują rozmiar dla całych rodzin przy stole kempingowym, dlatego słabo odporna na wiatr, dobrze maskujące kolory raczej rzadkie w handlu;
– zalety: dobra wodoodporność (nowej), lekka, niewielka po złożeniu, w porównaniu z plastikową plandeką miła w dotyku, dobrze się układa, nie hałasuje, dość szybko schnie.
Użyteczna, jeśli jest dobrej jakości i w neutralnym kolorze. Jeśli mamy niedrogą możliwość, dobrze doszyć do niej wzmocnienia i taśmy, a nawet dodać okucia.


 Jeśli nie, lepiej kupić od razu płachtę lepiej doposażoną – taniej wyjdzie.
3. Płachtę turystyczną de lux (à la namiot z dodatkami):
Bardzo podobna do namiotu dwuspadowego na masztach, różni się od niego praktycznie tylko brakiem podłogi i szczelności, owady zapewne dostaną się do środka. Może jest nieco lżejsza od namiotu i lepiej chroni przed wiatrem (ale przy tym jest bardziej podatna na jego powiewy) oraz deszczem, ale to już koniec przewag nad zwykłą płachtą, od której jest też znacznie droższa. Choć da się kupić taniej (do 200 zł), bo często są na nie posezonowe promocje i wyprzedaże, widać nie ma na takie wynalazki nie wielu chętnych. O dziwo, są dostępne w maskujących kolorach, jak i w jaskrawych-ratunkowych też.
4. Płachtę myśliwską, która służy przede wszystkim do maskowania czatowni, ewentualnie ochrony przed niewielkimi opadami.
Ogólnie ma cenę i właściwości bardzo podobne do prostej płachty turystycznej z wyjątkiem znacznie mniejszej wodoodporność (zwykle do 1000 mm słupa wody, dobra płachta ma powyżej 2000 mm). Występuje w myśliwskich wzorach kamuflażu – niektóre z nich są bardzo skuteczne, chociaż brzydkie :)
Zwykle ma kształt wydłużonego prostokąta, przez co (wraz ze słabą wodoodpornością) kiepsko się nadaje na płachtę noclegową.
 Za to świetnie się sprawdza jako płachta maskująca i pomocnicza do „wszystkiego innego”, którą warto mieć przy sobie, tym bardziej że jest lekka i zajmuje mało miejsca po złożeniu.
4. Płachtę wojskową:
– wady: trudna do kupienia, droga, ciężka, bardzo minimalistyczna, zwykle dostępna w małych rozmiarach, często zbyt małych dla osoby wysokiej albo lubiącej nietypowe ustawienia, schnie nieco wolniej niż turystyczna;
– zalety: mocna, trwała, świetnie zaimpregnowana, dobrze wyposażona w taśmy, okucia i inne akcesoria ułatwiające rozpinanie i mocowanie (odporna na wiatr i słońce), dostępna w maskujących kolorach, a nawet w kamuflażu.
 5. Wraz z modą na survival i prepping coraz częściej pojawiają się w ofercie handlowej płachty tzw. survivalowe lub bushcraftowe, które są czymś pośrednim między płachtą turystyczną a wojskową, mają nawet więcej mocowań, ale zazwyczaj są znacznie droższe od nich, choć niekoniecznie lepsze, ale i tu bywają wyjątki.


A teraz konkrety :)
Osobiście używam i preferuję kontraktowe płachty wojskowe z dość niewyszukanych powodów, są:
1. Solidne i trwałe, można upolować w dobrej cenie.
2. Nie zawiodły mnie na deszczu, nawet dość zużyty egzemplarz.
3. Są matowo wykończone i w barwach, które dobrze maskują w terenie, co czasem się przydaje.
4. Te nowszego typu są na tyle lekkie i małe po złożeniu, że często zabieram je wraz z namiotem.
Dawnymi czasy spałem pod czymś takim – pałatka wojska polskiego (powojenna).
Dziś można ją kupić na Allegro w stanie magazynowym za kilkanaście złotych, czyli w cenie lichej plandeki. Jak już, to najlepiej nabyć od razu dwie pałatki/płachty w komplecie z aluminiowym, składanym masztem (lepiej dwu niż trójelementowym) i spięte razem używać jako pałatko-namiotu. Dobrze, żeby były w jednakowym rozmiarze, łatwiej je spiąć, ale różne też się da. Do wyboru mamy kolor khaki lub czarny. Pałatka wojskowa wykonana jest z impregnowanej bawełny, dość odpornej na iskry (zwłaszcza gdy jest wilgotna, a wieczorami w naszym klimacie to norma). To zaleta, jeśli lubi się palić ognisko w pobliżu pałatki, która rozpięta za plecami robi wtedy za ekran cieplny. Słabością (dla niektórych zaletą) tej pałatki jest jej materiał, waga (ok. 1.6 kg) oraz trójkątny kształt. Bawełna sama w sobie jest dość ciężka, a przy dłuższym deszczu nasiąka wodą mimo impregnacji (to akurat dobrze, bo bawełniane włókna pęcznieją – także szwy – i pałatka się samouszczelnia). Niestety wtedy jest jeszcze cięższa i schnie potem długo, a gdy się jej dobrze nie wysuszy przed złożeniem, to tkanina zatęchnie, a nawet zapleśnieje. Kształt tych pałatek, zdeterminowany tym, że miały być przede wszystkim żołnierskimi pelerynami (kiepskimi w praktyce), też nie bardzo mi odpowiada. Gdy wejście nie jest do końca zamknięte (na guziki), wpada do środka deszcz, a po zamknięciu w środku jest zupełnie ciemno – bez latarki ani rusz. Stożkowy namiot (malutkie tipi), który tworzą pałatki, jest wysoki, co wcale nie ułatwia ukrycia w plenerze, a przy tym średnica podstawy nie jest imponująca. Nawet jeżeli wybierzemy największy rozmiar (nr 3) pałatek, to wyższa osoba, żeby nie dotykać stopami płótna, musi prawie owinąć się wokół masztu. Niestety, jeśli się dotyka czymś tej pałatki w czasie większego deszczu, to materiał w tym miejscu będzie przeciekał. To typowe dla bawełnianych namiotów starego typu. Poza tym nie ma w tej konstrukcji moskitiery (latem to spora wada), a łączenia na guziki nie są zbyt szczelne, ani wygodne, ani szybkie.
Niewiele lepsze (gorsze?) są podobne bawełniane pałatki innych armii.

Niemiecka (austriacka, francuska) i amerykańska, które mają podobny kształt, coś w rodzaju wydłużonego trapezu.
Po połączeniu dwóch daje to klasyczny, dwuspadowy namiot, ale krótki (raczej dla osób do 170 cm wzrostu) i niski.

Chyba jednak wolałbym polską, przynajmniej usiąść swobodnie można. Zaletą pałatki Bundeswehry jest jedynie jej świetny kamuflaż – flecktarn i możliwość łączenia na różne sposoby. Dodając kolejne pałatki można schronienie rozbudowywać do całkiem sporych rozmiarów, ale nie na minibwp taka zabawa, poza tym waży to cudo pewnie kilkanaście kilogramów.
Zachodnie pałatki wojskowe są też znacznie droższe od polskiej i rzadko dostępne w nieużywanym, magazynowym stanie.
Mnie ta kombinacja wad i zalet polskiej pałatki (i zbliżonych tego typu) nie bardzo odpowiada, choć doceniam pewne jej zalety i wiem, że ma zdeklarowanych miłośników.
Nawet na zachodzie są jej fani, którzy cenią jej oldskulowy, traperski styl, publikują recenzje i zamieszczają filmiki.
Sądzę, że sprawdzi się bardziej na stacjonarnych, niż wędrujących i tradycyjnych bytowaniach, z ogniskiem, gotowaniem w kociołku itp. Np. na spokojnym spływie kanu (bo już w kajaku zajmie za dużo miejsca i wagi) albo gdy mamy zapewniony transport/podwózkę na miejsce docelowe, lecz gdy trzeba wszystko nosić w plecaku i codziennie rozbijać obozowisko, składać i pakować sprzęt, to raczej nie polecam. Są inne, chyba lepsze, możliwości.

1 komentarz: