niedziela, 2 lutego 2014

Mój pierwszy kamuflaż

Teoretycznie moje pierwsze ubranko w kamo, to jakieś peerelowskie tzw. moro, a wcześniej nawet jakaś torba od maski gazowej w tzw. deszczyk.

Nie uznaję jednak deszczyku i moro za prawdziwy wzór kamuflażu, moim zdaniem był to raczej sposób ówczesnych władz na to, aby w miarę prosto i tanio szary materiał drelichowy dostosować do potrzeb odzieżowych różnych służb mundurowych.


Żołnierze mieli nadruk zielonkawego wzorku moro, marynarka, lotnicy, straż pożarna czarnego, milicja niebieskiego itp. Może dla tych ostatnich służb miało to jakiś sens, ale żołnierzy w polu, zwłaszcza sprane moro, nie maskowało prawie wcale, mniej więcej tak jak dzisiaj amerykańskie UDP. Może na terenie cementowni lub żwirowni daje radę, ale raczej nigdzie indziej :)
Dlatego za swoje pierwsze prawdziwe kamo uważam kurtkę we wzorek leoparda (geparda?), którą kiedyś udało mi się okazyjnie kupić.

Krój i wygląd (poza samym kamo, oczywiście) miała fatalny, jak jakaś przerośnięta marynara myśliwego.
Coś w tym stylu, ale moja była jeszcze brzydsza :)
Kupiłem ją z resztą jako myśliwskie wdziano, dla poprawy samopoczucia szybko wszyłem kurtce zamek, bo była zapinana tylko na paskudne guziki i trochę przerobiłem, aby przypominała coś innego. Jakże wtedy zazdrościłem kumplowi, który miał kurtkę z tego samego materiału, ale normalną, turystyczną z kapturem, zapinaną na długi zamek błyskawiczny.
Ale były to czasy, kiedy to na bezrybiu i rak był rybą, dlatego cieszyłem się swoją kurtką w lamparci wzorek niczym ósmym cudem świata. Swoją drogą wzorek był taki sobie, bardzo powtarzalny (mały raport) i na szarym tle (takim samym jak w moro).
Mimo to w jesiennym lesie wydawało nam się, że jesteśmy prawie niewidzialni, w porównaniu z typowym jasnym moro może i tak było, ale w porównaniu z dzisiejszymi kamuflażami niekoniecznie :)
Takie były moje początki fascynacji wzorkami kamuflaży, które "od zawsze" dobrze mi się komponowały z minibwp...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz