sobota, 10 stycznia 2015

Dwaj Juraje ze Słowacji

Szperając w necie natknąłem się niedawno na stronkę propagatorów ekologiczno-surwiwalowych polowań z łuku. Ta „ekologiczność” to oczywiście bujda, kolejna forma samooszukiwania się myśliwych oraz szukanie nowych metod na poprawienie wizerunku swojego krwawego hobby, które jest coraz gorzej postrzegane na świecie i w Polsce.
Poczytajcie komentarze pod tymi linkami:
http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35182,17227052,Wyszla_z_psem_na_spacer__mysliwy_odstrzelil_lagodnego.html
Widzę, że artykuł już zablokowany przez GW, dlatego dodaję linki z opisem komentowanego zdarzenia.
http://www.tvn24.pl/poznan,43/mysliwy-zastrzelil-psa,504564.html
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150108/POWIAT10/150109625
Na stronie miłośników uśmiercania z łuku znalazłem jednak coś dla mnie znacznie ciekawszego niż łowieckie prężenie muskułów i kryptoreklamy łuczniczych gażetów, mianowicie wyznania niejakiego Juraja Buchty – przewodniczącego Słowackiego Związku Myśliwych Łuczników, pisze tam m.in.:
„Wszystkie moje przygody są wyjątkowe – czuję się myśliwym całym sercem i duszą – i będę pamiętał każdą swoją wyprawę, trofeum oraz doświadczenia do końca życia. Gdybym jednak miał wybrać tę najbardziej emocjonującą przygodę, wskazałbym polowanie na niedźwiedzie w północnej Albercie, w Kanadzie wiosną 2012 roku. Znajdowaliśmy się niemal przy granicy prowincji, na terenach północno-wschodnich. Pewnej nocy widziałem niezapomniane zjawisko – zorzę polarną tańczącą na niebie powyżej naszego obozu w dziczy. Tamtejsi Indianie zwykli mawiać, że zorza sprzyja myśliwym... Chyba coś w tym jest, bo następnego wieczoru strzeliłem z łuku dwa niedźwiedzie: monstrualnego baribala oraz jego blond-kuzyna. To dopiero szczęście!” [całość wywiadu]
Z całej ilustrowanej zdjęciami rozmowy z tym zapalonym myśliwym emanuje niekłamana radość z zadawania śmierci zwierzętom, mam wrażenie, że cieszy się tymi „przygodami” jak dziecko. Swoją drogą od dawna mam przeczucie, że współcześni myśliwi są bardzo infantylni, niczym zatrzymane w rozwoju emocjonalnym nastolatki.
Czytając ten wywiad, od razu przyszedł mi na myśl inny słowacki Juraj, którego kiedyś miałem zaszczyt poznać osobiście, podczas „wilczych warsztatów” w Bieszczadach.
Z tym psem był w Bieszczadach :)
Juraj Lukáč – bo o nim mowa – wypowiada się tak:
„Na śniegu ślad tylnej stopy niedźwiedzia przypomina ludzką. Kiedy w zeszłym roku szedłem wczesną jesienią lasem, natknąłem się na ślady niedźwiedzia odciśnięte w pierwszym śniegu, od tego podobieństwa aż mną wstrząsnęło. Po raz kolejny uświadomiłem sobie, że różnice między nami nie są tak wielkie, jak się wydaje. I że się bardzo potrzebujemy. Wtedy znów przypomniałem sobie niedźwiadka „omyłkowo” zastrzelonego na grupowym polowaniu Politechniki w Zwoleniu. Bezradnie leżący na brzuchu wyglądał jak człowiek. […]
Ale na tym świecie nie żyjemy sami. Oprócz nas żyje tu mnóstwo stworzeń, z którymi mamy wiele wspólnego, a których potrzebujemy, nawet o tym nie wiedząc.”
[całość wpisu po słowacku, dla Polaka łatwa do zrozumienia]
Kolejna "pomyłka" myśliwych osierociła dwa niedźwiadki
Stosunek Juraja do przyrody ładnie przedstawia wywiad z nim zamieszczony w „Dzikim Życiu”, które regularnie drukuje felietony Juraja – warto zaglądać, bo rzadko można przeczytać tak mądre opowieści o lesie ze strony człowieka, który spędził w nim tysiące dni i nocy, bez wspomagania się strzelbą czy inną bronią. Juro, nawet ognisk w lesie prawie nie pali (tematem szkodliwej fascynacji ogniem przez fanów surwiwalu zajmę się niebawem).
Na deser krótki filmik ze świątecznymi marzeniami Juraja o świecie bez holorubov...

Dwaj dorośli mężczyźni, z tego samego kraju, o tym samym imieniu, a jakże różni, zadziwiające!!!
Który z nich jest dojrzały i który ma rację?
Różnica wieku nie ma tu nic do rzeczy, starszy Juraj już w wieku młodszego chodził po lesie bez modnego łuku bloczkowego lub flinty.

1 komentarz:

  1. Dzięki Darku za wrzutę z Jurem! Piękne, proste te jego życzenia sprzed kilku lat!!

    OdpowiedzUsuń