sobota, 22 lutego 2014

Pocztówki z krainy mrozu

Za oknem już prawie wiosna, dobry czas, aby powrócić do zimowych wspomnień. W największe styczniowe mrozy udało mi się oderwać od codzienności i wyskoczyć na łono zimowej natury.
Natura, jak zwykle okazała się estetycznie najciekawsza na styku wody i lądu – czyli tam gdzie najbardziej lubię buszować. Tym razem zamiast kanu bardziej przydałyby się łyżwy, ale akurat nie było pod ręką, to poślizgałem się na butach, co przywołało nostalgiczne wspomnienia dzieciństwa i różnych zimowych wypraw na stawy, glinianki i jeziorka.
Mróz był tęgi, lód na jeziorze aż „śpiewał”, te niesamowite dźwięki przypominały podwodne nawoływania wielorybów, a przynajmniej tak mi podpowiadała wyobraźnia. Pogoda dopisywała, na trochę wyszło nawet słońce, wydobywając z płatków śniegu na lodowej tafli iście brylantowe blaski, niestety nie udało się ich uchwycić na fotkach, wierzcie mi, były tam, tęczowe – przepiękne.
Jednak estetycznym ukoronowaniem wyprawy było natrafienie w zachodniej części jeziora na cudowne lodowe kwiaty wyrzeźbione oddechem Dziadka Mroza. Zachwytom nie było końca.
Lodowaty wiatr szybko wysysał ciepło spod kurtki, żałowałem, że ubrałem się tak lekko i nie wziąłem plecaka, który dogrzewałby plecy, że o termosiku z gorącą herbatą nie wspomnę.
Ale i tak było przepięknie, wspaniałe widoki warte były nawet odmrożenia nosa, do czego na szczęście nie doszło :)




































PS
I nie byłem na Mazurach czy w innych turystycznych cud-krainach, zwykłe, niewielkie jezioro po kopalni żwiru może dostarczyć niezapomnianych wrażeń, piękna nie musimy szukać nie wiadomo gdzie, wystarczy się uważnie rozejrzeć po najbliższej okolicy.

4 komentarze:

  1. No kolego, relacja bardzo ciekawa. Zdjęcia, intrygujące, szczególnie te lodowe kwiatostany i postać leżąca na jeziornej tafli :) Gratuluję. Aż zazdroszczę ci tych przeżyć... Nigdy nie widziałem takiego zjawiska.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tego pierza można by zrobić poduszkę albo śpiwór. Nigdy nie widziałem czegoś takiego
    i myślałem że moja leśna wata cukrowa jest niepowtarzalna

    OdpowiedzUsuń
  3. W przybrzeżnych zaroślach, w pobliżu miejsca tworzenia się tych pierzastych tworów było żelaziste żródełko, nie zamarznięte, mimo mrozu poniżej -15stC. Może ono właśnie delikatnie nawilżało oddech dziadka mroza, by mógł te cuda rzeźbić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, nie widziałem jeszcze czegoś takiego na lodzie i w ogóle chyba nie słyszałem o tym wcześniej albo nie pamiętam, niesamowite jak to powstało :) Super fotki :)

    OdpowiedzUsuń