sobota, 14 listopada 2015

Co w sercu, to na wystawie...

Kontrowersyjna ekspozycja w kościele parafialnym. Trofea ubitych zwierząt
Kościół w Głubczycach zorganizował wystawę martwych zwierząt!
Komentarz chyba zbędny :(

12 komentarzy:

  1. I proszę, rozpętała się wrzawa i dyskusja na temat odpowiedniego traktowania "braci mniejszych". Bo oto leżą powypychane na ołtarzu i zapewne niejednego przykładnego katolika mierzi to i złości. Ale gdy już zasiada taki do obiadu lub wieczerzy i pochłania salceson czy wołowinkę, to jakoś nikomu to nie przeszkadza. Wszak ci "bracia" są wpisani w cywilizacyjny kodeks, gdzie nie ma miejsca dla miłosierdzia i dorabiania historyjek, która to duszyczka dostąpi zbawienia a która nie... A zresztą co ja tu plotę, przecież zwierzęta NIE MAJĄ duszy, czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak jest różnica w jedzeniu zwierząt a ich zabijaniu dla samej przyjemności zabijania. To pierwsze - choć oczywiście kontrowersyjne z etycznego punktu widzenia - przynajmniej na jakimś etapie było konieczne do przetrwania ludzkiego gatunku. To drugie zawsze było tylko i wyłącznie manifestacją swojej siły, jakąś atawistyczną radością z posiadania władzy nad czyimś życiem. Stawianie pomiędzy tymi dwiema aktywnościami znaku równości jest uproszczeniem. Co do reszty - jest mi przykro, gdy czytam takie generalizujące i zjadliwe wypowiedzi, więcej w nich emocji niż faktów.

      Usuń
    2. Czyżby?
      Zarówno radosne rytuały polowań na zwierzęta, jak i kultura nawołująca do spożywania mięsa (obecnie), mają akurat takie same korzenie. Zwie się to mądrze inżynierią społeczną, albo po prostu- programowaniem.
      Rzecz w tym, że w obecnym modelu cywilizacyjnym odpowiedzialność tak zwanej jednostki wtłoczona jest w gotowy szablonik kulturowo-ideologiczno-religijny. Który to w konsekwencji prowadzi do całkowitego postrzegania świata, przez wąską tubę wyselekcjonowanych historyjek i założeń, nad którymi czuwają "mądre głowy" i...czysty biznes. Ten schemat nie raz wyjaśnił Terence McKenna, zatem nie będę się tu rozpisywał.

      "Chyba jednak jest różnica w jedzeniu zwierząt a ich zabijaniu dla samej przyjemności zabijania"
      Taaa...a ci jedzący zapewne przyjemności z tego nie czerpią. Ot jedzą z czystego musu by przetrwać i nie umrzeć z głodu. Biedactwa...

      Usuń
    3. Myślę, że współczesne łowiectwo i nadspożycie mięsa, to raczej nie skutek programowania społecznego, lecz po prostu zwykły, wręcz prostacki hedonizm i sposób na dowartościowanie siebie, czyli zwykłe pójście na łatwiznę. Kiedyś było to praktycznie zarezerwowane dla arystokracji, a teraz stało się dostępne dla wszystkich – to niby czemu nie skorzystać?
      Co nie znaczy, że wodzenia tłumów za nos nie ma, oczywiście, że jest, ale dotyczy raczej innych obszarów naszej egzystencji.

      Usuń
    4. Nie do końca się zgodzę Darku. Oczywiście hedonizm swoją drogą, ale właśnie w dziedzinie żywienia i dietetyki, programowanie jest bardzo widoczne, szczególnie ostatnimi czasy. Mały przykład- suplementacja diety. Wielu naturoterapeutów zauważyło słusznie, że to co kiedyś było po prostu nieodzownym elementem żywienia, teraz stało się odrębnym elementem mającym na celu po prostu sprzedaż konkretnego produktu. Zatem nikomu nie zależy dziś na propagowaniu zbilansowanej, stabilnej diety, za to nachalnie wtłacza nam się do głów regułki ze zbawiennym wpływem jakiegoś Jodavitu, wanadu z chromem w tabletkach czy astaksantyny. I to już jest jak najbardziej programowanie.

      Usuń
    5. W tym sensie każda forma marketingu/reklamy jest programowaniem. I jest, i przybiera coraz bardziej wyrafinowane formy. Co do suplementacji, to już kilka obszernych badań wykazało, że w najlepszym wypadku jest obojętna dla zdrowia, a w gorszym stymuluje pewne rodzaje nowotworów. Dlatego jak komuś się nie chce szukać informacji, czytać, uczyć się, odżywiać sensownie, za to woli sponsorować przemysł medyczny (nie mylić z ochroną zdrowia, tym bardziej służbą) to już nic poradzimy :(

      Usuń
  2. Po pierwsze, proponuję mniej paternalistyczny ton, wtedy z pewnością łatwiej dojdziemy do porozumienia. Po drugie, nie mówiłam o jedzeniu mięsa obecnie - napisałam: "na jakimś etapie", mając na myśli oczywiście wczesne etapy antropogenezy, nie ludzi XXI wieku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sądzę, że akurat katolikom ta "wystawa" niewiele przeszkadza, ale dobrze, że poczuli się nią choć trochę zażenowani pod wpływem tych innych. Myślistwo i hodowla zwierząt rzeźnych dziś, nie jest tym samym, co niegdyś. Bardzo trudno wyważyć tu racje etyczne, ekonomiczne i dietetyczne, ale na pewno bezwstydne chełpienie się zwierzęcymi trofeami w czasach "6 masowego wymierania gatunków" nie jest w dobrym guście.
    A może nigdy nie było...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego myślisz, że katolikom ta wystawa nie przeszkadza? Znam wielu katolików, którzy działają na rzecz ekologii i obrony praw zwierząt, wielu z nich jest wegetarianami, którzy inaczej rozumieją starotestamentowe hasło "czyńcie sobie ziemię poddaną". Trochę dziwi mnie Twoje generalizowanie i dzielenie społeczeństwa na katolików i "tych innych".

      W dobie nadprodukcji jedzenia myśliwstwo, czyli powiekszanie sobie wielkości przyrodzenia za pomocą czyjejś krwi, jest czynnoscią odrażającą.

      Usuń
    2. Dlatego, że wystawa odbyła się w kościele (podobnie jak hubertusowe msze) oraz dlatego, że trochę znam Katechizm Kościoła Katolickiego, który zawiera wykładnię wiary dla katolików w formie postanowień, których muszą przestrzegać, żeby katolikami być. W tej religii, wbrew współczesnym pozorom nie ma dowolności, są konkretne wskazania, a podstawową cnotą jest posłuszeństwo.
      Np. „postanowienie katechizmu nr 2415 – Siódme przykazanie domaga się poszanowania integralności stworzenia. Zwierzęta, jak również rośliny i byty nieożywione, są z natury przeznaczone dla dobra wspólnego ludzkości w przeszłości, obecnie i w przyszłości.
      Postanowienie 2417 – Bóg powierzył zwierzęta panowaniu człowieka, którego stworzył na swój własny obraz. Jest więc uprawnione wykorzystywanie zwierząt jako pokarmu i do wytwarzania odzieży.
      Postanowienie 2418 – Sprzeczne z godnością ludzką jest niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom lub ich zabijanie. Równie niegodziwe jest wydawanie na nie pieniędzy, które mogłyby w pierwszej kolejności ulżyć ludzkiej biedzie. Można kochać zwierzęta; nie powinny one jednak być przedmiotem uczuć należnych jedynie osobom.”
      Ja też znam takich eko- i vege- katolików, ale to niestety garstka w tym środowiska. A ponadto są eko- i vege-, raczej nie pod wpływem doktryny KK, która powierzchownie zazieleniła się całkiem niedawno i nie sama z siebie. Nie należy zapominać, że doktrynalnie celem katolika jest zbawienie i „przeprowadzka” do tamtego, właściwego świata, dlatego ten i przyroda muszą być i zawsze będą na drugim planie.
      Inna kwestia, że dzisiaj jest już niewielu prawdziwych katolików, wielu się wydaje, że nimi jeszcze są, a doktrynalnie są już właściwie heretykami. Nawet sam KK przymyka na to oko, bo co ma robić – ekskomunikować miliony?
      Ja społeczeństwa nie dzielę, ono po prostu jest podzielone, stwierdzam tylko ten fakt.
      Co do oceny viagro-myśliwstwa, całkowita zgoda :)

      Usuń
    3. Jeśli traktować Katechizm jako zespół nakazów i zakazów, to przede wszystkim księża powinni ekskomunikować sami siebie:) Chrześcijanie (a więc i katolicy) mają właściwie jeden w życiu nakaz – to przykazanie miłości Boga i bliźniego. Reszta to przypisy, wypracowane w ciągu wieków dyskusji. Ludzkiej – a więc niejednokrotnie omylnej – dyskusji.
      Nie wyobrażam sobie, że w Katechizmie można by zapisać, że nie jest uprawnione wykorzystywanie zwierząt jako pokarmu i pozyskiwania odzieży, bo trzeba by potępić np. Jana Chrzciciela, który chodził ubrany w skórę i jadł szarańczę:) Ale w gruncie rzeczy można by np. potraktować ten zapis jako pozyskiwanie mleka i jajek oraz wełny. Bo „sprzeczne z godnością ludzką jest niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom lub ich zabijanie” – to zresztą może służyć za znakomity argument w dyskusji z wszystkimi Bronkopodobnymi, którzy w niedzielę myk-myk do kościoła, a potem staropolskim zwyczajem hajda na niedźwiedzia.
      Nie zgodzę się też, że „doktryna KK zazieleniła się niedawno”, chyba że prawie osiem wieków od św. Franciszka to rzeczywiście niewiele. Ale św. Franciszek to tylko przykład – mogłabym przez godziny opowiadać, jak wielu myślicieli i wybitnych osobistości średniowiecza miało wyjątkowy szacunek do przyrody.

      Usuń
    4. Księża niewątpliwie, a przynajmniej spory ich odsetek :)
      Miłość Boga i bliźniego różne formy przybierała i przybiera. Jednych miłowano mieczem i stosem, innych bardziej dosłownie – jak mawia mój znajomy ksiądz: żeby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek :)
      Katechizm (zmieniany co jakiś czas) odzwierciedla aktualny program ideologiczny KK, dostosowany do danej epoki, a że epoka się zazieleniła i dostrzegła zwierzęta, to z czasem dodano te kwestie do katechizmu, ale trudno mówić o przodującej roli KK w tej kwestii. Św. Franciszek został naprędce odgrzebany, odkurzony i uczyniony patronem ekologów, ale wcześniej miał inne zadania, głównie był listkiem figowym ubóstwa, który miał przykrywać niewiarygodne ówczesne rozpasanie dostojników KK. Nawet dziś temu służy, dlatego nowy papież przybrał jego imię.
      To, co zielone i przyjazne zwierzętom w kościele (co osobiście bardzo cenię) to zasługa jego członków, konkretnych wrażliwych ludzi (także dawniej), ale nie doktryny, ani tradycji, a jeszcze mniej samej instytucji. Owszem KK w tych sprawach tworzy dopiero pewną tradycję, np. nowej interpretacji księgi Genesis, koncepcji grzechu ekologicznego, ale dotyczy to garstki najświatlejszych funkcjonariuszy i wiernych KK, a reszty raczej to nie obchodzi. Wycinają drzewa wokół kościołów, na cmentarzach, polują, śmiecą itd. A co najgorsze w ogóle nie słuchają i nie czytają kolejnych encyklik papieskich i podejrzewam, że samego katechizmu też.

      Usuń