wtorek, 16 września 2014

Schyłek lata

Koniec lata ma w sobie wiele uroku, kończy się wakacyjno-urlopowy zgiełk, przyroda może odpocząć od hord turystów i zregenerować się, zanim zadepczą i zaśmiecą ją ponownie.
Bardzo przykro na to patrzeć, dlatego dziś oszczędzę czytelnikom smutnych widoków śmieci. Widziałem je tego lata wszędzie, nawet w najbardziej urokliwych zakątkach naszego pięknego kraju. Czasem trudno zrobić zdjęcie, tak żeby w kadrze nie znalazły się jakieś paskudztwa. Wiara w to, że da się wyedukować ludzi tak, aby nie śmiecili jest płonna. W parkach narodowych i rezerwatach widziałem tabliczki apelujące o nieśmiecenie i kosze na śmieci dosłownie co kilkadziesiąt metrów, i nic z tego, śmieci i tak lądują na ziemi. Zachowujemy się niczym małpy, tyle że nie wyrzucamy już skórek od banana lub łupin orzecha, lecz równie bezwiednie wywalamy za siebie nierozkładalne puszki, butelki, reklamówki o ile nie coś gorszego. Dlatego jedynym wyjściem z tej sytuacji jest produkcja opakowań z materiałów biodegradowalnych, najlepiej wielokrotnego użytku. Tak było za czasów naszych babć i dziadków. Do lat 70-tych w Polsce problem ze śmieciami w przyrodzie praktycznie nie istniał, ludzie jakoś się bez tego plastikowego chłamu obywali, turystyka kwitła, dało się żyć, bawić, podróżować.
Żadne inne rozwiązanie nie ma sensu, przynajmniej w Polsce, bo podobno w nielicznych krajach nie śmiecą – nie bardzo chce mi się w to wierzyć, ale niech będzie. Zdyscyplinowanymi Szwajcarami ani Szwedami jednak nie jesteśmy.
Patrząc na problem śmieci w nieco szerszym kontekście, sądzę, że w ogóle taka technologia jak tworzywa sztuczne nie powinna trafić w ręce przeciętnych ludzi. Ich produkcja i wykorzystanie w przemyśle powinno być surowo kontrolowane niczym materiały rozszczepialne (radioaktywne). Pożytki z masowego zastosowania plastikowych gadżetów i opakowań są znikome w porównaniu ze spustoszeniami jakie sieją w ekosystemach, głównie wodnych. Wszyscy za to zapłacimy, zapewne prędzej niż się spodziewamy.
Plastikowa planeta
Warto obejrzeć zanim skasują
Poza kwestiami ekologicznymi i zdrowotnymi jest jeszcze aspekt estetyczny – śmieci na łonie przyrody są po prostu ohydne, szpecą krajobraz i nie da się do nich przyzwyczaić i traktować jako naturalne artefakty. Próbowałem przestawić swoje postrzeganie wiele razy, nie potrafię, jakbym się nie starał, śmieci nadal wydają mi się szpetne i rażą w naturalnym otoczeniu. Może mam pecha i za wcześnie się urodziłem, ponieważ nowe pokolenia traktują stos flaszek po wódce, puszki, pety i pudełka po papierosach np. na plaży tak naturalnie, jak ja wodorosty, muszle i kamienie. Dlatego widząc to, cierpię a oni nie, bo są w swoim środowisku „naturalnym”? Podobnie refleksje mnie nachodzą, gdy widzę otoczenie ognisk w pobliskim lasku – warstwa potłuczonego szkła, butelki, puszki, folia, papiery, jakieś resztki jedzenia rozkładające się w foliowych torebkach, ale młodym to nie przeszkadza, bawią się przy tym syfie w najlepsze. Może to jest nowe „naturalne” środowisko człowieka, a ja ze swoją anachroniczną eko-estetyką jestem tu „obcy” i bez sensu zrzędzę?
Pola też odpoczywają...





Pusto i cicho...
Jesień za pasem...

1 komentarz:

  1. Plastik - fantastic. Jest taka subkultura. A śmieci po warszawiakach pozbierają dzieci ze szkół na "Sprzątaniu świata". W zabawie detektywistycznej pn. "Dowiadujemy się wszystkiego o przybyszach z kosmosu po tym co po sobie zostawili". Kiedyś prowadziłem takie zajęcia. Przykro było patrzeć jak dzieciaki ubierały rękawice ochronne i dostawały worki na śmieci. Najwięcej było puszek. Z obszaru jednej gminy dzieciaki uzbierały całego Forda Transita puszek po piwie. A tam nie było turystów nad jeziorami jak na Mazurach...

    OdpowiedzUsuń