sobota, 28 listopada 2015

Wrześniowa Biebrza cz. 3

Długo nie pospałem, bo w środku nocy zaczął wiać nieprzyjemnie zimny południowy wiatr. Akurat od strony głowy, nawet czapka już nie pomagała (nauczka na zaś – zabierać kominiarkę nawet latem) i trzeba było przekonstruować schronienie. Wstałem i za pomocą szpilek namiotowych rozpiąłem płachtę na kanu, tak aby dotykała ziemi od strony nawietrznej, a z drugiej była wyżej, na wysokość kanu. Wczołgałem się do tak urządzonej norki, owinąłem szczelnie śpiworem i dospałem spokojnie aż do rana.
Minimalizm w praktyce :)
Zaletą nocnego wiatru okazał się brak porannej rosy, którą wysuszył na trawie i na płachcie. Dzień zapowiadał się ładny, szybko zjadłem smaczną i rozgrzewającą owsiankę na śniadanko (nalanie wrzątku do saszetki oszczędza mycia menażki z kleistych resztek). Popiłem kawką, spakowałem graty, zaniosłem kanu do rzeki, a potem beczki, wiosło, inne drobiazgi i załadowałem. Zdziwił mnie bardzo stan wody – przez noc opadła ok. 50 cm. Słupek, przy którym cumowałem wczoraj, stał suchy na brzegu. Zastanawiałem się jakim cudem?
Widok brodu rankiem
Wypoczęty i w dobrym humorze wyruszyłem w dalszą drogę. Na szczęście mimo nocnego ubytku wody dawało się płynąć i to nawet szybko. Od śluzy Dębowo aż do Dolistowa Biebrza prawie nie meandruje, a prąd jest wyraźnie żywszy. Gdy minąłem mokradła, krajobraz zmienił się w łąkowo-polny, ale niewiele z tego widziałem, płynąc dużo poniżej płaszczyzny stromego brzegu. Po prawej spotkałem starszą parę, chyba byli na spacerze, mężczyzna siedział na wózku inwalidzkim, wyżej stał ich samochód. Aby zagaić rozmowę, zapytałem jak daleko do Dolistowa, para życzliwie zareagowała, pytali mnie, skąd płynę itp. Spytałem, czy nie wiedzą, dlaczego woda przez noc tak opadła – twierdzili, że dzieje się tak co noc i jest związane z pracą śluzy Dębowo i tamtejszej elektrowni.






Wciąż płynąłem w tym mini kanionie z powodu bardzo niskiego stanu wody w rzece, który widocznie utrzymywał się od dłuższego czasu, bo w jego ścianach wydrążyło tunele mnóstwo ptaków i pewnie innych stworzeń. Na bobrowe nory i żeremia już nawet nie zwracałem większej uwagi, bo na Biebrzy są bardzo pospolite. Pluski bobrów, zwłaszcza po zmroku, słychać co rusz. Bardzo często też widać i słychać charakterystyczne plaśnięcia ogonem polujących boleni.

Prawie niezauważenie rzeka zaczęła się zmieniać, brzegi się lekko obniżyły, pojawiło się więcej łąk, na horyzoncie zauważyłem most w Dolistowie, który zaraz się schował. Ale nie na długo, niebawem dopłynąłem do niego, przybiłem do przyjaznego, piaszczystego brzegu i zrobiłem sobie postój na rozprostowanie nóg i spacer po okolicy.


Tak sucho, że skali na wodomierzu zabrakło
 Kajakowicze często wybierają się stamtąd do sklepiku w Dolistowie Starym na zakupy, ale lepiej zaczekać i na zakupy popłynąć kawałek dalej, do pola namiotowego BPN, które leży nad samą rzeką, bezpośrednio przy zabudowaniach wsi. Znalazłem się tam po kilku minutach wiosłowania, ale od razu popłynąłem dalej, bo nie chciało mi się zatrzymywać, skoro dopiero co wsiadłem. Zbyt ładnie tam też nie było.
Za Dolistowem Nowym rzeka zaczęła bardziej kręcić i rozdzielać się na rozmaite odnogi i kanały, ale z wyborem głównego nurtu nie miałem większego problemu.
Takie promy własnej konstrukcji są typowe dla tej okolicy, mijałem je później wielokrotnie. Gdy się je zobaczy trzeba uważać na stalowe liny w poprzek nurtu, mogą być niebezpieczne.

Dzięki niższym brzegom otworzyły się przede mną rozległe krajobrazy zielonej doliny Biebrzy. Zrobiło się ciepło i bardzo przyjemnie. W tych sielankowych okolicznościach przyrody około południa dopłynąłem do Wrocenia i pojawił się dylemat – czy zostać na nocleg mimo wczesnej pory na dobrze wyglądającym polu biwakowym wodniackiej wypożyczalni, a zarazem agroturystyki, czy płynąć kilka kilometrów dalej do Dawidowizny, gdzie opis szlaku obiecywał: „bardzo ładnie położone prywatne pola biwakowego na lewym brzegu z ławkami i miejscem na ognisko”?
Pomny wczorajszych doświadczeń profilaktycznie zdecydowałem się zostać i przybiłem do brzegu. Pole namiotowe było całkowicie puste, ale chyba jeszcze czynne? Dla pewności poszedłem poszukać gospodarzy, aby wypytać co i jak. Gospodarze okazali się sympatyczni, cena umiarkowana, warunki wręcz komfortowe. Do dyspozycji miałem całe pole: ciszę, spokój, ładne widoczki na okolicę, uporządkowany i równy teren, czyściutkie sanitariaty i gorącą wodę. Czegóż chcieć więcej?
Nieśpiesznie rozładowałem łódkę, ponosiłem bagaże, odsapnąłem chwilę, obszedłem okolicę i w końcu wybrałem miejsce na namiot przy samej rzece, na wysokim umocnionym kamieniami cypelku. Tuż obok miałem stół, ławy, miejsce na ognisko z trójnogiem, a za sobą drewnianą wieżę widokową.








Słoneczko mocno grzało, zdjąłem koszulkę, aby się poopalać – witaminy D w naszym klimacie nigdy nie za wiele. Przede mną cały dzień laby. Leniwej kontemplacji nadrzecznego krajobrazu, wygrzewania się w słońcu i zabiegów higienicznych. W końcu miałem czas ugotować na obiad coś bardziej wyrafinowanego niż zwykle, mogłem porobić drobne przepierki (w takim słońcu wszystko szybko schło) oraz wieczorem wziąć gorący prysznic.
Gdy zwiedzałem gospodarstwo, moje zainteresowanie wzbudziły tratwy, które teraz mogłem dokładnie obejrzeć. To popularny na Biebrzy środek wodnej rekreacji. Akurat na takiej rzece o bagnistych niedostępnych brzegach świetnie się sprawdza, bo można się wszędzie zatrzymać. Idealny wehikuł na biebrzańskie minibwp, pod warunkiem, że znajdzie się ekipa 5-6 osób chętna na wypożyczenie, a z tym niestety bywa problem.
Są tratwy „gołe”, na pokładzie można rozbić namiot lub płachtę oraz zabudowane z meblami i składanymi miejscami do spania.





Skrzynia tratwy wypełniona jest pustymi butelkami PET lub plastikowymi kanistrami, które przytrzymuje od spodu plastikowa siatka. Poniżej koniec kilkumetrowego drąga, który służy do sterowania i napędzania tratw
Niebawem wykryły mnie miejscowe zwierzaki, wyżebrały drobne przekąski i już do wieczora nie mogłem opędzić się od skorego do zabaw kotka i pieska. Były bardzo złaknione pieszczot ze strony człowieka – wiejskie zwierzęta, nie mają zbyt wielu okazji, aby ich zaznać. Piesek pilnował później namiotu całą noc, a kotek, jak to kotek gdzieś się wieczorem ulotnił.
Położyłem się spać dość wcześnie, w końcu porządnie domyty, w pachnących świeżością ciuszkach. Nastawiłem nawet budzik, aby nie zaspać, ponieważ, jak się dowiedziałem od gospodarzy, rano miał podjechać objazdowy sklepik spożywczy, w którym zamierzałem zrobić zakupy. Po tak odprężającym dniu i zwyczajowej lekturze dobrej powieści na dobranoc zapadłem w błogi sen, nie przeszkadzało mi nawet szczekanie, od czasu do czasu, czujnego pieska, który kręcił się przy namiocie całą noc.
Cdn.

8 komentarzy:

  1. Te tratwy są zarąbiaste. Zazdroszczę krasul w rzece, na Wiśle to widoki już ginące :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tratwy i krasule to jest to :)
      Żal, że już odchodzą w niebyt...

      Usuń
  2. No faktycznie tratwy imponujące. Trzeba by mieć tylko pod bokiem wesołą ferajnę ;)
    Przy okazji przypomina mi się wypad znajomych z forum sudety.it, którzy kilka lat temu właśnie wykupili taki środek transportu i spływali sobie Biebrzą. Świetna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie będziem montować ekipę na przyszły rok, może się uda :)

      Usuń
  3. Całkiem miłe bwp. I ta krowa zażywająca kąpieli. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej nie kąpiel, krówki i konie sobie tamtędy przechodziły na pastwisko i z powrotem. Przy wyższym stanie wody często muszą przepływać. Takie są uroki życia nad Biebrzą :)

      Usuń
  4. Kurcze koniecznie muszę się wybrać nad Biebrzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko poczekaj aż się uzbiera więcej wody, będzie ładniejsza :)

      Usuń