piątek, 6 listopada 2015

Plastik w wodzie

Poranna lektura prasy nie nastraja optymistycznie, zaśmiecenie (zanieczyszczenie też, ale to trochę inna bajka) wód Europy osiąga poziom krytyczny:
Ekolodzy alarmują: stan zanieczyszczenia Morza Śródziemnego jest krytyczny
Z Bałtykiem wcale nie jest lepiej:
Czy Bałtycka Bryza oczyści Bałtyk?
A ja się tylko zastanawiam widząc masy śmieci w wodzie i nad wodą polskich rzek i jezior, co tam się dzieje, jakie ryby potem spożywamy?
Czy ktokolwiek robi jakieś badania, czy wszyscy udają, że te masy plastiku nie mają na wpływu na zdrowie i znikną same z siebie? Dlaczego w szkole w całym cyklu kształcenia jest ok. 800 opłacanych przez państwo godzin katolicyzmu (z rekolekcjami itp. jeszcze więcej), a nie ma ani jednej godziny antyśmieciowej?
Za PRL-u śmieci tego typu w wodzie były rzadkością, ale 25 lat temu zaczęło się w Polsce zmieniać na "lepsze" i pod względem zaśmiecenia środowiska jesteśmy już prawdziwymi Europejczykami, to widać i czuć...
Tony śmieci przy brzegu i domowe ścieki wylewane do rzeki Lubrzanka
Wisłok w Rzeszowie jak wyspa śmieci
Z rzeki wyłaniają się śmieci
Śmieci w polskich wodach. Co można znaleźć w rzece w trakcie wyprawy kajakowej?

5 komentarzy:

  1. Darku, zgoda, ale mam jedną uwagę. W szkołach (przynajmniej w mojej, już niepeerelowskiej) całkiem sporo mówiło się o ochronie środowiska, organizowane były akcje sprzątania, akcje uświadamiające, pogadanki, prelekcje. Ale tu mniej chodzi o szkołę, a więcej o dom rodzinny, w którym temat ekologii często jest podnoszony w kategoriach zamachu na swobody obywatelskie. Nigdy nie zapomnę tego, kiedy na jednej z lekcji mój kolega, usłyszawszy, że pewnych surowców naturalnych starczy ludziom jeszcze na tylko 50 lat, roześmiał się i powiedział, że on już wtedy będzie stary, więc mu to wisi. Więc ludziom generalnie wisi, nie potrafią myśleć całościowo i wiązać przyczyny ze skutkami. Najlepiej to widać po dzisiejszym Krakowie:
    http://krakow.wyborcza.pl/krakow/1,44425,19146979,kierowcy-nie-posluchali-prezydenta-krakow-stoi-w-korkach.html#BoxLokKrakLink

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgoda, mówi się o tym i owym, ale konkretnych lekcji/przedmiotu antyśmieciowego nie ma. A jak nie ma, to nie ma zarazem konkretnych celów kształcenia, ani weryfikacji skuteczności nauczania itd. Nie jestem naiwny, nie wierzę, że szkoła zbawi świat, chociaż akurat zbawieniu (obok wf-u) nadzwyczaj wiele godzin poświęca. Ale mogłaby chociaż czasem, powiedzmy raz w tygodniu na godzinę, zejść na ziemię i nią się zająć :)
      Co do akcji sprzątania, to owszem kiedyś były, ale od kilku ładnych lat już nie ma. Widzę to na własne oczy, bo mieszkam w bezpośrednim sąsiedztwie dwóch szkół, a okolica tonie w śmieciach.
      To prawda, że ludziom wisi, ale właśnie chodzi o to, żeby nie wisiało :)
      A co się robi w domach, to każdy, kto ma nos, to o tej porze roku czuje – walczy się ze śmieciami zamieniające je m.in. w dioksyny. Taka nowa świecka tradycja :)

      Usuń
    2. Tak, przydałby się w cyklu nauczania lekcje z ochrony przyrody, tylko że czasem sprawy ekologii są sprowadzane na płaszczyznę ideologii, a nie twardych faktów. I takie dziecko usłyszy w szkole, że śmieci należy segregować, unikać opakowań jednorazowych oraz ograniczać zużycie wody, a potem przyjdzie do domu i tam dowie się, że to wymysł. Teraz nawet program nauczania niemal każdego przedmiotu mozna upolitycznić i dorobić mu gębę. A co dopiero takiego przedmiotu, w którym pokazuje się, że pewne ograniczenia są dobre - nie tylko dla nas, ale i dla innych. Zachłyśnięci źle pojmowaną wolnością ludzie nie chcą być ograniczani.

      Usuń
  2. Proces "wiszenia" niestety postępuje. Mieszkam w bloku i mam tego na codzień jawne przykłady. Niektórym nawet nie chce się już systematycznie wynosić worków ze śmieciami do zsypu, przez co zalegają one TUŻ OBOK drzwi do mieszkań. To moim zdaniem już przykład jakiegoś jawnego atawizmu. Kiedyś nawet zapytałem się takiego osobnika o co tu chodzi, po czym otrzymałem odpowiedź że "z jednym workiem to on nie będzie niepotrzebnie latał". Dalszą dyskusję uznałem za zbędną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, u sąsiadów (z młodszego pokolenia) też zauważyłem to nowe zjawisko wystawiania worków za drzwi - często śmierdzących. Kiedyś nie do pomyślenia, worków nie było, a ludzie pomykali tam i z powrotem z kubełkiem wyłożonym gazetą i nikt nie narzekał. Sądziłem, że moi sąsiedzi, to przykry, ale jednak wyjątek, ale widać, że to już norma?

      Usuń