środa, 17 grudnia 2014

Hipokryzja ekologów

Aktywistom społecznego ruchu ochrony środowiska, nazywanym tyleż uporczywie co błędnie „ekologami” często zarzuca się hipokryzję, ponieważ żyją niezgodnie z głoszonymi przez siebie ideami. Krótko mówiąc, uprawiają „dulszczyznę”, ponieważ krytykują wycinanie lasów, a przy tym używają papieru lub krzesła, a nawet mieszkają w drewnianych domach i palą w piecu drewnem. Albo jedzą mięso, a zarazem krytykują myśliwych, tudzież sprzeciwiają się budowie obwodnicy, a przecież jeżdżą samochodami. Tego typu „argumentów” naczytałem się, nasłuchałem już setki, a może tysiące i co z tego wynika?
Moim zdaniem niewiele, ponieważ po pierwsze, są to zarzuty ad personam, czyli merytorycznie nieistotne, mniej więcej tak samo trafne, jak podważanie kompetencji ornitologa, dlatego że nie potrafi fruwać albo księdza, bo się masturbuje, oglądając potajemnie pornosy. Sądzę, że większość księży to robi i co z tego? Czy dlatego głoszone przez nich zasady moralne są nieważne? Człowiek jest ułomny, a Bóg miłosierny, czyż nie?
Po drugie, „ekolodzy” nie są wszechmogącymi istotami i kiwnięciem palca nie potrafią systemowo zmienić świata, w którym żyją i od którego są bytowo zależni, a nawet gdyby mogli i chcieli, to natychmiast cały tłum tych samych krytyków oskarżyłby ich o przemoc, totalitaryzm, dyktaturę itp. Jedyne co im pozostaje to cierpliwie przekonywać do swoich racji, nawet bez większej nadziei na powodzenie, bo mało kto dziś ich słucha, a jeszcze mniej rozumie o co właściwie tym „zielonym oszołomom” chodzi?
I tylko za to są ciągle atakowani, poniżani, ośmieszani – bo mają i głoszą swoje, odmienne poglądy na pewne publiczne kwestie. A jak już wyrażą jakiś sprzeciw, nawet w formie artystycznej, graficznej, to od razu „huzia na Józia” – hipokryci znów zabrali głos, do piekła z nimi, bo nie myślą tak samo jak My, choć żyją podobnie. Ich inne myślenie samo w sobie jest zbrodnią – „myślozbrodnią”.
Jakoś nikt nie bierze pod uwagę, że „zieloni” są też i tylko ludźmi, a nie bezcielesnymi „świętymi”. Częścią społeczeństwa, egzystują w pewnym systemie społecznym, ekonomicznym, politycznym i nawet jak się z nim nie utożsamiają, krytykują, nawołują do zmian, to i tak nie mogą przestać w nim żyć. Z globalnej cywilizacji nie ma gdzie uciec, tak samo, jak nie możemy opuścić statku, nawet gdy się nie zgadzamy z kapitanem co do kursu lub celu, do którego zmierza.
Siłą rzeczy, z braku alternatyw, są zmuszeni postępować w sposób, który im się nie podoba, czynić rzeczy, których nie akceptują, bo inaczej się po prostu nie da. Cierpieliby głód, zostaliby skrajnie spauperyzowani, bezdomni, bezrobotni, nikt by ich nie słuchał i się z nimi nie liczył. Niektórym właśnie o to chodzi, zagnać „ekologów” na peryferia cywilizacji, na drzewa, do jaskiń, slumsów, pod most – wtedy dopiero uzyskają moralne prawo głoszenia tego, co głoszą. Bzdura, logicznie fałszywa, ale wygodna!
Poza tym warto się wsłuchać w to, co rzeczywiście głoszą „ekolodzy”, osobiście o powrocie do średniowiecza, jaskiń itp. nigdy nie słyszałem, choć trochę znam to środowisko. Za to często od nich słyszę niewyszukany postulat zaniechania wycinki lasów naturalnych lub zbliżonych do naturalnych (jakimś cudem zdewastowanych mniej niż inne). „Ekolodzy” rzadko się wypowiadają na temat lasów, które z reguły wycięto już dawno temu, a teraz są tam plantacje drzewne eksploatowane gospodarczo, które zwyczajowo nazywa się lasem z braku lepszego określenia, chociaż ich wartość biologiczna jest marna, choć oczywiście znacznie lepiej, że są niż gdyby ich w ogóle nie było.
Zajadłym tropicielom „zielonej” hipokryzji wszystko jedno, czy chodzi o las, czy produkt lasopodobny, czy chodzi o rzekę, czy ściek, czy chodzi o rolnictwo zrównoważone, czy intensywne. Jeśli „ekolodzy” wspomną o ochronie czegokolwiek lub zmniejszeniu antropopresji, to odczytuje się to jako zakaz jakiejkolwiek aktywności gospodarczej wszędzie. Obowiązuje oryginalna „logika” dwuwartościowa – wszystko albo nic. Skoro lasy jeszcze istnieją, a „od zawsze” je rżnęliśmy, to znaczy, że rżnięcie lasów je chroni, a drwale są najlepszymi obrońcami przyrody. Skoro jest jeszcze na co polować, a strzelaliśmy „od zawsze” tzn., że myśliwi są najlepszymi miłośnikami zwierząt. Skoro rzeki jeszcze płyną, a od zarania spuszczaliśmy do nich ścieki, tzn. że dobrze im to robi. A skoro tak, to róbmy tak dalej, jak zawsze i jak zawsze coś fajnego zostanie do czego przyczepią się „zieloni”.
W Polsce w miarę skuteczne formy ochrony przyrody obejmują zaledwie ok. 1.5% powierzchni kraju, 1% parki narodowe plus 0,53% rezerwaty. W rzeczywistości, to zapewne mniej, bo sporo rezerwatów jest w parkach narodowych. Jak się uprzemy można jeszcze z pozostałych, innych form ochrony przyrody (parki krajobrazowe, użytki ekologiczne, lasy ochronne itp.) wycisnąć z 1% obszarów tych chronionych naprawdę, a nie tylko na papierze. Reasumując, ci okropni „zieloni” nawołują do wyłączenia spod niszczącego użytku gospodarczego – bo przecież nie spod użytku w ogóle, parki narodowe to też biznes dla lokalnych mieszkańców – może z 2% kraju, a do tego zalecają troskę i rozwagę przy eksploatacji pozostałych cennych przyrodniczo obszarów, stanowiących może z 10-15% powierzchni kraju.
Czy to naprawdę takie straszne? Czy chcą to wszystko zagarnąć dla siebie? Przeciwnie, chcą, żeby piękno tych miejsc cieszyło nie tylko nas, ale także nasze dzieci, a nawet wnuki. Na tym polega ta ich potworna hipokryzja, ponieważ dążąc do tego parszywego celu, używają komputera, drukarki, papieru, prądu, samochodu, a przy tym – o zgrozo! – kupują jedzenie dla siebie i swoich dzieci w supermarkecie, w tym nawet mięso! A to zaprzańcy, powinni żywić się wyłącznie korzonkami, ubierać w wyplatane z łyka i trawy maty i łapcie – wtedy dopiero mieliby moralne prawo krytykować gości z flintami rozbijających się po lasach SUV'ami.
A przecież ich nie wypada krytykować, bo tylko oni właściwie i z pasją „kochają” przyrodę, tym bardziej że budują ambony i dokarmiają sarenki w lesie, podczas gdy wredni „ekolodzy” chcą sarenki zagłodzić albo wydać na pożarcie wilkom i jeszcze głoszą, że tak trzeba, bo „natura wie lepiej”. Jaka natura, co ona może wiedzieć – nie ma mózgu ani duszy, bez człowieka to tylko jeden wielki bagnisty, pełen kleszczy i komarów, okrutny i krwawy bajzel (motyw z Darwina), przez który nawet nie można przejechać samochodem. Trzeba go podzielić na kwadraty, udrożnić, uporządkować, wyrównać, ustalić limity drewna do pozyskania, zwierzyny do odstrzału itp., wtedy dopiero nabierze wartości dla miłości.


A jacyś niedomyci, niedogoleni, długowłosi szaleńcy chcą zostawić we względnym spokoju 2% powierzchni kraju, odbiło im chyba, co oni mogą wiedzieć o przyrodzie – nie wycięli żadnego drzewa, nie zabili żadnego zwierzęcia! Osobiście, własnoręcznie żadnego, a tylko tak zadana śmierć się liczy, aby nabyć prawo do wypowiadania się na temat przyrody. Ale oni też mają żywicę i krew na rękach, bo przecież korzystając ze zdobyczy nowoczesności, zabili już setki, jeśli nie tysiące drzew i zwierząt cudzymi rękami – takich jak My – kochających przyrodę, krzepkich ludzi lasu. My – prawdziwi mężczyźni – wzięliśmy na owłosioną klatę to morze przelanej żywicy i krwi, ten moralny ciężar – niech Bóg nam wybaczy (jak zwykle po spowiedzi i kilku zdrowaśkach). Tylko My – ludzie lasu ubrani w uniformy khaki i kapelusiki z piórkiem – to potrafimy, nie to, co zniewieściali, gnuśni, tchórzliwi, jajogłowi „ekolodzy”, którzy tylko jęczeć i biadolić w internecie potrafią.

A nawet gdyby chcieli przejąć brzemię tego grzechu, to i tak im nie pozwolimy, bo wstęp do lasu (prawnie zawarowany) mamy tylko My – reszta hołoty okazjonalnie, tylko za naszym łaskawym przyzwoleniem. My czerpiemy z przyrody zyski, oni nie, więc wara im od niej, chyba że zostawią ekstra kasę. Na tym właśnie polega prawdziwa miłość do przyrody, „ekolodzy” hipokryci nie mają o niej pojęcia, a zatem prawa do pouczania kogokolwiek.
Po trzecie wreszcie, dlaczego tylko „zieloni” mają się wyrzekać cywilizacyjnych wygód, podczas gdy cała reszta zarzucająca im hipokryzję czerpie z nich przyjemności i pożytki pełnymi garściami. Na tym polega ten domniemany brak hipokryzji, że jedni sobie np. beztrosko rozjeżdżają las quadami, a jak ktoś im to wypomni, to jest hipokrytą, bo dojeżdża do pracy samochodem – rower się wybacza, choć nie zawsze. A czym ma dojeżdżać, skoro system publicznego transportu jest w agonii?
Facet, który wiezie właśnie do chałupy na pace pickupa upolowanego jelenia, będzie wypominał, że „ekolog” wcina parówki z marketu, więc nie ma prawa go krytykować. Czyż to nie żałosne? Sztuka amunicji wystrzelona w ramach treningu strzeleckiego lub na polowaniu, kosztuje zwykle więcej niż paczka najtańszych parówek. A rocznie przeciętny myśliwy zużywa jej tyle, że kupionych za te pieniądze parówek by nie przejadł, nawet razem ze swoim myśliwskim psem. Pojawia się kolejny „argument”, że jeleń to zdrowa żywność i etyczne zabijanie wolnego stworzenia, a parówka to trucizna i „obóz koncentracyjny” dla zwierząt. Częściowo to prawda, lecz „ekolodzy” nie zajmują się dobrem zwierząt mięsnych, ale zachowaniem przynajmniej fragmentów przyrody, która jest sobą, a nie koncesjonowaną hodowlą zwierzyny rzeźnej w lesie dla amatorów zdrowej kuchni i współczującego zabijania znienacka. Zresztą, gdyby wszyscy chcieli się tak zdrowo i etycznie odżywiać, to rychło zabrakłoby zwierząt w lesie i lasu samego też. Dlatego „ekolog” wcina parówki, są też tanie, zwykle tylko na takie żarcie go stać w odróżnieniu od prawdziwych smakoszy i miłośników lasu, którzy legalnie mogą do niego wjechać samochodem z napędem 4x4, zazwyczaj o wiele droższym niż wehikuły „ekologów”.

Przykłady można mnożyć, ale już widać, że nie trzeba większego intelektualnego trudu, aby zrozumieć, że zarzucanie hipokryzji „ekologom”, to zjawisko z gatunku – „przyganiał kocioł garnkowi”. Ludzie, którzy czerpią z przyrody znacznie więcej niż inni – niszcząc ją na rozmaite sposoby, pośrednio i bezpośrednio, wytykają rzekomą niekonsekwencję myśli i czynów, tym, którzy nawołują do opamiętania, zmiany cywilizacyjnego paradygmatu w imię ochrony resztek autonomicznej przyrody, w przypadku Polski chodzi o ledwie 2% powierzchni.
To nie „ekolodzy” włażą do lasu z piłą łańcuchową lub bronią, to nie „ekolodzy” robią sobie w nim rajdy terenowe, to nie „ekolodzy” budują tam cichcem dacze, kombinując z przepisami i łapówkami, to nie „ekolodzy” wylewają szamba do rzek i jezior, to nie „ekolodzy” grodzą drutem kolczastym brzegi itd.
Ale wystarczy, że kupią książkę, wsiądą do samochodu lub zjedzą parówkę, to z miejsca stają się największymi szkodnikami planety, którzy na dodatek nie mają prawa do wyrażenia własnego zdania.
I kto tu jest hipokrytą?

5 komentarzy:

  1. Właśnie, na blogu puszczańskim i tutaj też często wypowiada się jakiś anonimowy rzecz jasna autor ujawniający a to hipokryzję ekologów, a to manipulację, a to kłamstwa a przy tym jest strasznie oburzony i gdyby mógł nagrać dźwięk to byłoby to pewnie tupanie i plucie! W sumie to spełnia dobrą rolę pokazując bezmiar arogancji, kompleksów i własnie manipulacji ze strony części przeciwników "ekologów". Ale też powtarza pewne popularne stereotypy. Dlatego bardzo by warto opublikować ten artykuł także w innych mediach!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno tak dobrego wpisu nie czytałem. Wyraża w pełni to co czuję.

    Kloszard

    OdpowiedzUsuń
  3. "I kto tu jest hipokrytą?"

    Glupie pytanie. Naturanlie "oni".

    Czy ktos kiedys widzial hipokryte, ktory przyzna sie do tego ze jest hipokryta ?

    Darkowa mieszanina arogancji i poczucia wyzszosci moralnej z tytulu zasiadania na stanowisku ratownika tego padolu polaczona ze skamlaniem z powodu braku uznania
    i szerszej akceptacji jest faktycznie godna upowszechnienia.
    Tak trzymac i nie popuszczac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, racja, myśliwi strzelają do zwierząt powodowani poczuciem niższości, brakiem arogancji, chrześcijańską miłością i współczuciem, a potem jeszcze w ramach pokuty, żeby już całkiem się upodlić moralnie wieszają sobie trofea na ścianach :)))
      Znów kulą w płot trolliku - na polowaniu też masz taką celność?

      Usuń
  4. Tez bardzo ladny wpis obrazujacy stan substancji miedzy uszami typowego
    (chyba?) ekotalibanka.
    Czyli jak trwoga to wyzwac od trolla, obrzucic inwektywami w mysl zasady a "a u was
    njegrow bijut"......;))))) Mysliwy dobry na wszystko ?.
    Cale zlo tego tego padolu ucielesnione pod zielonym kapelusikiem z piorkiem ?.
    Wszystkiemu winni mysliwi, masoni, cyklisci i buce w zielonych ? Tudziez drwale,
    ktorymi Korbel straszy swoje stadko ?.
    Bo Zydow juz wyrznieto w imie chrzescijanskiej milosci blizniego swego ?
    .......:)))))))

    OdpowiedzUsuń