piątek, 1 listopada 2013

Spacer po Capilano (wpis gościnny)

Nie wszyscy wiedzą, że nazwa uniwersytetu Capilano ma rdzenne korzenie, pochodzi od imienia wodza narodu Squamish od wieków zamieszkującego południowo-wschodnie wybrzeże Kanady.
Wódz Joe Capilano odegrał kluczową rolę w historii North Vancouver, był bowiem pionierem w walce o prawa Pierwszych Narodów (First Nations) Kanady.
Joe Capilano lub Sá7pelek (czyt. Sahp-luk), lider Skwxwú7mesh/Squamish Nation, plemienia z Coast Salish, urodził się niedaleko Squamish w 1850 i spędził większość życia na Północnym Wybrzeżu (North Shore), gdzie stał się szanowanym rzeźbiarzem i tancerzem (Spirit dancer).

W 1889 poprowadził pierwszą ekspedycję na zachodni szczyt gór Lions, a w rok później poprowadził ekspedycję do górnego biegu Capilano River.
W 1906 r. przewodniczył delegacji wodzów na spotkaniu z królem Edwardem VI w Pałacu Buckingham, aby domagać się uznania praw First Nations i akceptacji ich stylu życia, co było warunkiem ich samowystarczalności. Byli również w Ottawie, gdzie spotkali się z Premierem Kanady Sir Wilfridem Laurier.
Rozmowy z Joe Capilano zainspirowały współczesną mu lokalną poetkę z plemienia Mohawk - Paulinę Johnson do napisania zbioru opowiadań pod tytułem „Legends of Vancouver”.
Wódz Capilano zmarł na gruźlicę w 1910 roku i został pochowany w mauzoleum w pobliżu Park Royal Shopping Centre. Wiele miejsc na Północnym Wybrzeżu (North Shore) jak jeziora, rzeki i ulice noszą nazwę Capilano, a także osada indiańska w pobliżu mostu Lions Gate.
W 1968 r., tutejsi mieszkańcy jeszcze raz uhonorowali Wodza Capilano, nazywając tutejszą uczelnię imieniem tego natchnionego przywódcy.

Zapraszam na spacer po tym miejscu, szlakiem kolorów kanadyjskiej jesieni.























Drzewo w ubranku, taka tutaj jest moda, że robią
 na drutach różnokolorowe rękawki i zakładają
 je na drzewa, raczej dla ozdoby i ekspresji
artystycznej niż ocieplania drzewa.




2 komentarze:

  1. Oj, poczułem przez chwilkę smak klonowego syropu... :)
    Jakże ciekawa postać z tego indiańskiego wodza. Bardziej jednak zaintrygowała mnie ta lokalna poetka- z chęcią bym poznał jej twórczość.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie od dziecka intrygowały te pertraktacje pomiędzy "cywilizowanym światem" a rdzenną ludnością. Czy kiedykolwiek ktoś traktował ich poważnie. Bo mnie się wydaje że podchodzono do Indian jak do nic nie rozumiejących dzieci. Duma i odwaga dawała im poczucie wartości. Gdyby tylko wcześniej wiedzieli, (zdobyli wiedzę) czym jest Imperium Brytyjskie, niewolnictwo w Ameryce Południowej, po co płynął okręt Baunty, to może by otworzyli oczy zawczasu i poszukali sojuszników wśród białych prawników, etnografów, senatorów, kongresmenów a z czasem może powstałyby zaczątki państwowości. Ale to chyba było nie możliwe. "Granica" jaką opisywał Grey Owl parła do przodu pchana siłą maszyn parowych i kolonistów pragnących za wszelką cenę znaleźć swój nowy dom w "Nowym Świecie".
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Szara_Sowa

    OdpowiedzUsuń