poniedziałek, 6 października 2014

Jesienne słońce

Ostatnimi dniami spacery w pobliskim lasku sprawiają mi nadzwyczajną przyjemność, ponieważ o tej porze roku zieleń przełamują kolory jesieni, przede wszystkim żółcienie i pomarańcze, za chwilę dołączą do nich czerwienie i brązy. Bardzo lubię tę porę roku, słońce jeszcze jest mocne i cudownie prześwietla kolorowe liście.
Już się miałem wybrać na dłuższą przechadzkę, żeby porobić trochę fotek tej estetycznej uczty dla oczu, którą co roku wydaje nam szczodrze i całkiem gratis natura. Ale zanim zdążyłem zrealizować ten zamiar, trafiła się lepsza okazja – spływ Sawicą. Rzeka ta ma ten walor, że płynie na południe i na jej brzegach podświetlonych słońcem liści nie zabraknie. Niestety fotki nie oddają w pełni uroku jesiennej Sawicy, a na dodatek na skutek defektu karty pamięci przepadły te najciekawsze.
Jeśli kogoś nie odstraszają zimne poranki, to jesień jest wspaniałym czasem na wyprawy i biwaczki. Turystów na szlakach już nie ma, grzybiarze przeczesują lasy raczej rankiem, potem tylko cisza i spokój, a do tego zachwycające światło i kolory.
Okazja do spływu pojawiła się dość niespodziewanie, dlatego wyruszyliśmy późno, po godzinie wiosłowania zapadł już zmrok i kolejne godziny, aż do znalezienia miejsca na nocleg przebyliśmy przy świetle półpełnego księżyca i we mgle, którą tworzą po zachodzie słońca ciepłe jeszcze wody, parujące intensywnie w zimnym powietrzu.







Bagnisty początek szlaku Sawicy (od j. Sędańsk) jawi się nocną porą niczym tajemnicze mokradła Okefenokee. Rzeka tętni nocnym życiem, dookoła raz po raz coś szeleści, pluska, podfruwa, skrzeczy, popiskuje. Omszałe kłody w nurcie przypominają olbrzymie aligatory – zwłaszcza gdy się na nie napłynie w ciemnej mgle . Oczywiście to tylko wyobraźnia karmiona filmami płata figle, emocje chłodzi rozsądek – przecież jesteśmy w Polsce, tu żadnych aligatorów nie ma. Za chwilę znienacka coś dużego rzuca się z głośnym pluskiem do wody, z drugiej strony, gdzieś bardzo blisko pada strzał (myśliwy, kłusownik?) – emocje znów biorą górę.
Dopływamy meandrując do jeziora Sasek Mały, znalezienie wypływu rzeki w ciemnościach, na płytkim, zarośniętym trzcinami jeziorze to nie lada wyzwanie, ale udało się, jeszcze tylko do pokonania kamieniste spiętrzenie pod mostem i wreszcie możemy szukać miejsca na kolację i nocleg.
Po chłodnej i mokrej od rosy nocy rzeka wita jaskrawym słońcem, po pokrzepiającym śniadanku ruszamy na południe. Szlak prowadzi prawie cały czas lasem i mimo ostrzeżeń o licznych zwałkach wcale nie jest trudny. Ktoś (pewnie okoliczne wypożyczalnie kajaków) dbają, żeby zwałki dało się przebyć bez większych problemów, większa gimnastyka z przepychaniem kanu pod świeżo zwalonym przez bobry pniem potrzebna była tylko raz. Poziom wody był dość niski, trzeba było uważać na mielizny, ale poza tym płynie się bez problemu poza jednym – czystość wody. Niestety były miejsca niezbyt ciekawie pachnące, a do tego sporo śmieci na brzegach i zwały butelek, puszek w nurcie. Sawica to bardzo urozmaicona, ładna rzeka, gdyby zadbać o czystość mogłaby śmiało konkurować z Krutynią.
Nieśpiesznie płyniemy, podziwiające jesienne widoczki, mijając kolejne mostki, wioski, pastwiska. Po drodze obiadek i sjesta na słonecznej skarpie, jest tak ciepło, że zdejmuję koszulkę, żeby się poopalać. Pamiętam jak rano musiałem zakładać polar, żeby nie dygotać z zimna – takie wahania temperatur to też jeden z uroków złotej polskiej jesieni. W końcu docieramy do Wielbarka, gdzie dowiadujemy się, że transport powrotny ma opóźnienie. Żeby nie czekać przy moście, w mieście to żadna atrakcja, płyniemy dalej Omulwią, do której wpada Sawica. Krajobraz zmienia się na łąkowo-polny, a razem z nim zapachy. Zdecydowanie na lepsze niż na ostatnim odcinku Sawicy, Omulwia jest większa i toczy znacznie czystsze wody, ładnie pachnie rzeką. Niestety musimy już kończyć, ale w planach kontynuacja. Może na wiosnę, może aż do Narwi?























2 komentarze:

  1. Fajna tak przemieszczać po rzece, świetna sprawa :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że fajna - polecam :)
      A ile zwierząt przy tym można spotkać, zwłaszcza ptaków. Jakoś od strony wody mniej się boją.

      Usuń