piątek, 2 października 2015

Kilka dni na Podlasiu cz. 3

Drugi dzień na rzece wita nas palącym słońcem, ale też cieniem, ponieważ pierwsze kilka kilometrów wiedzie przez nieduże laski. Później znów napotykamy trzciny, szuwary, rozlewiska niczym na Biebrzy, ale i ten odcinek szybko się kończy i zaczyna się typowa polska nizinna rzeka płynąca przez las łęgowy. Od czasu do czasu pojawiają się zabudowania, małe mostki i wyższe brzegi, mamy wrażenie, że były tam dawne grodziska. I za Budą Ruską (znaną z tego, że ma tam domek letniskowy ex-prezydent) znów wpływamy do lasu, który będzie nam towarzyszył przez wiele kilometrów, z krótkimi przerwami (na trzcinowiska i pola) w zasadzie do końca biegu rzeki.





Płyniemy spokojnie, podziwiając niebo, zmieniające się krajobrazy, wodną roślinność i rozmaite owady, których pełno wokół nas. Najbardziej zachwycające nad wodą są wodne kwiaty i mieniące się kolorami ważki. Takie beztroskie chwile, wręcz rozpłynięcia się w naturze to istota naszego minibwp. To nie survival, tu o nic nie walczymy – zachwyt i kontemplacja natury, zamiast nerwowej zapobiegliwości wypływającej ze strachu.









Od czasu do czasu mija nas grupa kajakarzy albo my kogoś mijamy, ale tłoku nie ma, to nie Krutynia w sezonie. Dopiero w okolicach Nowego Mostu rzeka wymaga nieco większej uwagi, pojawiają się mielizny i kamienie, trzeba manewrować, żeby nie utknąć lub nie uszkodzić pływadła. Za ostatnim zakrętem z głazami w nurcie otwiera się piękny widok na urokliwie zacieniony leśny odcinek, wąwoziki itp.
Jesteśmy już trochę zmęczeni, wypatrujemy miejscówki na przerwę i drugie śniadanko. I tu nagle niespodzianka, na prawym brzegu, na pomoście siedzi w fotelu babcia z jakimś sporym pakunkiem i tabliczką z napisem – świeże jagodzianki. Tego było nam trzeba, natychmiast robimy zwrot i przybijamy do zatoczki przy pomoście. Po chwili siedząc na ławeczce z deski, zajadamy się pysznymi, świeżutkimi, jeszcze gorącymi drożdżowymi jagodziankami. Ten wielki pakunek to była izolacja torby z wypiekami. Babcia też zadowolona, że trafili się jej tacy żarłoczni klienci :)









Po wymianie wzajemnych uprzejmości odpływamy na Studziany Las. Płynie się bardzo przyjemnie, widoki urozmaicone z przewagą lasu, wypatrujemy po drodze mostu i sklepu, wiemy, że są przed nami, ale nie bardzo wiadomo gdzie. Wreszcie dopływamy do dużego betonowego mostu, który okazuje się miejscem rozładunkowym spływów kajakowych i jest trochę tłoczno. Idę pierwszy do sklepu za rzekę, upał straszny, ale na szczęście jest niedaleko. Zimne piwo smakuje jak marzenie, uzupełniam zapasy spożywcze i wracam z zimnym piwem dla kumpla pod most. Po zaspokojeniu pierwszego pragnienia teraz on idzie kupić, co lubi – jak go znam, na pewno przyniesie wafelki ;)
Po jego powrocie płyniemy dalej, teraz szukając miejsca na obiad. Niebawem się znajduje na ładnej łączce z wiatami, która okazuje się polem namiotowym, jednym z wielu, które napotykamy po drodze.
Nie będziemy tu nocować, jeszcze za wcześnie, ale gotowanie obiadku w cieniu i przy stole jest wygodne, dlatego zejdzie nam tu godzinka czy dwie.




















Za mostem w Głębokim Brodzie rzeka ładnie meandruje i kluczy, raz nawet zgubiliśmy na chwilę drogę, ale ogólnie płynie się nieźle. Powoli szukamy ładnej miejscówki na nocleg, nie jest to takie łatwe, bowiem znów zaczęły się mokradła i trzcinowiska. Ze dwie po drodze się trafiły, ale nie podobają się nam, dlatego chcąc nie chcąc płyniemy dalej. Zmęczenie już daje się we znaki, ale dobrej miejscówki nadal nie ma albo są zajęte przez hałaśliwe grupy kajakarzy. Chyba przyjdzie nam dopłynąć aż do Dworczyska, gdzie zaczyna się ponoć najbardziej malowniczy odcinek rzeki, choć tak długiego etapu wcale nie planowaliśmy. Za mostem w Głębokim Brodzie zaczęły się pojawiać bardzo kąśliwe i uparte muchówki – jusznice deszczowe.
Na początku nie zwróciliśmy na to większej uwagi, ale z każdym kilometrem oddalenia od mostu jest ich coraz więcej, a oganianie się od nich robi się bardzo męczące, a one same coraz bardziej irytujące, ale najgorsze jeszcze przed nami.
Miarowo wiosłując, mijamy drewniany mostek około Okółka, później Dworczysko, a miejscówki wciąż nie możemy wybrać, a to brzydko, a to zajęte, a to hałasy pił i kosiarek. W końcu dopływamy do mostu drogowego za Dworczyskiem, nasz niepokój rośnie, bo zaczyna się ściemniać, ale pole biwakowe przy moście też paskudne i do tego hałas samochodów. Trudno, ryzykujemy i płyniemy dalej, może coś się jeszcze trafi?
Kawałek dalej znalazło się puste leśne pole, ale dość daleko od brzegu, nie chce nam się nosić daleko i pod górkę gratów, ryzykujemy i płyniemy dalej, choć zapada już zmrok. Na szczęście całkiem niedaleko pojawia się mała zatoczka z pomostem, łączka i pole namiotowe na skraju lasu. Stoi tam już namiot sympatycznej pary kajakarzy, po wymianie z nimi kilku zdań decydujemy się zostać. Jest już ciemno, wątpliwe czy coś lepszego dalej znajdziemy – lepiej już nie ryzykować. Mimo ciemności jusznice i komary szaleją. Rozbijamy namioty, kąpiemy się po znojnym dniu i próbujemy zjeść kolację. Nie jest to takie łatwe w moskitierze na głowie :)
Po szybkim posiłku dajemy za wygraną i chowamy się w namiotach – nawet ognisko nie chroni przed upierdliwymi owadami, które atakują zajadle ze wszystkich stron. Umycie zębów lub zrobienie siku w tych warunkach, to nie lada wyczyn :)
Po zaciętej walce z insektami, którym udało się wedrzeć do namiotu, zasypiamy ukojeni myślą, że świt rozgoni nieprzebrane roje tych małych krwiopijców, jutro okaże się, jak bardzo się myliliśmy...
Cdn.

5 komentarzy:

  1. To dopiero super i wcale nie mini tylko maxi bwp. I piękne zdjęcia. Gratuluję! :)
    greenway

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty łobuziaku, wafelki Ci wadzą ? Toćko coś do gęby trza włożyć dla smaka :) Browce by tylko pijał :)
    A maxi bwp to było, a i owszem na końcowym odcinku spływu. Ufff.
    Przepraszam za prywatę w komencie, alem, że nie wytrzymał .:):):) Fajny wpisik Darku, ja jakoś się nie mogę przemóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wafelki wadzą?!
      Przeciwnie, bardzo lubię wafelki, najbardziej cytrynowe :)

      Usuń
  3. Świetne zdjęcia, wielka pociecha dla tych, co nad wodę wybrać się nie mogą !
    Ena

    OdpowiedzUsuń