czwartek, 29 maja 2014

Razem czy osobno

 Mnóstwo ludzi rusza w plener, sprzyja temu ciepła wiosna i ładna pogoda, na spacerach z psem co chwila kogoś mijam. Myślę sobie – przyjemniej byłoby wyruszać na minibwp w towarzystwie, zwłaszcza na dłuższe wyprawy, milej, bezpieczniej i w ogóle jakoś tak raźniej. Niestety nie jest to takie proste, ponieważ większością grup, które udają się na łono przyrody, kierują zgoła inne motywacje niż moje.
Najczęściej takie „przyrodnicze” grupy łączą się stosownie do środka lokomocji: per pedes (marsze, bieganie, narty), rower, crossowy motocykl, quad, samochód terenowy, kajak, kanu, żaglówka, skuter wodny, motorówka itd. Zdumiewające, że typ wehikułu staje się ważniejszy od celu, do którego się zmierza. Może to i dziwne, ale właściwie nie powinienem się temu dziwić, obserwując na co dzień np. manię motoryzacyjną, na którą choruje wielu facetów (niektórzy ciężko).
Znacznie rzadziej ludzie w przyrodzie łączą się stosownie do pewnych celów/motywacji. Wtedy wychodzi z tego: turystyka (zaliczanie miejsc, tras, szlaków od-do), sport (im bardziej męcząco tym lepiej – nie ważne co robimy i gdzie), polowanie i zbieractwo (nie ma łupu, nie ma sensu wychodzić z domu).
Kiedyś też dawałem się na to wszystko nabierać i dołączałem do różnych tak czy owak „zmotywowanych” towarzystw. Sądziłem naiwnie, że jednak nie chodzi o to jakim wehikułem i w jakim konkretnym celu udajemy się w przyrodę – przecież to jedynie preteksty żeby sobie w niej pobyć. Okazało się, że jednak nie do końca tak jest, a to, co brałem za sztafaż, wcale nim nie było, a jeżeli nawet na początku było, to rychło zamieniało się w coś dominującego. Niełatwo tę różnicę celu/motywacji wychwycić, jest bardzo subtelna, mi zajęło to wiele lat.
Dzisiaj dziwię się sobie, że od razu nie zdumiało mnie, jak to jest możliwe, że jednostki, które zazwyczaj mnóstwo dzieli (np. poglądy polityczne, religijne, wykształcenie i gusta) łączą się w stowarzyszenia tylko dlatego, że np. jeżdżą rowerem górskim, pływają kanu, kajakiem lub żaglówką, pokonują wertepy terenówką albo motocyklem, czy quadem. A tak się przecież dzieje – może dlatego, że człowiek to jednak zwierzę stadne i łączy się w grupy pod byle pretekstem? A skoro tak jest i nic się nie da na to poradzić, to chciałbym łączyć się w stada jednak staranniej dobierając preteksty.
Wobec tego na pierwszym planie postawiłem jednak minibwp, a resztę motywacji staram się minimalizować. Mało kto potrafi idee minibwp zrozumieć, a jeszcze mniej osób uszanować, dlatego z czasem oddzieliłem się od stada (a raczej różnych stad). Trudno, w kupie raźniej, ale nie w każdej i nie za wszelką cenę.
Mam nadzieję, choćby z lektury komentarzy pod moim wpisem na blogu Droga do prostego życia, że ludzi podobnych mnie jest coraz więcej i będą coraz śmielej uświadamiać sobie swoją odrębność. Aż wreszcie zaczną tworzyć grupy*, dla których przyroda będzie celem samym w sobie, a nie malowniczym i atrakcyjnym, ale jednak tylko tłem (scenografią) dla takich czy innych plenerowych aktywności, często o destrukcyjnym ekologicznie charakterze, często organizowanych pod przykrywką ochrony przyrody.
Może w końcu, żeby sobie towarzysko pobyć w przyrodzie, nie trzeba będzie udawać przed kimkolwiek, łącznie z sobą, że się to robi po coś innego niż minibwp. Inaczej niż obecnie, właśnie to coś innego (cel, wehikuł, lans) stanie się czymś pobocznym, czymś przy okazji...
*Oczywiście służę pośrednictwem w nawiązywaniu kontaktów, wystarczy dać znać w komentarzu.

2 komentarze:

  1. Przecież to Ona nas wszystkich łączy. To od Niej pochodzimy, Ona nas żywi, Ona zadziwiająca i piękna. Ona - Natura. Cóż wobec Niej znaczy taki quad, motorówka, jacht. Ona jest potężna i zadziwiająca i wszyscy do Niej należymy nawet, gdy usilnie chcemy o tym nie pamiętać, jesteśmy jej cząstką. :))
    Greenway

    OdpowiedzUsuń
  2. Natura nie ma z tym problemu, ale ja jeszcze tak :)
    Np. ryk quada nieopodal w lesie potrafi mi zepsuć nastój na dłuższy czas, nie wspominając o ohydnym zapachu spalin... :(

    OdpowiedzUsuń