sobota, 6 czerwca 2015

Majowa Krutynia i Bełdany

Kiedyś pod urokiem pierwszego spływu Krutynią zamarzyłem sobie w duchu, że dobrze by było wracać tam co roku. Najlepiej o różnych porach, żeby kontemplować sezonowe zmiany rzeki i jezior na szlaku. Że zamysł się powiedzie, pewności nie miałem żadnej, jak to w życiu, tyle spraw może stanąć na przeszkodzie, ale jak na razie się udaje. Nie planuję tego specjalne, jakoś tak samo wychodzi, że co roku trafiam na krutyński szlak.
Tym razem pod koniec maja, jak się okazało świetna pora, już ciepło – woda też, natura w rozkwicie, a „turystycznej stonki” jeszcze nie ma. Jej wyrojenie następuje w długi weekend „Bożego Ciała”, wtedy dopiero zaczyna się właściwy sezon na Mazurach i w pełni uruchamia lokalny „przemysł” wodniacko-turystyczny. Co oznacza maj dla konesera uroków Krutyni? Przede wszystkim brak hałaśliwych, przypadkowych osób na wodzie, najczęściej uczestników masowych imprez suto zakrapianych alkoholem. Jeden z nich już dał popis, wprawdzie go złapano, ale paskudny napis nadal widnieje na zabytkowym młynie – sam widziałem – może to dowód w sprawie? Na brzegach śmieci trafiają się sporadycznie, a w stanicach i polach namiotowych miłe pustki i względny spokój. Nie ma jeszcze miejscowych „wózkowych” chłopców na przenoskach, trzeba się przygotować na samodzielne ich pokonanie, zabranie własnego, składanego wózka wskazane.
Maj to przepiękna przyrodniczo pora roku, mnóstwo kwiatów na brzegach, bo w wodzie jeszcze nie, żółte kulki grążeli dopiero się rozwijają. Bujna zieleń dookoła jest bardzo świeża, czysta, jeszcze niewypalona słońcem i niepodgryziona przez rozmaite robaczki. Widać i czuć jak się wszystko intensywnie rozwija.

Nawet woda sprawia wrażenie czystszej i świeższej, a na pewno nie jest tak zmącona, jak w pełni sezonu. Temperatura już znośna, można spokojnie zanurzyć nogi, brodzić, ochlapać twarz. Kąpiel też możliwa, bo nie wydaje mi się, żeby woda była zimniejsza niż bywa latem w Bałtyku. Oczywiście to nie lipiec i wspaniałe, długie kąpiele w jeziorach o zachodzie słońca jeszcze przed nami, ale krótką, orzeźwiającą kąpiel da się wytrzymać. Widać mnóstwo dużych ryb w nurcie, chyba jeszcze nieprzepłoszone młócką wiosłami niezliczonych „niedzielnych” kajakarzy, na brzegach sporo dzikich kaczek, tracze nurogęsi wyprowadzają pierwsze lęgi, tak samo łabędzie. Na różnych gałęziach i żerdziach zwinne i energiczne pliszki siwe, wszędzie ich pełno.
Akurat spojrzała w drugą stronę :(
Owadów jeszcze niewiele, ale najważniejsze, że praktycznie jeszcze nie było komarów, może ze dwa przez cały spływ próbowały się przyssać :)
Noce jeszcze zimnawe, ale z dobrym śpiworem to żaden problem, za to poranne słońce już na tyle mocne, że szybko suszy namioty z rosy, a to ważne przed spakowaniem w dalszą drogę.
Jeśli miałbym jakoś podsumować wrażenia, to na pewno największe zrobiła na mnie ta zachwycająco świeża wiosenna zieleń – nad wodą i pod wodą. Wiosna w naszym kraju jednak jest przepiękna!

Fotek Krutyni na blogu było już sporo, dlatego tym razem trochę pocztówkowe Bełdany.

Ubiegłoroczne trzciny podszyte świeżą zielenią
Podobnie wygląda pole namiotowe









Pieniek zamieszkiwały mrówki, dobrze, że nie osy, też lubią takie miejsca.




















Do zobaczenia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz