czwartek, 7 listopada 2013

Śpiwór modułowy (modularny) „zrób to sam”

Jeśli mamy chęć uprawiać minibwp z biwakowaniem cały rok, niezależnie (no prawie) od temperatury za oknem, przydałby się całoroczny śpiwór. Lekki i przewiewny w lecie, w miarę wigocioodporny jesienią i ciepły w zimie. Można mieć trzy śpiwory na różne pory roku albo skorzystać z doświadczeń amerykańskiej armii, która opracowała model całorocznego śpiwora, który nazwano szumnie MSS (Modular Sleeping System). Nie jest to jakiś oryginalny wynalazek, podobne śpiwory są w użytku od lat, choć może nie tak znane, a jest to po prostu zastosowanie do śpiwora starego jak świat sposobu ubierania się „na cebulkę”.
Na śpiwór modułowy (modularny) składa się: mniejszy śpiwór letni, większy i cieplejszy jesienny, a na wierzch wiatro- i wodoodporny, a przy tym „oddychający” pokrowiec goreteksowy.

Całość, mimo ściśnięcia workiem kompresyjnym (w zestawie), jest dość sporawa objętościowo (taka mała beczka) i waży dobrze ponad 4 kg. To cena uniwersalności, ale nie ma czym się przejmować, trzy śpiwory nie byłyby lżejsze, ani mniejsze, a śpiwór modularny jest od nich wszystkich jednak trochę lżejszy i bardziej elastyczny tzn. zabieramy na biwak jedynie potrzebne moduły, rzadko, tylko w największe mrozy całość. W specyfikacji amerykańskiego śpiwora można przeczytać, że da się w nim spać w temperaturze -33, a z pokrowcem nawet w niższej. Nie chce mi się w to wierzyć, bo to jednak śpiwór z wypełnieniem syntetycznym, do właściwości izolacyjnych wypełnień puchowych jeszcze mu daleko, ale do -15 może -20 stopni MSS rodem z USA powinien dać radę. Spanie w plenerze, to w ogóle temat sam w sobie:
Kontraktowy śpiwór MSS podoba mi się, jest użytkowo elastyczny, obszerny i solidny, jak na wojskowe wyposażenie przystało. Ma jednak zasadniczą wadę – jest bardzo drogi, ceny z demobilu, zależnie od stanu (z tym bywa bardzo różnie), sięgają 600 zł, nowy nawet 800 zł, a samodzielne składanie z pojedynczych oryginalnych elementów (pojawiają się na internetowych aukcjach) wychodzi jeszcze drożej. Podróbki różnych paramilitarnych firm (Mil-Tec, MFH) są niewiele tańsze, a jakość wątpliwa i rozmiary jakieś mniejsze – nie warto ryzykować chłodu i ciasnoty. Cóż robić?
Otóż, można pokusić się o samodzielne skompletowanie zestawu podobnego do MSS. Jakość będzie zbliżona, zakup na raty, przy tym cena zdecydowanie niższa, mnie to kosztowało w sumie ok. 300 zł. Swój zestaw modularny kompletowałem ze dwa lata, po prostu trafiając na okazje z demobilu i w sklepie sportowym. Składa się nań:
1. Letni śpiwór wojskowy z demobilu holenderskiej armii, stan jak nowy.


 Zaletą jest „wbudowana”  moskitiera – rzadko spotykany „patent” w śpiworach, a szkoda.
2. Duży i ciepły śpiwór turystyczny, z tych najtańszych - nowy.
Boczny zamek mógłby być solidniejszy, ale tragedii nie ma.
Wewnętrzny kołnierz ze ściągaczem i ściągacz w kapturze mogą się
przydać na mroźniejsze noce.
 3. Tzw. bivi bag, czyli coś między gorteksowym pokrowcem na śpiwór, a mini namiotem po polsku zwanym norką - stan magazynowy, czyli b. dobry.


Kupowałem go jako pokrowiec, a w domu okazało się, że to coś więcej i po dorobieniu pałąka, dodaniu odciągów i szpilek (nie było w komplecie) może robić za ten mini namiocik/norkę, ale nie musi.
Dobierając poszczególne elementy naszego „zrób to sam”, należy zwrócić uwagę, na to aby różniły się rozmiarami na tyle, aby swobodnie mieściły się jeden w drugim, podobnie jak rosyjskie laleczki typu „Matrioszka”.
Wymaga to trochę zachodu i kupowania z centymetrem krawieckim w ręku lub uważnie czytając i weryfikując opisy producentów. Warto się wysilić i jednak to sprawdzić, najlepiej prosząc sprzedawcę o zmierzenie danego śpiwora w rzeczywistości, bo wymiary z opisu w internecie bywają bardzo często odległe od stanu faktycznego, nawet do 20 cm.
Kuszącą alternatywą dla MSS jest kupno polskiego śpiwora wojskowego wzór 729/MON, a do środka jakiegoś mniejszego i lżejszego „cywilnego”.


Można i tak, całość wychodzi nawet trochę taniej, ale nie polecam, choć sam rozważałem takie rozwiązanie. Z kilku względów:
  1. Kłopot z dobraniem rozmiaru – śpiwór jest produkowany na potrzeby polskiej armii od lat przez różne firmy, na zdjęciach w internecie te śpiwory niby wyglądają tak samo, ale wymiary, waga i właściwości w rzeczywistości bywają różne.
  2. Pokrycie tego śpiwora jest podobno wiatro- i wodoodporne, ale na pewno nie ma tak dobrych właściwości, jak grubsze tkaniny z oddychającą membraną (Gore-Tex itp.). Nie da się go też zdjąć i wyprać osobno jak się zabłoci itp. Musimy prać, czyścić (moczyć i suszyć) cały śpiwór.
  3. W takim, tylko dwuczęściowym, zestawie tracimy też walor elastyczności, jaki dają kombinacje dwóch różnych śpiworów i pokrowca. Śpiwór wz. 729/MON na lato się słabo nadaje, jest nieprzewiewny i bardzo ciepły, raczej jesienno-zimowy. A sam śpiwór letni (ten „cywilny” dokupiony) nie będzie miał osłony (przeciwwiatrowej i od wilgoci), która w naszych kapryśnych warunkach klimatycznych często się przydaje, nawet w środku lata.
  4. Brak moskitier – znając wigor naszych komarów, mogą się przydać :) 
  5. W sumie wyjdzie taki sobie zestaw – jednak trzy osobne warstwy dadzą nam większą swobodę doboru właściwości śpiwora do okoliczności przyrody.
Można też taki modułowy zestaw skompletować ze śpiworów i pokrowca dla zaawansowanych turystów, chodzi o tzw. wyposażenie wyprawowe z nowoczesnych, lekkich materiałów. Ale chyba na zwykłe minibwp nie warto, bo ceny zawrotne, od 1000 zł wzwyż, a trwałość taka sobie, kolory też zazwyczaj jakieś bardzo jaskrawe (ratunkowe), na „dyskretne” wypady w plener średnio pasują.
Jak internetowa wieść niesie, na wyposażenie polskiego wojska wchodzi od niedawna śpiwór modularny wzór 729a/MON, ale na razie jeszcze nie do kupienia i nie wiadomo, jak się będzie sprawował, może będzie tańszy i nie gorszy od amerykańskiego? Wtedy będziemy mieli alternatywę dla podróbek lub kombinowania samemu.
Tymczasem miłej zabawy w kompletowanie „modułów” i udanych łowów na „okazje”, dobry śpiwór to podstawa, warto się potrudzić. Mi ostatecznie tak to wyszło.
Moduły ładnie pasują jeden w drugi, pod bivi jest nawet sporo luzu. Być może doszyję jeszcze tu i ówdzie tasiemki żeby połączyć elementy,  tak aby się nie przesuwały względem siebie podczas spania.
 
Zamek środkowego śpiwora jest prawy, pozostałe są lewe. Zobaczymy, czy to dobrze czy źle, powinno być szczelniej, ale z szybkim wychodzeniem będzie gorzej. Na szczęście alarm bojowy mi nie grozi :)
Zasunięta góra ze mną w środku.
Zimą tak się jednak nie śpi, chuchanie do środka na mrozie jest bardzo niewskazane. Śpi się z twarzą na wierzchu, ale za to w czapce.
Dół.
Fotka bez lampy błyskowej, aby było widać naturalne kolory.
Dopisek (08.11.2013)
Dzięki uprzejmości znajomego sprzedawcy ze sklepu z demobilem mogłem sprawdzić jeszcze jeden wariant. Zamiast przedstawionej norki a la namiocik, prostszy i tańszy membranowy pokrowiec na śpiwór z holenderskiego demobilu. Kosztuje o połowę mniej od bivy baga z MSS US Army, brytyjskiego lub kompletnej norki DPM.
Bez kamuflażu, proste rozcięcie na środku (można wszyć zamek), szeroka patka na rzepy. Jest na tyle długi i obszerny, że zimowy śpiwór (opisany powyżej) swobodnie wchodzi, nie chciało mi się już robić fotek, ale wierzcie, pasuje jak ulał.
A tu zabawna recenzja tego pokrowca: Modified Dutch Bivi Bag
Uzupełnienie (16.02.2015)

10 komentarzy:

  1. Cześć
    Fajny pomysł z tym śpiworem modułowym w wersji zrób to sam.
    Ale co do wersji wojskowej.
    Można w nim spać nawet do -55*C z tym,że tylko prze 4 godziny.
    Natomiast temperatury rzędu -30/40 nie robią większego wrażenia na tym zestawie. Fakt,że niema on wypełnienia z puchu jest podyktowany właściwościami tego,że materiału. Po prostu puch kiedy zawilgotnieje przestaje grzać gdy namoknie. A z wypełnieniem syntetycznym niema takiego problemu.
    A w przypadku modułu US ARMY główna izolacje daje powietrze +wypełnienie syntetyczne. No i czego nie wytrzyma żołnierz jak mu każą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zestawie pewnie nie robią wrażenia, ale na człowieku w środku już mogą ;)
      Czekam na solidne mrozy i zrobię testy terenowe "samoróbki", relacja oczywiście pojawi się na blogu.

      Usuń
  2. Ja w swoim pierwszym śpiworze miałem Qualofil DuPonta czyli jeden z najlepszych syntetyków na świecie. Gdy byłem najedzony, wypoczęty i nieprzewiany to spało mi się dobrze w temperaturze -14 stopni. Teraz mam puchowy Eksplo Alpy z komfortem do -15 i eksptremum -23 stopni. Kupiłem wtedy do niego wkładkę Coocoon. Wiadomo, prać śpiwor w pralce to ostateczność. Wkładka z Coolmaxu dodaje +4/+7 stopni do samego śpiwora. Przyznać muszę że zamykanie dwóch zamków, dwóch kapturów i jeszcze dwóch ściągaczy kołnierza przyprawiło mnie kiedyś o taki wysiłek że o mało się nie ugotowałem a na zewnątrz była zima.
    Każdy śpiwór ma zamek i 2 ściągacze. 3 śpiwory na cebulkę to to 3 zamki i 6 ściągaczy. A gdy już się pozapinasz i trochę odsapniesz to z nadmiaru ruchu zechce ci się... i wtedy zaczyna się szukanie zamków, klamerek, odciągów. Byleby tylko zdążyć zanim będzie za późno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, zapinanie wszystkiego bywa męczące, podczas testów w domu też się spociłem mimo otwartego na oścież balkonu. Ale na początek można zapiąć tylko zewnętrzny zamek, a w miarę marznięcia uszczelniać resztę. Jakoś w środku nocy robi się to bez trudu i bezwiednie. Rano nie raz byłem zdziwiony - jak ja mogłem się tak szczelnie zamotać ;)

      Usuń
  3. Ten Duński pokrowiec przypomina goretexowy namiot dla snajperów. W mojej wersji istnieją specjalne wszywki pozwalające zastosować dwa skrzyżowane pałąki, które tworzą coś w rodzaju "budki" w przedniej części. Dodatkowo jest w nim specjalne okno z moskitierą, ale nie w dachu - jak w twoim, lecz w "fasadzie" norki. Zobacz na zdjęciu: http://www.finnrappel.fi/carinthia_bivy_bags.htm
    Sprawdza się rewelacyjnie do prowadzenia obserwacji z ukrycia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnie do birthwatchingu taka skorupka jest za mała, ciekawe jak GoreTex spisuje się w odprowadzaniu wilgoci. Ja zimą zawsze budziłem się z warstwą lodu po wewnętrznej stronie tropiku. Te moje narzekanie o śpiworach na cebulkę wynika z niemiłego zdarzenia które mnie dotknęło:)
    Niebezpiecznie jest wybierać się jesienią w teren ze śpiworem który ma extremum - 23 i niedopracowany zamek. Tej nocy było może -2 stopnie, pozamykałem się w tej wkładce i samym śpiworze i zrobiło mi się naprawdę klaustrofobicznie gorąco. Spanikowałem a zamek od śpiwora przy otwieraniu wciął materiał. Nieciekawe doświadczenie, zwłaszcza gdy do cywilizacji 8-10 km i nie ma zasięgu żeby w razie czego przedzwonić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powłoki z gore działają jak typowa membrana. Będą dobrze odprowadzać wilgoć, ale tylko wtedy, gdy temperatura i nasycenie powietrza parą wodną wewnątrz namiotu, jest wyższe niż na zewnątrz. Kiedy poza namiotem wilgotność sięga 100% (deszcz, mgła), to w środku zbierać się będzie woda, zwykle w okolicach szwów. W zimie, zwłaszcza podczas mrozów, oszronienie wewnętrznej strony namiotu z tego materiału (i każdego innego jednopowłokowego) jest nieuniknione, bo człowiek w śpiworze nie ogrzeje na tyle wilgotnego powietrza, aby para wodna pozostawała w stanie gazowym, a jest to warunek do poprawnego działania membrany.

      Usuń
    2. Jak najbardziej, dlatego goretex nie jest "lekiem na całe zło". Analogicznie, na mrozie, lepsze będą walonki niż kalosze. Czasem się jednak przydaje, warto mieć jakąś dodatkową powłokę na śpiwór.
      Zimą w każdym, nieogrzewanym namiocie wilgoć będzie się skraplać i zamarzać od środka. Jedynie w jurcie może być inaczej :)

      Usuń
  5. No i pięknie się temat rozwiną, czekam na opinie i relacje po testach zimowych. Świetny pomysł i chyba sensowne rozwiązanie a już na pewno za sensowne pieniądze! Liczę że info z testów zimowych wrzucisz także na forum :)

    OdpowiedzUsuń