czwartek, 8 października 2015

Namiot Quechua 2 Seconds Easy 2 – recenzja subiektywna

O tym, jaki namiot wybrać na minibwp już kiedyś pisałem, po wakacjach mogę podzielić się wrażeniami z testowania popularnej „keczuły” w survivalowej wersji kolorystycznej. Od innych wersji tego modelu niczym poza kolorem się nie różni. Wszystkie wymiary oraz informacje producenta są pod tym linkiem.
Namiot wyróżnia się oryginalną konstrukcją, która umożliwia jego szybkie rozkładanie i teoretycznie składanie. Z tym drugim jest nieco gorzej, bo dobre złożenie namiotu wymaga nieco wprawy. Dobre tzn. takie, przy którym nie uszkodzimy stelaża, a końcowym rezultatem będzie zgrabne, płaskie kółko i stosunkowo mało wygnieciony tropik i podłoga, które przy składaniu tego typu namiotu będą zawsze mocno wymięte, co niestety nie sprzyja ich trwałości i wodoodporności na dłuższą metę. Trudno powiedzieć, kiedy zaczniemy to odczuwać, ale to moim zdaniem nieuniknione przy intensywniejszym użytkowaniu. Z drugiej strony można się tym nie przejmować specjalnie, ponieważ namiot jest stosunkowo tani i zawsze można kupić nowy egzemplarz
Jakość materiałów, z których jest uszyty tzn. tropik, sypialnia, podłoga, zamki, linki nie odbiegają od standardów w tej cenie. Na pochwałę zasługuje dobre zaprojektowanie, „skrojenie” i wykonanie, tzn. szwy są równe, mocne, szczelnie podklejone, nie brakuje gdzieś materiału, wszystko jest ładnie wymierzone i symetryczne. Ogólnie, moim zdaniem, materiały i wykonanie jest ciut lepsze niż w budżetowej serii Arpenaz.

A teraz wrażenia z użytkowania.
Namiot rozkłada się łatwo i szybko, a po wbiciu zaledwie 7 szpilek stoi z ładnie naciągniętym tropikiem – to ważne, bo przy większym deszczu tropik będzie źle odprowadzał wodę i grozi przeciek.

Jedynie płat tropiku tworzący „drzwi”, gdy jest zmoczony, ma tendencję do zwisania i przyklejania się do „drzwi” sypialni. Samo wejście jest dobrze zabezpieczone przed deszczem przy zamku, a malutki daszek nad wejściem (starsze modele go nie miały) pozwala zostawić niezasunięty fragment zamka, który polepsza wentylację w czasie deszczu i nie tylko.


Zamki wejść nie chodzą zbyt płynnie, mają tendencję do zacinania się, co bywa irytujące. Witać to dobrze na początku poniższego filmiku niemieckiego survivalowca.
Wejście do sypialni ma u góry niewielką moskitierę, a przydałaby się (regulowana) na całość.

Z tyłu pod trójkątnym płatem materiału, który tworzy odciąg, znajduje się nieduży otwór wentylacyjny z siatką.


Razem z niedopiętym wejściem z przodu tworzy system wentylacyjny namiotu, który moim zdaniem nie jest zbyt wydajny. Gdy jest chłodniej działa wystarczająco, ale gdy jest gorąca, parna noc, brak większej moskitiery w wejściu doskwiera. Z kolei, gdy jest zimno, to z powodu niewydolnej wentylacji na tropiku od wewnątrz mocno skrapla się para wodna, którą później trudno wysuszyć, ponieważ namiot ma sypialnię zintegrowaną z tropikiem. Ciemny kolor i samonośność namiotu (stojący można przenieść na słońce) w suszeniu trochę pomaga. Zwykle wspomagam suszenie namiotu (każdego), zbierając ściereczką z mikrofibry (z Lidla) krople wody z tropiku. Tu jest to mocno utrudnione, ponieważ tropik jest zintegrowany z sypialnią, a sięgnąć pod niego nie łatwo. Na upartego sypialnię (z podłogą) do suszenia (czyszczenia) można odpiąć, ale jest to czasochłonne i kłopotliwe. I tak potem trzeba całość spiąć, bo namiotu nie rozłożymy prawidłowo.
Dlatego nie polecam „keczuły” na chłodną jesień czy wiosnę, zwłaszcza deszczową, sprawdza się ciepłym i suchym latem, choć niezbyt w gorące noce ze względu na taką sobie wentylację.
W środku (opisuję wersję dwuosobową) jedna osoba ma komfort i luz o ile nie ma więcej niż 185 cm wzrostu. Sypialnia ma teoretycznie 210 cm długości, ale skośne ścianki powodują, że wyższe osoby dotykają stopami wejścia i czochrają głową o materiał. Ja kładłem się po przekątnej, żeby porządnie rozprostować nogi. Po bokach wejdą różne rzeczy, w sumie jest tyle miejsca i wysokości, że można się swobodnie przebrać np. w suche ciuchy.
Wyposażenie sypialni skromne, dwie małe wiszące kieszonki przy wejściu, a z tyłu pod sufitem wieszaczek na lampkę.

Przedsionka niestety brak, a między sypialnią a tropikiem jest niewiele miejsca, wejdą może buty, wiosło itp., na pewno nie plecak. Dlatego dla jednej osoby polecam dwójkę, a dla dwóch trójkę, po co się męczyć. Jedynka jest raczej dla dzieci lub bardzo szczupłych minimalistów. Wymiary zewnętrzne (średnica koła, w które składa się namiot) i waga niewiele się różnią w zależności od osobo-wersji. Jedynka po złożeniu ma teoretycznie 61 cm średnicy, dwójka 66 cm, a trójka 78 cm. W praktyce testowana dwójka miała kilka cm więcej i składała się raczej w elipsę niż koło, ale to drobiazg.
Większym problemem jest, że namiot w ogóle w ten sposób się składa, ponieważ czasem jest to naprawdę niewygodne. Na moim jednoosobowym kanu pokrowiec wystawał poza burty i mógłby o coś zaczepić. Podobnie w kajaku.

W większym, szerszym kanu, to nie problem, bo raczej się zmieści nawet trójka. W wyprawach z plecakiem trzeba brać pod uwagę, że z namiotem na plecach przypominać będziemy „żółwia ninja”. Na rowerze tym bardziej taki kształt i wymiary pokrowca mogą przeszkadzać.
Na koniec składanie, namiot już suchy i zaczynamy zmieniać koła w ósemki. Pierwszy raz pomoże ilustrowana instrukcja wszyta w pokrowiec, filmiki z YouTube i kolorowe taśmy i złączki wersji „easy”.

 
Niestety (inaczej niż na filmikach producenta) nie za każdym razem udaje się idealne złożenie, czasem coś nie wychodzi, namiot stawia opór i „puchnie”, w skrajnych przypadkach można uszkodzić stelaż. Który swoją drogą chyba mocniej tu dostaje w kość niż w klasycznych namiotach. Producent twierdzi, że jest specjalnie wykonany i bardzo elastyczny, ale ja jakoś do końca w to nie wierzę, każdy materiał można „zmęczyć” zginaniem, a np. na mrozie obawiałbym się, że szybko trzaśnie. Zawsze coś za coś, trwałość i wytrzymałość za szybkie rozkładanie-składanie.
Droższe „keczuły” mają dołączony zestaw naprawczy stelaża, ta wersja niestety nie, ale w okresie gwarancji wszelkie uszkodzenia serwis sieci Decathlon naprawia od ręki, najczęściej przez wymianę namiotu. Tylko co nam z tego, gdy awaria zdarzy się 200 km od ich najbliższego sklepu?

Mnie, mimo wielu zalet i niewielu wad, dwusekundowa „keczuła” jednak nie do końca odpowiadała i zamieniłem ją na inny model. Przy okazji go opiszę.

1 komentarz: