poniedziałek, 2 czerwca 2014

Old Town Guide 160 – sprawozdanie z używania

O tym dlaczego kanu już pisałem, a dziś bliżej czym konkretnie pływam, czyli jak się sprawuje Old Town Guide 160.
Używam tego modelu już prawie rok, wiele jezior i kilka rzek zaliczyło, zatem już mogę pokusić się o mini recenzję. Nie mam wielkiego wodniackiego doświadczenia, ale na kilku różnych typach kanu pływałem, łącznie ze składanym i pneumatycznym. W porównaniu z innymi Guide 160 wyróżnia się potężną stabilnością i ogromną ładownością.
Przy czym jego wymiary i ciężar (jak na kanu polietylenowe) nie są jakieś kolosalne, ale spore jednak są, dlatego samodzielnego wkładania na dach samochodu do transportu lub solowych przenosek nie polecam. To jednak sprzęt zdecydowanie dwuosobowy, w porywach trzyosobowy (raczej bez bagażu). Gdy przewidujemy dłuższe przenoski na spływie warto dokupić solidny wózeczek, to kanu jest na tyle szerokie (100 cm), że pasuje na wózek do łódek wędkarskich – mam taki właśnie i zaliczyłem ze sporym bagażem nawet ponad kilometrowe przenoski.
Mnie osobiście ładowność tej łódki wręcz zachwyca, przy swoim ponad standardowym rozmiarze nareszcie mogę bezstresowo zabrać wszystko, co potrzeba (nawet z odrobiną luksusu) na tygodniowy spływ. W kajaku lub mniejszym kanu zawsze trzeba było się ograniczać, a i tak brzeg burty zawsze był niebezpiecznie blisko wody, byle przeszkoda, jakieś bystrze i trzeba było bardzo uważać, aby nie zaliczyć wywrotki – nie powiem, żeby sprzyjało to rekreacji, a w Guidzie 160 wreszcie mogę się odprężyć i na dodatek zabrać psa do towarzystwa.

Stabilność (stateczność poprzeczna) tego kanu jest niebywała, chociaż dno nie jest całkiem płaskie i dobrze, bo dzięki temu mamy większą ładowność do dyspozycji. Miałem już kilka podbramkowych sytuacji, kiedy solidnie załadowane sprzętem biwakowym i zapasami kanu mocno się chybnęło na jakieś ukrytej w nurcie przeszkodzie np. niewidoczny kamień, pal, konar, lodowy jęzor i nawet nabrało wody burtą, ale i tak udało się zapobiec wywrotce. W prawie każdym innym już byśmy leżeli i ratowali siebie i dobytek – wiem, bo już to ćwiczyłem :)

Stateczność Guide'a przydaje się też przy wysiadaniu, wsiadaniu i przemieszczaniu się po łodzi np. żeby coś wygrzebać z bagażu, a przede wszystkim przy robieniu zdjęć, zwłaszcza z różnych dziwnych pozycji.
Ze stabilnością Guide'a 160 związana jest też niezła dzielność, dobrze sobie radzi na większej fali i przy wietrze, pod warunkiem, że jest dociążony. Przy swoich sporych rozmiarach jest też dość niski, bez większych problemów mieści się pod mostkami, kładkami, pniami itp.
Stabilność i ładowność ma jednak swoją cenę, Guide 160 jest niezbyt szybki, z kajakami i smukłymi kanu wyraźnie przegrywa, ale mi to akurat nie przeszkadza, bo pływam dla przyjemności – im dłużnej na wodzie i w szuwarach tym lepiej. Nie jest to jednak jakiś straszny muł, spokojnie da się płynąć we dwójkę pod prąd np. na Drwęcy i to nie awaryjnie kilkadziesiąt metrów, ale całymi godzinami.
Guide 160 ma wzdłuż dna wgłębienie (od zewnątrz wypukłość), coś w rodzaju kila, dzięki czemu jest sztywniejsze podłużnie i ciut lepiej trzyma kierunek (nie myszkuje). Jest to pomoc dla początkujących wioślarzy, ale może przeszkadzać doświadczonym, zwłaszcza na bardziej rwących rzekach gdzie potrzebne są szybkie manewry. Na jeziorach ten pseudo kil to duża wygoda, zwłaszcza dla pojedynczego wioślarza, a na nizinnych, spokojnych rzekach nie przeszkadza, ja przynajmniej nie zauważyłem. Trochę przeszkadza na płytkich i kamienistych rzeczkach, bo utrudnia prześlizgiwanie się na płyciznach, a kil obdziera się o kamienie, ale tragedii nie ma. Na mokrych, oślizgłych pniach w poprzek nurtu ten pseudo kil paradoksalnie ułatwia prześlizgiwanie się.
To wzdłużne wgłębienie ma pewną nieoczekiwaną zaletę – chroni bagaże przed leżeniem w mokrym, ponieważ woda zbiera się w tym rowku i spływa na rufę skąd łatwo ją wybrać.
A teraz kilka słów o wadach (w kolejności wg ważności) Guide’a 160:
1. Cena – mogłaby być zdecydowanie niższa, ale to przede wszystkim skutek tego, że w ogóle kanu są w Polsce mało popularne, a co za tym idzie rynek jest niewielki, zatem ceny jednostkowe wysokie.
2. Siedzenia – wolałbym klasyczne siedzenia z listew i taśmowej plecionki, bez oparć, a nie śliskie, plastikowe i z oparciem, z którego nie daje się wylać wody, musiałem w tym celu nawiercić specjalne dziurki. W przyszłości zamierzam zamówić u stolarza klasyczne siedzenia.
3. Rozmieszczenie siedzeń – moim zdaniem zaprojektowane są zdecydowanie za blisko dziobu i rufy. Podejrzewam, że ma to ułatwiać wędkowanie (w okuciach dziobu i rufy są otwory do mocowania do wędek), ale na dłuższe spływy i do manewrowania nie jest to wygodne. Dlatego planuję przesunąć siedzenia bliżej środka o jakieś 15-20 cm.
4. Waga – jak na tak duży, warstwowy polietylen nie jest nadmierna, ale byłoby super, gdyby Guide 160 ważył z 10 kg mniej.
5. Szerokość – nie jest to właściwie wada, lecz niezbędny warunek stateczności i ładowności, ale gdy korzystamy z cudzego transportu , zwłaszcza kajakowych przyczep wypożyczalni, należy o tym pamiętać, bo metrowej szerokości Guide 160 może się nie zmieścić w typowe, wąskie, kajakowe przegródki.
Ogólnie dobrze mi się Guide'm 160 pływa, także w pojedynkę (nie zawsze da się zorganizować partnera), a nawet w trójkę. Jestem naprawdę zadowolony z zakupu i nie żałuję wyboru firmy Old Town, bo przyzwoita jakość wykonania rekompensuje egzystencjalny ból pustki w portfelu po zakupie :)
One też chcą popływać :)
Dlaczego wybrałem akurat Old Town Guide 160?
Zadecydował przypadek, jak to zazwyczaj bywa w życiu, on decyduje prawie o wszystkim, choć żyjemy tak, jakby prawie wszystko od nas zależało. To niezbędne do życia złudzenie, nie rozwiewajmy go zatem :)
Pojechałem kupić co innego, a przypadkiem trafiłem na ten model i kupiłem znacznie taniej, bo był po „przejściach” z tzw. sklepowej „wystawki”. Gdyby nie ten traf pływałbym chińskim kanu „no name”, akurat tylko na takie było mnie stać i takie zamierzałem kupić.
Frajda z pływania każdym kanu jest ogromna, reszta to szczegóły, mniej lub więcej wygody, detale konstrukcyjne i drobne różnice zachowania się na wodzie, ważne dla wyczynowców i pasjonatów łódek jako takich, lecz dla adeptów minibwp nie mają większego znaczenia. Kanu to jedynie wehikuł, a nie przyroda w którą nas poniesie.

2 komentarze:

  1. Dałoby się tym przewieźć mućkę na drugą stronę Biebrzy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorosła mućka waży 650-750 kg, więc raczej się nie da, chyba, że na dwa razy ;)

      Usuń