wtorek, 27 października 2015

Preppersi itp. – czyli jak zarobić na strachu

Moda na preppersów dotarła wreszcie pod polskie strzechy. Od lat ta osobliwa subkultura rozwija się na całym świecie, ale chyba najliczniejsza jest w USA z racji pewnych tamtejszych uwarunkowań historycznych i kulturowych.
Mam tu na myśli głównie mit „dzikiego zachodu” „podbijanego” przez nieustraszonych pionierów, później strach przed atomową i nie tylko zagładą, którą zgotują Amerykanom krwiożerczy „Ruscy”, a jak nie „Ruscy”, to islamscy terroryści, którzy rozpylą wąglik, zdetonują „brudną bombę atomową” albo zrobią coś jeszcze gorszego. Dodajmy do tego systematyczne straszenie społeczeństwa przez Hollywood i media (strach dobrze się sprzedaje) wszelakimi katastrofami naturalnymi i ekologicznymi (trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, huragany, efekt cieplarniany, dziura ozonowa) oraz szerzące się w internecie spiskowe teorie o skorumpowanym rządzie federalnym, który tłamsi swobody obywatelskie (z dostępem do broni na czele), aby wprowadzić NWO albo, co gorsza, oddać „prawdziwych Amerykanów” we władanie Reptilian. Prawda, że jest czego się bać? Cóż zatem robić, kiedy zewsząd tyle zagrożeń, a na własny rząd, a nawet rodzinę lub sąsiada nie ma co liczyć, bo może się okazać komuchem, talibem, agentem NWO albo gadem z kosmosu?
Trzeba się dobrze przygotować (preppingstąd nazwa całego ruchu), aby stawić czoła tym wszystkim zagrożeniom, najrozsądniej przez ucieczkę (bo przecież nec Herkules contra plures) w niedostępne rejony, gdzie mamy w tajemnicy zgromadzone zapasy i nikt nas nie zauważy. Najważniejsze to przetrwać, podczas gdy inni naiwniacy i cieniasy zginą marnie, bo się zawczasu nie przygotowali, a gdy najgorsze minie wrócimy do domu i dalej jakoś to będzie. Nie jest to zbyt wyszukana filozofia życia, prawda? :)
Nie chce mi się bliżej rozwijać tematu, ponieważ artykułów, stron internetowych, całych portali nt. preppersów jest co niemiara, oto kilka z nich:
Preppersi, czyli przygotowani na koniec świata
Polacy, którzy przygotowują się na Armagedon
tu ta sama rodzinka
Gotowy na wszystko, czyli z życia preppersa
Preppersi Polska – tu polecam uwadze czytelników liczne fotki preppersów w rozmiarze XXXL, jak już gromadzić zapasy, to najlepiej zacząć od siebie :)
Kulturowej analizy tego zjawiska podjął się francuski antropolog Denis Duclos w artykule pt. Przetrwać czy pogłębić kryzys? Polecam, cytując fragment:
„Oczekując na klęskę i na ratunek przed nią, uciekamy przed myśleniem o tym, co spotyka nas tu i teraz. Owszem, znajdziemy u preppersów słowa potępienia dla chciwości finansjery, jednak ich indywidualistyczne wyobrażenia o samowystarczalności, ich eskapistyczne odruchy dają niewielkie szanse na społeczne i polityczne działania poza ramami obecnego systemu. Nie przychodzi im do głowy, tak samo jak kapitalistom w obłąkanym wyścigu za zyskiem, że cywilizacja mogłaby zmodyfikować swój kierunek”.
Analiza Duclosa jest bardzo trafna, ale nie wyczerpująca, ponieważ w króciutkim tekście trudno ująć wszystkie aspekty tego zjawiska, dlatego pokuszę się o małe uzupełnienie. Jak mówi Magda z ekipy łódzkich preppersów: „Bycie preppersem to stan umysłu”. No właśnie, co kryje umysł polskiego preppersa?
Moim zdaniem, przede wszystkim egoizm i strach, nieufność i ignorancję. Wbrew różnym zaklęciom tego środowiska, nie jest to na pewno pogodne i zdroworozsądkowe podejście do życia, jakie prezentowała np. moja Babcia, która uprawiała warzywka, hodowała kury lub robiła przetwory na zimę. Ona była zawsze skłonna podzielić się tymi zapasami z gośćmi, nawet niespodziewanymi, cieszyła się, że ktoś docenił jej kunszt kulinarny. Preppers przeciwnie, zapasy przeważnie kupuje w sklepie, a potem ukrywa, żeby wystarczyły tylko dla niego i najbliższej rodziny. Za to na przyjęcie „obcych” gromadzi broń i wymyśla śmiertelne pułapki niczym Rambo albo „Kevin sam w domu”. Łudzi się, że w ogóle można zachomikować tak dużo dóbr wszelakich w tajemnicy przed innymi, żeby w domniemanym ukryciu przetrwać czas dłuższy. Preppersi zakopują jakieś „beczki przetrwania” po lasach, zamożniejsi z nich wypełniają zapasami piwnice domków letniskowych, ziemianek, ogromniastych samochodów terenowych itp. Opowiadają o jakichś ustronnych miejscach, gdzie ukryją się ze swoimi zapasami i przetrwają kataklizm. Będą np. pić wodę ze strumienia i polować. Plotą takie dyrdymały, że aż dziw bierze, że to dorośli ludzie?
Gdzie w Polsce są takie ustronne miejsca? Trochę włóczę się po lasach i różnych ostępach i wiem, że praktycznie takich nie ma. Wszystko jest spenetrowane przez miejscowych, a jak nie przez miejscowych, to przez grzybiarzy, wędkarzy, służby leśne i inne, przyrodników i turystów, a czasem zajęte przez bezdomnych lub zwykłych meneli i włóczęgów. Takie odludne miejsca to mit.
Nie w Polsce i nie przy takim zagęszczeniu ludności – to nie Ameryka, a nawet tam o takie miejscówki coraz trudniej.
Wyżywienie się zasobami lasu, dziką zwierzyną i roślinami, to kolejny preppersiarski mit i ściema. Dobrze to unaoczniła choćby ostatnia wojna, kiedy to partyzanci ciągle musieli wręcz rabować żywność (eufemistycznie nazywało się to rekwizycją) chłopom lub po dworach, żeby przeżyć w lesie. Dzika zwierzyna została wtedy wyłapana w sidła prawie do szczętu – kto by się tam bawił w jakieś polowania z łukiem czy nawet bronią palną. Podobnie z rybami naszych rzek i jezior. Gdy panuje głód, nikt nie bawi się w wędkowanie, tylko bierze sieć, granat lub agregat idąc na ryby. Gdyby nawet wszyscy Polacy stali się preppersami, to bez normalnie funkcjonującego rolnictwa i dostaw zaopatrzenia nie da się przeżyć na dłuższą metę. To statystycznie i ekologicznie niemożliwe. W sumie zwierząt hodowlanych zabija się rocznie na potrzeby konsumpcyjne w Polsce 20.6 mln sztuk + 800 mln sztuk drobiu (dane z GUS za 2013 r.). Myśliwi zaś zabijają ok. 1 mln sztuk zwierzyny rocznie, przy czym roczne odstrzały sięgają 25-75% populacji danego gatunku. Nawet gdyby preppersi wybili 100%, to raptem będzie to najwyżej 4 mln sztuk różnych zwierząt, też tych małych lub słabo jadalnych. Zatem najbardziej optymistycznie licząc, jednorazowo zaspokoją w ten sposób potrzeby żywieniowe ok. 10% Polaków, a co z resztą i co potem? Oczywiście sprytny preppers odpowie, po pierwsze – co mnie obchodzą inni, a po drugie, że pewnie 90% Polaków wyginie w prorokowanej przez niego katastrofie, wtedy więcej zasobów dla niego i jego dzieci zostanie. Nie byłbym tego taki pewien, bo jak na razie, największa katastrofa jaka spotkała Polaków, czyli II wojna światowa wygubiła niespełna 6 mln z blisko 35 mln przedwojennej populacji i to aż przez 5 lat wojny i okupacji. Nadal zostawało 29 mln gąb do nakarmienia (uwzględniając migracje i nowy podział terytorialny 23 mln). Ale załóżmy, że przyjdzie jakiś nadzwyczajny kataklizm, który rzeczywiście wybije 90% populacji ludzkiej, to wtedy co, oszczędzi 100% dzikich zwierząt i roślin jadalnych? Oczywiście, że je też w większości unicestwi i na dodatek tak pogorszy warunki ekologiczne/klimatyczne, że dostęp do użytecznej spożywczo biomasy spadnie drastycznie – a poza tym zwierzęta też żywią się dzikimi i uprawnymi roślinami i są znacznie sprawniejsze w ich wyszukiwaniu, magazynowaniu i trawieniu niż ludzie. Nie tylko w tym są od nas lepsze :)
Krótko mówiąc, wszyscy będą głodować i żadne zapasy, nawet na kilka miesięcy, nie zmienią zasadniczo sytuacji. Poprawią co najwyżej komfort umierania ze Snickersem i Red Bullem w dłoni :)
A co do strategicznych zapasów, to od tego mamy rząd i różne jego agendy, żeby regulowały te sprawy i magazynowały trwałą żywność. Rząd zrobi to znacznie skuteczniej i efektywnej niż domorośli magazynierzy, a jeśli nie, to i tak nic nam nie pomoże. Dlatego dla przetrwania ważniejszy jest aktywny i mądry udział w życiu politycznym, publicznym, niż fikuśna kurtka w moro, łuk i skrzynka puszek.
A co nam proponują preppersi – nie ufać rządowi, no dobrze, ale co w zamian? Rzesze wystraszonych, izolowanych grupek rodzinnych z plecakami, kryjących się po rachitycznych polskich lasach? To nie II wojna światowa, ani nawet Mad Max, ewentualny wróg z powietrza za pomocą kamer termowizyjnych wykryje takich desperatów w mig i spacyfikuje lub uśmierci zależnie od potrzeby. Żaden kałasz, nawet torba granatów nie pomoże. W niektórych krajach za pomocą dronów wyposażonych w czułe kamery i odpowiedniego oprogramowania do obróbki danych inwentaryzuje się zwierzynę w lesie. Robią to prywatne firmy, sam rozmawiałem z przedstawicielem jednej z nich na konferencji o zarządzaniu dziką zwierzyną w Polsce. Nikt nie łazi, tak jak u nas po lasach i nie robi tego ręcznie, po śladach, z nagonką itp. Z powietrza jest taniej i dokładniej, skoro tym sposobem można policzyć i odróżnić np. dzika od łosia, to jacyś preppersi się gdzieś ukryją? Nie bądźmy śmieszni.

Żaden, choćby nie wiem jak przygotowany preppers, nie zastąpi też macaniem i badaniem pulsu na chińską modłę tomografu albo choćby aparatu rentgena (nie da się go schować do beczki wraz z zasilaniem). Zwykłe złamanie, to w polowych warunkach prawie wyrok śmierci lub pewne kalectwo. Podobnie igłą z nitką nie zastąpi się sali operacyjnej i oddziału intensywnej opieki. A patrząc na fotki naszych rodzimych preppersów z ich wodzem na czele, prędzej dopadnie ich zawał niż apokalipsa :) Wtedy nowoczesna medycyna może im się bardziej przydać niż skitrane suchary i łuk.
Jeśli preppersi chcą się uchronić przed zagładą, to powinni zainteresować się ekologiczną kondycją naszej planety, znacznie bardziej niż zawartością swojej piwniczki, stanem kolekcji noży, kusz i broni palnej. I zaangażować się raczej w ochronę i wspomaganie życiodajnych planetarnych procesów, zamiast knuć co tu jeszcze można tej przyrodzie z gardła wyrwać, aby „przetrwać”.
Ekologia, jako nauka, nauczyła nas w XX w., że wszystko w naturze jest ze wszystkim powiązane i procesualne. Przetrwamy jako symbiotyczny splot tych witalnych procesów, jako biosferyczna całość albo wcale. W naturze nie ma żadnych preppersów, są co najwyżej zwierzęta czy rośliny gromadzące zapasy na zimę lub czas suszy. A nawet to z pozoru egoistyczne sezonowe gromadzenie/odkładanie ma przeważnie dodatkowy sens biologiczny służący całości np. rozsiewanie nasion, nawożenie gleby, przyspieszenie obiegu pierwiastków lub mikroorganizmów. Nie mamy jeszcze i długo nie będziemy mieli szczegółowego obrazu tych powiązań, ale wiemy już na tyle dużo, żeby zrozumieć bezsens oceny rzeczywistości w kategoriach „tylko ja, a po mnie choćby potop”. Jeśli cokolwiek nas uratuje przed zagładą, to prędzej współpraca i zaufanie, najlepiej na poziomie globalnym, niż egoistyczne chomikowanie w myśl dewizy: homo homini lupus est, a ten kto to wymyślił, nie miał pojęcia o życiu społecznym wilków.
Jeśli zaś preppersom chodzi tylko o przygotowanie plecaka z zaopatrzeniem na 72 godziny bez prądu i czynnych sklepów lub żarełka i schronienia na tydzień, lub dwa, to takim preppersem jest byle turysta, który się pakuje na dłuższą wycieczkę lub spływ. Sam bez trudu potrafię się spakować do małego jednoosobowego kanu łącznie z wodą na tydzień bytowania w plenerze, a do większego spokojnie nawet na miesiąc przy założeniu, że wodę będę czerpał/filtrował po drodze. To żaden wyczyn i nie trzeba nadzwyczajnych umiejętności i wiedzy, żeby się tak przygotować na wycieczkę.
Wychodzi na to, że każdy jako tako rozgarnięty turysta lub podróżnik jest preppersem albo preppersi to marketingowa wydmuszka wymyślona po to, aby napędzić sprzedaż konserwowanej żywności, broni, amunicji i survivalowych gadżetów. Wiem, że w USA żyją ludzie, którzy potrafią wytoczyć proces kawiarni o odszkodowanie, że na kubku nie było napisu, że kawa jest gorąca i sobie język poparzyli albo bez napisu: „Objects in the mirror are closer than appears” na lusterku samochodowym nie potrafią zaparkować, żeby w coś nie walnąć. Dla nich być może prepping jest objawieniem, ale czy wszystkie amerykańskie świry z preppersiarstwem włącznie musimy importować do Polski? Uważam, że mamy własne, znacznie lepsze tradycje przetrwania, wystarczy poczytać np. pamiętniki z początku wieku lub czasów wojny. Sądzę, że od naszych babć czy dziadków (że nie wspomnę o powstańcach, partyzantach, zesłańcach czy repatriantach) amerykańscy preppersi mogliby się wiele nauczyć :)
Kiedyś się nawet uczyli, ale widać zapomnieli, kto im postawił na nogi pierwszą kolonię w Jamestown.
Polskie tropy w Ameryce. Pierwsi Polacy przybyli za Ocean czterysta lat temu!

Dlatego dajmy sobie spokój z tą głupią modą zza oceanu, mamy ciekawsze i rodzime tradycje dawania sobie rady w różnych niesprzyjających okolicznościach, a jak chcemy sobie miło pobytować na łonie przyrody, to naprawdę nie trzeba wymyślać cudacznych pretekstów takich jak prepping lub survival. Wystarczy zwykłe minibwp :)
A jak ktoś mimo wszystko chce być preppersem, warto zacząć od...:
Celowo zniekształcony dźwięk w filmiku służy doskonaleniu umiejętności wychwytywania i rozpoznawania głosu wroga ;)

19 komentarzy:

  1. Ci cali prepersi są śmieszni. Przy 7 miliardach ludzi na planecie jeżeli system zacznie się rozpadać to żaden ukryty magazyn nie pomoże - jeśli ktoś będzie miał jakieś zapasy to zdesperowani ludzie siłą te zapasy temu komuś odbiorą. Ten system i cała globalna gospodarka dochodzi do granic wzrostu - co było i jest nadal lekceważone przez ekonomistów. polityków i wielkich tego świata z potencjalnie katastrofalnymi skutkami dla nas wszystkich . To co w dłuższej perspektywie może nas uratować to:
    - reforma systemu finansowego, który poprzez kreację pieniądza jako długu wywiera presję wzrostową na realna gospodarkę
    - odejście od koncepcji wzrostu wykładniczego, gdzie postęp mierzony jest wskaźnikami takimi jak PKB nie uwzględniającymi szeregu patologii
    - przejście od gospodarki liniowej do gospodarki cyrkularnej, gdzie odpady są ponownie wykorzystywane, dramatycznie zmniejszając zapotrzebowanie na surowce
    - transformacja energetyki w kierunku źródeł odnawialnych oraz na ile to technologicznie możliwe wdrożenie innych rozwiązań jak np reaktory 4 generacji
    - ochrona różnorodności biologicznej w tym: ochrona mórz i oceanów (tutaj mówi się nawet o konieczności ochrony 50% ich powierzchni), całkowita ochrona wszystkich pozostałych lasów pierwotnych i zbliżonych do naturalnych , rozszerzenie i tworzenie nowych obszarów chronionych tak by objęły kluczowe dla planety ekosystemy
    - ograniczenie wzrostu globalnej populacji poprzez programy planowania rodziny i zwiększenie praw kobiet w krajach rozwijających się.

    Taka jest mniej więcej zgrubna lista. To co proponują prepersi to jakaś infantylna bajeczka, dla chłopców, którzy chcą się pobawić w Rambo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, ale jak wytłumaczyć to tym ludziom?
      Wierzą w indywidualne zabawienie, płynąc na tonącej łódce razem z miliardami innych, ale o wypompowywaniu wody i naprawie łódki nawet słuchać nie chcą.

      Usuń
    2. panie tkloszewski... w odniesieniu do tego co pan napisal, to wedlug moich obserwacji obecnie panujacego "SYSTEMU" stwierdzam, iz ma pan wieksza szanse wygrania w lotto niz realnym wprowadzeniu tych logicznych zmian bo niestety nie dzialaja one w interesie globalnej Elity Bandziorow, Rzadom i ich kolesiom Banksterom Rothschildom, JP Morganom itp. Wiec nie broniac tzw prepersow mysle ze oferuja oni poprostu cos dla jednostek ktore kiedys zdecyduja sie uwolnic od tego globalnego niewolnictwa korporacyjnego i stac sie w pelni niezaleznymi istotami. Prawda jest taka ze calej ludzkosci nikt jeszcze nie zbawil (poza sprytna infantylna bajeczka religijna o Jezusie Chrystusie;) bo nie jest to poprostu mozliwe. Wiekszosc ludzi mysli ze sa wolni wiec tylko "swiadome" tego co im rzeczywistosc serwuje jednostki pojda droga oferowana przez tzw prepersow. Na koniec bardzo slynny cytat "nikt nie jest bardziej zniewolony niz ci, co falszywie wierza ze sa w pelni wolni".

      Usuń
  2. Preppersi i survivalowcy potrafią tylko czerpać z przyrody nie dając nic w zamian. W razie czego jest ich ostatnią deską ratunku, ale na co dzień mają ją w doopie. Tratują terenówkami i quadami, wycinają na jednorazowe szałasy, wypalają, bo bez ogniska ani rusz, wyżerają leśne jadalne rośliny, których wcale dużo nie ma, polują trując środowisko ołowiem itd. Ruchem ochrony środowiska gardzą, szydzą z wegetarian itp.
    Preppersi to czysty egoizm podszyty strachem o własne grube 4 litery.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na preppersów trzeba by patrzeć tylko i wyłącznie jako na zjawisko popkulturowe. Wynikło ono nie tylko z pewnej mody (na niezależność), ale też ze specyficznych uwarunkowań kulturowych i światopoglądowych. Czy jest ono czymś nowym? Absolutnie nie, bowiem swoimi korzeniami sięga chociażby czasów XIX.wiecznej "gorączki złota", kiedy to masowo korzystano w usług przewodników i traperów, których uważano za najlepiej przygotowanych do konfrontacji z kapryśną naturą (oraz w razie konieczności z drugim człowiekiem).
    Idea współczesnego ruchu preppers, to w głównej mierze nawiązywanie do tamtych wzorców, wzbogaconych o elementy popkulturowo-medialne. Do próby zdefiniowania na nowo wielu bohaterów książek, filmów czy gier komputerowych, jakich to ogrom przewinął się na przestrzeni ostatnich kilku dekad. Tęsknota za niezależnością, połączona z wizerunkiem człowieka przygotowanego na każdą niemalże sytuację i każde wyzwanie, stanowi modus operandi współczesnego preppersa. Czy to jednak coś złego?

    Osobiście uważam, że jak zwykle prawda leży gdzieś pośrodku. Nie jest bowiem czymś niefartownym i nielogicznym, przygotowywanie się na pewne scenariusze i gromadzenie wiedzy z dziedziny alternatywnego pozyskiwania energii, żywności, czy egzystowania pośród natury. Każda umiejętność którą zdobędziemy na tym polu może mieć praktyczne zastosowanie w przyszłości, nawet jeśli tego wcześniej nie planowaliśmy. Na tym polega właśnie survival. Na UMIEJĘTNYM skorzystaniu z wiedzy, która w konsekwencji pozwoli na użytkowe wykorzystanie wielu rzeczy z naszego otoczenia w momencie, gdy będzie to konieczne dla naszego przetrwania. I owa wiedza jest według mnie kluczowa, zaś dążenie do jej uzyskania uważam za bardzo przydatną cechę ludzi zapobiegliwych i jednocześnie otwartych. Sam staram się iść tym tropem, bo tak na prawdę niezbadane są ścieżki naszego życia i nigdy nie wiadomo co będziemy robić jutro.
    Bo niestety nie jest przesadzone przyjęcie założenia, że nasz świat zmienił się przez dziesięciolecia radykalnie i dziś mówienie o samowystarczalności, względem pokolenia naszych babć czy dziadków wydaje się być sporym nadużyciem. Można by wysnuć tezę, że na przestrzeni 30-40 lat świat ostro przyspieszył, ale ludzkość stanęła w miejscu. Ma to oczywiście związek z obecnymi wykładnikami cywilizacyjnymi, opartymi na nieskrępowanej konsumpcji i nastawieniu na branie, zamiast dzielenie się bądź zostawianie czegoś w zamian. I niestety ten wzorzec dominuje, jednocześnie hamując nasz rozwój i ugruntowując zachowania egoistyczne oraz anty społeczne. Dlatego też w owym modelu nie liczyłbym zbytnio na nasze władze i ludzi, którzy w momencie potencjalnego zagrożenia chciałyby cokolwiek zrobić dla zminimalizowania strat. Oczywiście daleki jestem też od stwierdzenia, iż w momencie kataklizmu/wojny/klęski żywiołowej/skażenia, wszyscy od razu zmienią się w krwiożercze zombie, czyhające na nas za rogiem. Ale znane od dawna są też pewne modele zachowań, kiedy to w sytuacjach krytycznych ludzie stają się po prostu zbiorowiskiem nieprzewidywalnej i trudnej do okiełznania dziczy.

    Reasumując moda modą, a konkretna wiedza i przydatne umiejętności i tak przydadzą się wielu ludziom, pozostając ich małym i prywatnym arsenałem na sytuacje nieprzewidziane i nagłe. A czy to zaraz prepersi lub survivalowcy? Cóż...szufladkowanie i wyszukiwanie dobrze sprzedającej się terminologii to kolejny wyznacznik owej popkultury, zatem nie ma sensu debatować czy było pierwsze jajo czy kura. Fakt faktem zjawisko istnieje, a czy przybiera ono formy daleko posuniętej paranoi, czy zdroworozsądkowego zdobywania konkretnych umiejętności, to już tylko i wyłącznie kwestia danej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za obszerny i światły komentarz, długo by odpowiadać na kolejne wątki, może przy okazji się pokuszę kolejnym wpisem, a teraz krótko.
      Mam w domu dwie wodoszczelne beczki wypełnione wyposażeniem, trwałym jedzeniem i ciuchami na spływ. Kiedyś się ekstra pakowałem przed każdą dłuższą wyprawą, ale z czasem, ze zwykłego lenistwa, dopracowałem się (metodą prób i błędów) tych dwóch beczek o w zasadzie stałej zawartości. Teraz wystarczy przejrzeć je przed wyjazdem, czasem coś dodać, czasem ująć i po kilkunastu minutach mogę wyruszać. I wiem, że przez tydzień, a może i dłużej dam sobie radę w plenerze.
      Czy posiadając tak wyposażone beczki, jestem preppersem czy nie? :)

      Usuń
    2. PaN jesteś spływersem :)

      Usuń
  4. Darku, nie pytaj mnie o to, bo ja nie wiem kim jest preppers. To dla mnie tylko terminologia, stworzona dla zaszufladkowania ludzi z pewnego środowiska i nadania pewnemu zjawisku cech popkulturowej papki. I tyle. A czy wpasowali się w ten obraz normalni ludzie ze zdroworozsądkowym podejściem do rzeczywistości, będący zapobiegliwi i starający się być samowystarczalni, czy też może oszołomy uzależnione od adrenaliny i gadżeciarskiego szpeju, to już insza inszośc ;).

    Według mnie, należysz po prostu do tej pierwszej kategorii ludzi, gdzie doświadczenie życiowe, oraz wypracowany schemat trzeźwego oceniania rzeczywistości, nie przepadł w morzu bałwochwalstwa, udowadniania sobie czegoś tam i pompowania swojego ego ponad miarę, rzeczami zbędnymi i nawet pozbawionymi sensownego zastosowania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm.Dość wrogi i arogancki tekst.Można mnie uznać za tzw.preppersa.Mam w piwnicy zmagazynowane jedzenia dla rodziny na jakieś 3 m-c.Dążę do zapasów rocznych.Mam parę miejsc po lasach(ukryta głęboka ziemianka) gdzie mozemy się ukryć .Posługuję się bronią palną ,łukiem ,kuszą ...etc...i takowe posiadam do obrony i polowań.Nie liczę na pomoc państwa bo to fikcja.I nie mam zamiaru dbac tylko o siebie -jak coś to pomogę każdemu.Co do walki o współczesny świat i jego idee to mogę co najwyżej posta w necie walnąć -takie są moje mozliwości.Reasumując staram się zapewnic sobie ,rodzinie i potrzebujacym na mej drodze jakieś minimum szans .Twój tekst świadczy o Tobie-jest prowokacyjny i osmieszający-w zamian nie dajesz nic i tylko krytykę .Mysle ,że jestes inteligentny,chcesz zaistniec ze swoimi teoriami a głównym Twym zajęciem jest skrobanie tekstów w necie.Taki niedowartościowany Ktos kto zmarnował w życiu potencjał i skupia sie na uprzykszaniu zycia innym,ich ocenianiu i krytyce bez wzgl.na to co robia -i szufladkowaniu ich bo tak łatwiej obrazac .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wesołych Świąt!
      PS.
      Nie zapomnij zakonserwować jajek na zaś :)
      Poradnik Preppera - przechowywanie jaj kurzych

      Usuń
  6. Witam serdecznie.
    Mam wrażenie, że masz trochę wypaczony pogląd na temat preppersów. Prepping to nie jest bezmyślne robienie zapasów i chowanie się w schronach przed wszystkimi. Prepping to przygotowanie się na różne sytuacje, które mogą się wydarzyć w życiu ( ale ataku kisielu z kosmosu nie biorę pod uwagę). Prepping to przygotowana apteczka, kamizelka odblaskowa, trójkąt ostrzegawczy czy klucz do kół. Prepping to wiedza jak wezwać pomoc w górach czy na morzu, to wiedza jak się wydostać z tonącego samochodu itd, itd.
    Mylisz się mówiąc "Jeśli preppersi chcą się uchronić przed zagładą, to powinni zainteresować się ekologiczną kondycją naszej planety, znacznie bardziej niż zawartością swojej piwniczki", otóż duża część preppersów interesuje się ekologią a ci, którzy mają możliwości sami hodują pożywienie i budują własne małe elektrownie solarne czy wiatrowe, a odpady czy ścieki przerabiają na kompost do nawożenia gleby(bez chemii). Niestety nie wszystkich na to stać.
    Czytając Twój tekst i niektóre komentarze poniżej odnoszę wrażenie, że wszyscy powinni mieć w głębokim poważaniu bezpieczeństwo swoje i bliskich i czekać bezmyślnie na to co ma się wydarzyć.
    Nazywasz preppersów ignorantami ale wielu polaków nie ma nawet pojęcia jak udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej, zgasić zapalony olej na patelni, zmienić koło w samochodzie czy zawekować zupę żeby się nie zepsuła a tych, którzy to potrafią nazywa się świrami.
    Prepping to temat rzeka więc nie poruszałem w tym komentarzu wielu tematów związanych z tym zagadnieniem. Może innym razem. ;-)
    Oczywiście swoim wpisem nie zamierzam nikogo zmuszać do preppingu ale tak na marginesie też mam beczkę ze sprzętem :-) (może też jesteś preppersem ale o tym nie wiesz?)
    Na koniec jako egoistyczny preppers, który ma wszystkich w głębokim poważaniu i chce tej przyrodzie z gardła wyrwać, aby „przetrwać” życzę autorowi tego wpisu i czytelnikom wszystkiego dobrego i powodzenia w życiu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Od razu widać, że autor artykułu ma lewicowe poglądy. Wierzy, że w razie problemów pomoże mu państwo i uważa, że obywatele powinni swoimi działaniami to państwo wzmacniać, by w razie problemów było ono silne i mogło skuteczniej pomagać. Kto nie wzmacnia państwa, a zamiast tego dba o siebie, ten jest szkodnikiem. Gdyby taki szkodnik skupił się na wzmacnianiu państwa, byłoby ono silniejsze. A tak, z powodu jego działań jest słabsze, więc trzeba go za to skrytykować. Konsekwencją tego schematu myślenia jest wiara w słuszność takich rozwiązań jak państwowe szkolnictwo, służba zdrowia, system emerytalny, monopol państwa na środki przemocy ("broń tylko dla wojska i policji" - sprzeciw dla prywatnego posiadania broni palnej) itd.
    Preppersi wyłamują się z tego schematu, bo nie wierzą w omnipotencję państwa. Nie wierzą, że policja ich obroni gdy ktoś napadnie ich na ulicy. Nie wierzą, że straż dowiezie wodę, gdy tej zabraknie, albo wojsko dowiezie żywność gdy wskutek braku prądu sklepy będą nieczynne. Preppersi to ludzie, którzy wolą brać sprawy w swoje ręce, w myśl zasady "umiesz liczyć - licz na siebie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto dodać jeszcze, że preppersi wierzą w magiczną moc prawa własności prywatnej gwarantowanej, ups… co za pech, przez państwo :)
      W sytuacji upadku owego państwa (lub jego ekwiwalentu), rozproszeni na grupki będą niczym. Mogę się założyć, że zmiotłaby ich nawet państwowo-wojenna machina starożytnego Rzymu, którego ustrój polityczny raczej trudno podejrzewać o lewicowość, nawet gdy był republiką :)
      Indywidualizm w zderzeniu z grupą, spojoną jakąkolwiek ideologią, leży i kwiczy, tak też będzie z preppersami w chwili próby. Czego im oczywiście nie życzę, za to proponuję poczytać trochę historii, choćby tej nowożytnej, choć osobiście nie wierzę, że się czegokolwiek z niej nauczą.

      Usuń
    2. Jeżeli preppersi - w sytuacji upadku państwa, rozproszeni na grupki - będą niczym, to czym będą osoby, które w całości na tym państwie polegają, gdy ono upadnie?

      Usuń
    3. Wystarczy, że się zorganizują i będą wszystkim :)
      Przyroda nie znosi próżni, jak jedno państwo upadnie, dany obszar zawłaszczy inne, nawet jakieś świeżo powstałe. Dlatego na miejscu preppersów modliłbym się, żeby nic nie upadło i nie zdarzyła się żadna katastrofa, bo gadżeciki, które tak skwapliwie chomikują, w niczym im nie pomogą w przetrwaniu – przeciwnie, przywiązanie do nich może poważnie osłabić ich zdolność do przetrwania.
      Francja przed wojną wpakowała gigantyczną kasę w swoisty preppersizm w postaci linii Maginota, na nic im się to zdało, teraz będzie podobnie, a nawet gorzej.

      Usuń
    4. "Wystarczy, że się zorganizują i będą wszystkim :)"

      Kim zatem będą preppersi gdy to oni się zorganizują - biorąc pod uwagę zgromadzone przez nich zasoby, w tym broń palną?
      Czy grupa zorganizowanych preppersów poradzi sobie lepiej czy gorzej od grupy zorganizowanych osób przyzwyczajonych do pomocy państwa?
      Bardzo proszę o odpowiedź wprost, a nie frazesy i demagogię.

      Usuń
    5. Będą rozproszoną chmarą rodzinnych grupek, których nic nie łączy poza strachem i wzajemną nieufnością. Po kolei wykończy ich lub wchłonie każda zorganizowana siła, która postawi na zaufanie i współpracę. Np. Indianie amerykańscy byli takimi całkowicie samodzielnymi preppersami, krzesali ogień, polowali, szyli sobie ubrania itd. Byli w te klocki znacznie lepsi niż najlepsi biali survivalowcy czy preppersi.
      Było ich wielu, ale nie potrafili wyjść poza wąsko pojmowaną tożsamość plemienną, dlatego z łatwością zostali pokonani przez białych, którzy myśleli kategoriami korony, a potem stanów zjednoczonych. Państwo to przede wszystkim współpraca, specjalizacja pracy i hierarchia, na bazie pewnej ideologii, a nie mityczny brak samodzielności i liczenie na pomoc. Wąski margines owszem jej potrzebuje, ale nie klienci MOPS tworzą fundamenty państwa.
      I tu jest właśnie pies pogrzebany — preppersizm wpada w sidła własnych sprzeczności ideowych :)
      Rzecz w tym, że preppersi ideowo brzydzą się zrzeszaniem, czyli wspólnotą, organizacją i współpracą. Stawiają na samodzielność i indywidualizm, co wyrażane tu było w komentarzach kilka razy.
      To jakim cudem gardząc państwem, mają się nagle w taki twór przeistoczyć? Nie ma na to szans, polegną z kretesem, gdy tylko wyczerpią zachomikowane zapasy.

      Usuń
    6. Pan ma błędne wyobrażenie na temat idei preppingu lub celowo stosuje dialektykę erystyczną. Założenie, że prepping ogranicza się do schowania w jaskini z zapasami, bez kontaktu ze światem jest nieprawdziwe. Preppersi chętnie tworzą struktury (tzw. sieci) organizują się w grupy, organizują zloty, konwenty itd. Idea preppingu wykracza poza przeżycie - celem, prócz przetrwania - jest odbudowa/reanimacja struktur sprzed kataklizmu. Preppersi nie brzydzą się zrzeszaniem, robią to bardzo chętnie, nie gardzą też państwem, a jedynie mają do niego ograniczone zaufanie. Wolą - na wszelki wypadek, jeśli państwo zawiedzie - być gotowi. Ja tu nie widzę sprzeczności.

      Usuń
  8. oj tam oj tam, po prostu maść na ból pewnej części ciała by się przydał - a co ci przeszkadzają preppersi? Oni się przyszykują sami - ciebie "uratuje" rząd - i jeszcze będzie można się z nich pośmiać - że wydali na coś, co tobie rząd dał "za darmo" - czy może jednak jest ta podświadoma obawa, że oni może się przygotują i gnojki nic nie dadzą... - a katastrofa - proszę bardzo - pandemia - zasób zwierzęcy w praktyce nienaruszony - ludzi może z 5%..

    OdpowiedzUsuń