czwartek, 5 czerwca 2014

Czy minibwp ma coś wspólnego z polityką?

Oczywiście, że ma, choć na pierwszy rzut oka może  się to wydawać niedorzeczne. Co łażenie, siedzenie w chaszczach i szuwarach, kontemplowanie kwiatków, żab i robali, może mieć wspólnego z polityką? 
W dzisiejszych czasach niebywałego zagęszczenia ludzi na tej planecie i niesłychanej antropopresji praktycznie wszystko, co robimy ma polityczne znaczenie.
Słowo polis pojawiło się w starożytności, gdy całą Ziemię zamieszkiwało 50, może 100 mln ludzi, dziś zamieszkuje ją ok. 7 mld 200 mln. Gdy kształtowały się greckie polis – warowne miasta, cała reszta świata poza ich murami i stosunkowo wąskim pasem pól uprawnych wokół polis, była we władaniu przyrody. Istniał wyraźny podział świata na polis (miasto) i politykę – sprawy mieszkańców miasta oraz reszta zewnętrznego świata, czyli physis – Natura. Świata poza oswojonymi granicami polis tak się bano, że kara wygnania, była najsroższą karą, straszniejszą niż kara śmierci.
Dzisiaj masy ludzkie rozszerzyły granice polis, także dzięki technologiom transportowym i komunikacyjnym, na cały świat. Ludzie zamieszkują i podróżują prawie wszędzie, physis została na wszelkie sposoby poprzerastana przez rozmaite formy (pnącza) polis. Dlatego uważam, że obecnie wszystko ma znacznie polityczne, ponieważ skrawki świata nieobjęte zasięgiem polis są bardzo małe i nieliczne. Physis została praktycznie zakryta w naszej świadomości złudzeniami polis, ale bynajmniej nie unicestwiona (jak się niektórym wydaje). Gdyby tak się stało, już dawno byśmy wszyscy nie żyli, ponieważ polis i jego mieszkańcy utrzymują się (żywią się) zasobami planetarnej physis (biomasa i surowce) – nie dajmy się zwieść, że może być odwrotnie. Co zdają nam się wmawiać mass media.
W takim świecie każdy czyn, wybór, gest jednostki tworzącej wielomiliardowe ciało ludzkości ma znaczenie polityczne, ponieważ dotyczy wszechobecnego polis. Od naszych postępków zależy trwanie naszego i cudzego życia, jego jakość, zdrowie, trwanie piękna tego świata lub utrata tego piękna, a wreszcie coś, co jakoś (nikt do końca nie wie jak) zależy od tego wszystkiego, a co górnolotnie nazywamy szczęściem.
Ludzkie działania mogą być rozmaite, kształtuje je bez reszty kultura. Współcześnie dominuje kultura wiary w świeckie zbawienie przez gromadzenie rzeczy (dóbr materialnych) i wrażeń, zwana konsumpcjonizmem.
Sprzyja mu wszechwładna wiara w postęp i ideologia kapitalistyczna, która nakazuje maksymalizować zyski – nieważne jak byłyby iluzoryczne i abstrakcyjne. Świat zachodu, który wywodzi się z ideałów (i złudzeń) greckiego polis funkcjonuje w ten sposób kilkaset lat i wydaje mu się, że skoro, aż tak długo, to będzie trwał wiecznie.
Dziś wiemy, że na pewno nie. I nie jest to jakieś bredzenie zielonego oszołoma tylko nauka ścisła. Po prostu zmierzono to i policzono. Metabolizm konsumpcyjny ludzkość, mimo że tak licznej, da się zmierzyć i odnieść do dostępnych zasobów w skali całej planety. Co z tego wynika?
Właśnie to, że nasz sposób życia nie jest obojętny dla tego, jak wygląda świat. Gdy było nas na świecie ok. 70 mln (na dodatek bez zaawansowanej technologii mnożącej nasze moce) nasz wpływ na Ziemię był nikły (choć już wtedy lokalnie zauważalny) i każdy mógł bezkarnie robić co mu się żywnie podoba. I tak skutków tych działań prawie nie było widać. Dziś jest nas 100 razy więcej, a technologia mnoży nasza presję na świat pewnie ze 100 razy. Zatem dzisiejsze oddziaływanie na nas samych i środowisko jest kilka tysięcy razy większe niż w czasach początków polis. Na szczęście jeszcze nie wszyscy mieszkańcy Ziemi żyją jak my – mieszkańcy Zachodu, bo byłoby dużo gorzej.
Współczesny konsumpcyjny i marnotrawny model/styl życia, do którego aspiruje prawie cały świat, jest skazany na wymarcie niczym dinozaury. One, chociaż pożyły sobie po swojemu miliony lat, my żyjąc, tak jak teraz nie przetrwamy nawet pięciuset. Chyba że radykalnie zaniechamy rozmnażania albo się kulturowo odmienimy.
Dobrowolna depopulacja ludzkości jest mało prawdopodobna, kapitalizm i największe religie stoją na straży płodności, bo to oznacza rosnące zyski i rząd dusz. Cywilizacyjna zmiana stylu życia ludzkości na mniej energo- i zasobochłonny z podobnych powodów też jest mało prawdopodobna.
Dlatego praktycznie wszystko, co czynimy (lub czego zaniechamy) ma obecnie znaczenie dla funkcjonowania polis, tzn. jest polityczne. Wynika to z efektu skali (sumy, a może nawet iloczynu codziennych wyborów tych 7 mld istot ludzkich z okładem) i nie da się od tego uciec nawet w najbardziej eskapistyczne rojenia wirtualnej rzeczywistości – same komputery na jej kreowanie zużywają dziś znaczący procent globalnie wytwarzanej energii.
W tym kontekście minibwp jako wybór znośnego egzystencjalnie „nic nierobienia” na łonie przyrody ma oczywiście znaczenie polityczne. Gdyby więcej ludzi zapragnęło uprawiać minibwp i wyraziło tę wolę demokratycznie, obecny system musiałby runąć. Całe sektory konsumpcji i pracującego na jej rzecz przemysłu stałyby się zbędne, inne znacznie by się zmieniły, a sama przyroda nabrałaby ogromnej wartości samej w sobie, zamiast stanowić pozornie niewyczerpalny magazyn materiałów do przetworzenia w coś, co dopiero nabierze wartości, gdy zostanie „pobłogosławione” przez speców od reklamy i marketingu.
Krótko mówiąc, ludzki świat, czyli polis mocno by się dzięki masowemu minibwp zmienił, a i Natura odetchnęłaby z ulgą. Thoreau miał chyba rację pisząc:
„Jeśli człowiek codziennie spędza większość czasu, spacerując po lasach, albowiem je kocha, grozi mu niebezpieczeństwo, że uznają go za próżniaka, lecz jeśli cały dzień jako spekulant wycina te lasy i przedwcześnie ogołaca ziemię, uchodzi za pracowitego i przedsiębiorczego obywatela”.
Minibwp, to właśnie takie dobroczynne próżniactwo podszyte politycznym znaczeniem :)
Niestety dla większości wionie nudą, więc szanse na upowszechnienie takiej postawy wobec świata na razie nikłe. Na szczęście wyobrażenie nudy (lub jej braku) jest także kreowane kulturowo, dlatego jakaś drobna szansa na zmiany jest, a jak nie będą dobrowolne, to i tak zostaną wymuszone przez Naturę, a z nią nie ma dyskusji.

14 komentarzy:

  1. Tylko, że na szczęście 7 miliardów ludzi nie zacznie jutro spacerować po lesie, nawet miliard ani sto milionów :) I to nas ratuje - tych, którzy spacerują hedonistycznie. Właściwie to jest paradoks, że resztek physis bronią mieszkańcy polis, choć tylko promil z niej korzysta jako próżniacy :) JK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za mało lasów, żeby wszyscy mieli gdzie spacerować ;), ale gdyby naprawdę nabrali na to chęci, to polis mogłoby się zmienić w coś na kształt lasu, zamiast betonowo-asfaltowej pustyni. A tak nie jest, ponieważ już Sokrates (słynny mieszkaniec polis) powiedział, że jego drzewa nie interesują, lecz ludzie. Tym tropem poszła cała zachodnia cywilizacja.
      Popełnił spory błąd, ponieważ bez drzew (physis) polis nie może funkcjonować. Ale można mu wybaczyć złudzenia, gdyż w jego czasach nikomu się nie śniło, że garstka ludzi może aż tak wyeksploatować świat, że zacznie brakować drzew. Garstka faktycznie nie może, ale ponad 7 mld i owszem może, dlatego mamy to, co mamy. I nie ma w tym żadnego paradoksu, abyśmy się zmieścili na świecie, polis musiało się rozrosnąć na całą planetę.
      Wtedy dopiero okazało się, jak kruche są ekologiczne podstawy naszej egzystencji i niektórzy, co bardziej kumaci, mieszkańcy polis, zaczęli bronić dobrej kondycji physis. Jednym ze skuteczniejszych sposobów jest „próżniactwo” w stylu Thoreau – gorączkowa spekulacja lasem na agorze się nie sprawdziła, widać to dziś wyraźniej niż kiedykolwiek.

      Usuń
  2. Czy wobec tak pesymistycznych prognoz autor tego tekstu nie powinien wykazac wiecej
    konsekwencji ?. Wychodzac do lasu zabrac ze soba stryczek ?.
    Przeciez i tak czeka nas wszystkich zaglada.
    pozdr
    daka

    PS
    W razie potrzeby sluze adresem sklepu kolonialnego, gdzie oferowane sa aktualnie
    linki konopne po atrakcyjnych cenach. Naprawde.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale nie widzę związku logicznego i merytorycznego między moim wpisem, a sugerowaniem samobójstwa. Po co niby mi stryczek?
      Przeciwnie, jako propagator kontemplacji przyrody, czyli żywego piękna, samobójstwem bym sobie zaprzeczył, pozbawiając się szans na tę kontemplację i w ogóle na życie. Sam też jestem żywą przyrodą, więc się szanuję, a umrę, gdy przyjdzie czas i obejdzie się wtedy bez stryczka konopnego ze sklepu kolonialnego :)
      A prognozy są zwyczajnie, wręcz przaśnie realistyczne, nie widzę tu żadnego pesymizmu. Ludzki gatunek dochodzi do kresu wzrostu populacji i za chwilę się zdepopuluje, jak nie sam z siebie, to siłą ekologicznych uwarunkowań. Cywilizacja zachodu nie jest pierwszą, która tak skończy, ale raczej ostatnią, ponieważ objęła cały glob i już nie ma gdzie zaczynać od początku.
      Polecam lekturę książek Jareda Diamonda i Garretta Hardina, oni znacznie lepiej przedstawili te problemy, niż ja bym kiedykolwiek zdołał. Szkopuł w tym, że rządzący tym światem w ogóle tego nie zauważają, na dodatek oszukują społeczeństwa, że jest inaczej, a potem jak zwykle będą ronić krokodyle łzy nad stanem środowiska i miliardami trupów. I to jest właśnie kwestia polityczna!

      Usuń
  3. Alergia na pojecie "depopulacja". Brak konsekwencji u operujacych tym pojeciem.
    Czyz nie jest sprzecznym gloszenie popgladu o problemie przeludnienia , bedac sam
    czescia tego problemu ?. Jednym z nadliczbowych miliardow w stosunku do optymalnych
    70 - 100 milionow ?. No i ta bezczynnosc. Upominanie iz to sie zle skonczy, nie dajac
    sygnalu, ze problem mozna samemu rozwiazac. Przy pomocy wyrobu ze sklepu z
    artykulami kolonialnymi.

    Naturalnie, ze homo SS zle skonczy. To jest tak samo pewnym jak okolicznosc, ze
    jutro bedzie sobota. I co z tego ?. Ten padol ma to do siebie ze nic nie trwa wiecznie.
    O ile sobie dobrze z jednej z lektur przypominam to jako gatunek jestesmy zaprogramowani na maksymalnie 800 000 do miliona lat. Co bedzie potem ? Moze
    jakis homo SSS ?. Czy wyczerpiemy caly okres czasu, ktory stoi do naszej - jako
    homo ss - dyspozycji ?. Nie wiadomo. Moze wczesniej kompletnie zuzyjemy zasoby ?
    moze przyroda nasza kochana ale nieozywiona zatroszczy sie nasze wspolne zejscie ?
    (zmiany w atmosferze, wzrost/spadek temperatury, ktorego nasz organizm nie wytrzyma.)
    Moze jakas pandemia ?. Istnieje niesamowicie wiele opcji, nad ktorami mozna sie
    do konca wlasnego zywota , a nawet dluzej, zamartwiac.
    Interesujacym jest pewne zapotrzebowanie na konce. Najpierw moda na koniec z powodu
    konca swiata. Niedawno popularny byl koniec swiata z powodu katastrofy nuklearnej.
    Ostatnio trudno sie w tych koncach polapac. Koniec z powodu przeludnienia. Koniec z powodu globalnego ocieplenia. Koniec z powodu globalnego zlodowacenia. Koniec z
    powodu dziury ozonowej. Koniec z powodu braku ropy naftowej (mozna wyzej przeczytac).
    Koniec z powodu nieuczeszczania na nauke religii. Koniec z powodu konca.
    Ciekawe przyczyne ma ten kolektywny masochizm ?. Nie ?.
    Czy to nie jest tez jakas prawidlowosc ze spoleczenstwo sie tym koncem
    fascynuje i nad kazdym koncem uprawia seks ze samym soba z zapalem
    godnym lepszej sprawy ?.
    Czy przypadkiem jest taniec i psychoza wokol konca zrobil sie duzo intensywniejszy
    niz np. 100 lat temu ?

    A jak bedzie mial byc koniec ?. To bedzie koniec. Trudno.
    Koniec.

    pozdr
    daka

    PS
    Z kazdym koncem wiaze sie tez poczatek.
    To tak na marginesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka uwag wyjaśniających:
      1. W początkach formowania się greckich polis, ok. 1000 lat p.n.e., świat zamieszkiwało ok. 70 – 100 mln ludzi, nie twierdziłem, że to jakaś optymalna liczba.
      2. Alergie na słowa to problem alergików.
      3. Moja śmierć nie rozwiąże problemu przeludnienia, poza tym przeludnienie nie jest problemem, lecz skutkiem, następstwem pewnego intelektualnego złudzenia – o tym jest tekst.
      4. Nikogo też nie upominam, bo i po co, snuję co najwyżej refleksje.
      5. Końca świata nie będzie (nie ma lekko), będzie za to bolesny proces uwiądu cywilizacji w znanym nam kształcie, który najprawdopodobniej, w przedśmiertnych drgawkach systemu globalnej chciwości (kapitalizmu), spowoduje zniszczenie resztek tego pięknego świata przyrody, które jeszcze tu i ówdzie się jakimś cudem ostały.
      6. Jedynie tego piękna mi żal. Oczywiście, że się odbuduje za kilka milionów lat, ale już nie dla ludzi. A ja jestem kręgowcem, ssakiem, człowiekiem i podoba mi się obecny moment ewolucji. Gdybym nawet dożył tej przyszłej, to marne szanse, żeby mnie zachwyciła.
      7. Do końca mi bynajmniej nie śpieszno, zatem końcowe uwagi skierowane pod zły adres :)

      Usuń
  4. Jesli nie spieszno, to dlaczego dywagujemy nad tym koncem ?. Moze dyskusje przelozyc
    na koniec ?

    1. Sorry.... 100 milionowe optimum to domena Pana Korbela & glebokoekologicznej Co.
    Przypadkowa zbieznosc ?

    2. Otwarcie przyznaje sie do alergii na koncepcje depopulacji w wykonaniu Adolfa, Jozia, Arno & Co. Pocieszam sie ze na to cierpi sporo przedtawicieli homo SS.

    3. A ja glupi myslalem ze dzieci przynosi bocian. A tu patrzcie Panstwo - intelekt.
    Kto by pomyslal.

    4. No to reflektujmy.

    5. Uwiad ma miejsce kazdej jesieni. Pozytywne, ze nam jeden koniec odpadl. Swiata.
    Poza tym pragne zwrocic uwage na sprzecznosc - to w jaskini kapitalizmu czyli gnijacej
    cywilizacji zachodniej o ochronie przyrody mowi sie sporo i cos robi. W raju chinskim
    raju robotniczo - chlopskim, jakby mniej. O innych rajach zaprzeszlych nie wspominajac.
    Poza tym przyrody zniszczyc sie nie da. Naprawde. Prosze sprobowac.
    6. Co jest piekne, co jest calkiem piekne ?. Co jest mniej piekne, co jest brzydkie ?
    Co jest calkiem brzydkie ?
    Jak to piekno i brzydota zmieniaja sie w czasie i przestrzeni ?

    Kiedy w ogole Alpy na ten przyklad zrobily sie piekne ?

    7. Ale ja musze konczyc......

    Dzisiaj
    pozdr
    daka


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paraleli między upadkiem cywilizacji, a jesienią nie widzę. To najpiękniejsza pora roku, zwłaszcza w Polsce. Szczerze współczuję komuś, kto widzi w jesieni uwiąd. A co powiedziałyby na to jelenie na rykowisku – też cierpią na uwiąd? ;)

      Usuń
  5. Poczatek

    Psze Pana darka - w przeszlosci uwiedla cala masa cywilizacji i kazdorazowo przychodzila
    nowa. Tak jak jesienia z liscmi na drzewie czy pokrzywami w ogrodzie. Dlaczego teraz ma byc inaczej ? Widzi Pan jakas szczegolna okolicznosc ?

    Rykowisko konczy sie tez jesienia. Po rykowisku jeleniom to i owo zdaje sie uwiednie.
    Rogi chyba nie.

    Notabene rowniez "uwiad" jesli nieladnie tak nazwiemy przemijanie ma swoja estetyke -
    nie podobaja sie Panu rozpadajace sie drzewa ? Murszejace za zycia objekty ?
    pozdr
    daka

    PS
    ma Pan cos do powiedzenia na temat sprzecznosci miedzy:

    "bolesnym procesem uwiądu cywilizacji w znanym nam kształcie, który najprawdopodobniej, w przedśmiertnych drgawkach systemu globalnej chciwości (kapitalizmu), spowoduje zniszczenie resztek tego pięknego świata przyrody, które jeszcze tu i ówdzie się jakimś cudem ostały."

    A faktem, ze przyrodnicy w tym uwiądzie zyja jak paczki w masle, drgawek po nich nie widac i ogolnie maja sie dobrze. Chyba ? - przypuszczam.

    Czy tez powyzsze jest napisae ot, tak sobie lub jest dogmatem tak jak niepokalne poczecie Maryjikrolowejpolskizawszedziewicy ?

    Jesli to drugie, to jak najbardziej ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sugerowanie, że przyrodnicy żyją jak pączki w maśle, to jakieś brednie, proponuję zajrzeć na wyższe uczelnie lub do innych placówek naukowych. A jeśli chodziło o tzw. ekologów, to proszę przeczytać Zabić zielonych!, a potem chwilę się zastanowić przed kolejnymi dywagacjami.
      W miejsce „chyba” i „przypuszczeń” proszę się zapoznać z czymś konkretnym np. kolejnymi raportami Meadowsów z serii Granice wzrostu.
      Amen :)

      Usuń
  6. No wienc bez przesadyzmu. To jest w pelni zrozumialym, ze przyrodnicy chcieliby miec wiecej. Do tego nie potrzeba zagladac na uczelnie i placowki badawcze. Ja np. nie uwazam sie ani za pszyrodnika ani ekologa ale tez chcialbym miec wiecej.
    Czyli wyglada na to ze mam przynajmniej zadatki na dobrego ekologa.
    Nie sadzi Pan, Panie Darku ?

    Wydaje mi sie tez, ze ucieka Pan od od okreslonych tematow. Ja o sprzecznosciach,
    a Pan .....A W KOSTARYCE TO NJEGROW BIJUT !!!!!!! Znaczy ekologow.
    Na pewno. I nie tylko tych.

    A Panski apostol prawiacy kazanie pt. "Zabic zielonych !" zarabia rocznie 12 milonow
    dolarow z 30 osobowym personelem. Znam ludzi, ktorzy ryzykuja wiecej za mniej.

    Wie Pan, z tym apostolem, ktory jeden ze statkow nazwal imieniem znanej
    rasistki i dzialaczki ultraprawicowej organanizacji byla ciekawa historia. Ktos bardzo wredny policzyl kiedys, ze W. Zbiera wiecej kasy (w tym zgnilym kapitalizmie) niz
    warte sa odlawiane wieloryby. Grupa naukowcow zlozyla propozycje zeby zamiast
    bic sie z wielorybnikami ich ochroncy ich po prostu kupili - zaplacili ze zebranych skladek
    zalogi, odpalili zysk armatorom i wszyscy byliby szczesliwi. Wlacznie z wielorybami Nieprawdaz ? Logiczne. Racjonalne.

    Co Pan sam sadzi na temat tego pomyslu ?. I jak Pan mysli.......jak zareagowal Pan W.
    i jego ratownicy wielorybow ?


    "zapoznać z czymś konkretnym np. kolejnymi raportami Meadowsów z serii Granice wzrostu."

    Sorry Panie Darku....ale to mnie absolutnie nie rusza. To jest mlodych ekologistow i
    Pan w wieku wdziecznym....Ja z tego wyroslem. Jak jest problem to wypada sie
    zastanowic nad jego rozwiazaniem a nie egzaltowac nad kolejnym koncem.

    A wiec - jak to z ta sprzecznoscia - przyrodniczym dobrostanem i zgnilym kapitalizmen
    oraz kupnem wielorybow przez Pana W.

    Ma Pan cos od siebie do dodania czy tyle co inni ?
    pozdr
    daka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak..., widać wyraźnie, że czytanie, zwłaszcza ze zrozumieniem, absolutnie nie rusza...
      Skutki - pomieszanie z poplątaniem - jak wyżej.
      Faktycznie, nie mam nic więcej do dodania :)

      Usuń
  7. Dlaczego Watson ma płacić wielorybnikom, żeby nie zabijali wielorybów?
    Wielorybnicy powinni płacić ludzkości za zgodę i możliwość zabijania wielorybów – to jest „logiczne i racjonalne”! Ludzi, którzy domagają się pieniędzy za zaniechanie zabijania, nazywa się chyba terrorystami?
    Terroryzm dla Daki jest logiczny i racjonalny? Być może, wszystko zależy od charakteru, ale na pewno jest głęboko niemoralny. Ale to akurat Dace najmniej przeszkadza, sądząc po ogólnej treści jego chaotycznych i bredziarskich komentarzy. Dziwię się autorowi bloga, że w ogóle chce mu się na nie odpowiadać.

    OdpowiedzUsuń
  8. jesli rzeczywiscie chodzi o zaprzestanie zabijanie wielorybow i to jest CELEM, to jaki problem
    w uzyciu srodkow finansowych ZAMIAST " akcji terrorystycznych" ?.
    Tym bardziej ze te srodki stoja do dyspozycji ......
    Dlaczego uzywa sie ich do sfinansowania "akcji" zamiast "wykupienia" zycia paru istot,
    o ktore tutaj chodzi ?
    Czy te akcje sluza bardziej "terrorystom", czy wielorybom ?......

    pomyslec czasami nie zaszkodzi, jesli mozg nie jest do konca przezarty fanatyzmem....
    pozdr
    daka

    OdpowiedzUsuń