sobota, 28 listopada 2015

Wrześniowa Biebrza cz. 3

Długo nie pospałem, bo w środku nocy zaczął wiać nieprzyjemnie zimny południowy wiatr. Akurat od strony głowy, nawet czapka już nie pomagała (nauczka na zaś – zabierać kominiarkę nawet latem) i trzeba było przekonstruować schronienie. Wstałem i za pomocą szpilek namiotowych rozpiąłem płachtę na kanu, tak aby dotykała ziemi od strony nawietrznej, a z drugiej była wyżej, na wysokość kanu. Wczołgałem się do tak urządzonej norki, owinąłem szczelnie śpiworem i dospałem spokojnie aż do rana.

wtorek, 17 listopada 2015

Wrześniowa Biebrza cz. 2

Nad ranem, kiedy było jeszcze ciemno, obudziłem się, drżąc z zimna. Czułem, że miałem lekką gorączkę, jednak wczoraj się za lekko ubrałem i chyba podziębiłem. Nakryłem śpiwór bluzą i spodniami, aby było, choć odrobinę cieplej i próbowałem jeszcze zasnąć – udało się, bo na dobre obudziłem się, dopiero gdy zrobiło się jasno, gdzieś około szóstej. Ubrałem się we wszystko, co miałem pod ręką i wypełzłem ostrożnie z namiotu, tak aby się nie zmoczyć za bardzo, bo tropik był bardzo mokry od środka i od zewnątrz. Podobnie trawa od porannej rosy. Powitał mnie słoneczny, ale bardzo chłodny poranek oraz wspaniałe widoki na mokradła i rzekę spowite podświetlonym słońcem woalem mgły. Słońce dopiero wzeszło.

środa, 11 listopada 2015

Wrześniowa Biebrza cz. 1

Czy jest coś piękniejszego od pierwszego dnia spływu, kiedy człowiek odrywa się od własnego życia, by zacząć wiązać pędy jakiegoś nowego bytu, dziwacznie rosnącego spod piór kajaka?
„Na tropach Smętka” – Melchior Wańkowicz
Na spływ Biebrzą miałem chrapkę już od dawna, ale zawsze stawało coś na przeszkodzie.A to brak pieniędzy, a to brak transportu, a to brak czasu lub towarzystwa. W tym roku niewiele brakowało, aby znów się nie udało, ponieważ w ostatniej chwili zabrakło towarzystwa (wiadomo, zawsze coś wyskoczy: praca, rodzina, obowiązki – samo życie).

niedziela, 8 listopada 2015

Na tropach Smętka

W końcu wziąłem się do czytania „Na tropach Smętka” (1935) Melchiora Wańkowicza, aż wstyd, że z błahych powodów tyle lat zwlekałem z lekturą tej zasłużonej klasyki polskiego reportażu, ale lepiej późno niż wcale.

piątek, 6 listopada 2015

W obronie nudy

Nuda jest, by tak rzec, oknem na czas, na te jego cechy, które zwykle lekceważymy, najczęściej za cenę utraty równowagi psychicznej. Krótko mówiąc, jest oknem na nieskończoność czasu, to znaczy, na naszą w nim znikomość. Z niej chyba rodzi się strach przed samotnymi, nużącymi wieczorami, fascynacja, z jaką niekiedy obserwujemy pyłek kurzu wirujący w promieniu słońca, gdy gdzieś tam cyka zegar, dzień jest upalny, a nasza siła woli równa się zeru.

Plastik w wodzie

Poranna lektura prasy nie nastraja optymistycznie, zaśmiecenie (zanieczyszczenie też, ale to trochę inna bajka) wód Europy osiąga poziom krytyczny:
Ekolodzy alarmują: stan zanieczyszczenia Morza Śródziemnego jest krytyczny

środa, 4 listopada 2015

poniedziałek, 2 listopada 2015

Kilka dni na Podlasiu cz. 6

Jest około godziny 22, wpływamy ostrożnie pod prąd Rospudy, tu jeszcze prawie niewyczuwalny. Otoczenie przywodzi na myśl film „Czas apokalipsy”. Próbuję zrobić jakieś fotki, ale się poddaję, robi się już całkiem ciemno.

niedziela, 1 listopada 2015

Kilka dni na Podlasiu cz. 5

Za oknem jesienne mgły, a ja po raz piąty wracam wspomnieniami na upalne augustowskie jeziora.
Noc była spokojna, spaliśmy jak susły i wreszcie wyspaliśmy się do syta, dzień zapowiadał się piękny.