niedziela, 17 listopada 2013

Lasy w Kolumbii Brytyjskiej


Gęste lasy na zachodnim wybrzeży Kanady w Brytyjskiej Kolumbii, znane tutaj jako lasy deszczowe (rain forest) albo nawet „dżungle”, od tysięcy lat dostarczały zamieszkałym na tych terenach Pierwszym Narodom (First Nations) wszystkiego, co potrzebne do przetrwania: materiałów do budowy domów, obfitość żywności i innych zasobów. Świerki sitkajskie, brzozy papierowe i cedry były dla nich niewyczerpanym źródłem materiałów do budowy canoe i tradycyjnych pali totemicznych przez wieki.
Zaledwie 150 lat przemysłowego wyrębu lasów deszczowych zmniejszyło ich zasoby na Wyspie Vancouver do zaledwie 5 % dawnej powierzchni.

Przemysłowy wyrąb lasów w Brytyjskiej Kolumbii rozpoczął się w 1869, kiedy został przywieziony z Anglii pierwszy trak z napędem parowym i ustawiony w Port Albernii na Wyspie Vancouver. Używano go głównie do produkcji dużych belek, które były wysyłane z powrotem do Anglii, gdzie przerabiano je na materiały budowlane do produkcji statków. Proceder przemysłowej eksploatacji lasów Kanady trwa nieprzerwanie do dziś, ostatnio z coraz większym nasileniem.

W styczniu 2004 liberalny rząd B.C. przyjął nową ustawę regulującą praktyki leśne, na podstawie której zrezygnował z inspektorów rządowych nadzorujących ten biznes. Zezwolił tym samym międzynarodowym korporacjom na samodzielne monitorowanie własnej działalności, zmniejszając przy tym zakres kontroli przemysłu drzewnego przez Ministerstwo Lasów.
Na skutki nie trzeba było długo czekać. Obecnie, większość firm przemysłu drzewnego operujących w B.C. jest własnością międzynarodowych korporacji, które wyprowadzają zyski na konta zagraniczne (off-shore), aby uniknąć płacenia prowincjalnych i federalnych podatków. Korporacje są własnością udziałowców z całego świata, których jedynym celem jest zysk za wszelką cenę, a zatem stan lokalnych zasobów naturalnych np. woda zdatna do picia lub roszczenia Pierwszych Narodów do sprawiedliwego podziału zysków, nie mówiąc już o ochronie środowiska, są zupełnie ignorowane przy wycince lasów deszczowych.
Ponadto znaczna część pracowników tym się zajmujących jest dziś zatrudniana na podstawie tymczasowych umów, co oznacza, że ci pracownicy nie mogą korzystać z praw socjalnych takich jak ochrona zdrowia, opieka dentystyczna, emerytura lub ubezpieczenie.
Największym problemem ekonomicznym jest fakt, że ilość eksportowanego surowca z B.C. (B.C. Raw Logs exports) rośnie z roku na rok. Sprawia to, że zamykane są lokalne tartaki, a prowincja traci tradycyjne miejsca pracy, pozbywając się tanim kosztem bezcennego surowca, który w coraz większych ilościach jest eksportowany do Chin.
Krytycy twierdzą, że ilość surowych bali drzewnych wywożonych rocznie z Brytyjskiej Kolumbii jest tak ogromna, że ułożone jeden za drugim, mogłyby połączyć zachodnie wybrzeże Kanady z prowincją Ontario, czyli można by je rozciągnąć na długość 5 tys. kilometrów.
 Wpis „sponsored by” autorka bloga Obrazki z Kanady

5 komentarzy:

  1. Chciwi krawaciarze z różnych międzynarodowych korporacji robią ze świata prywatny folwark. I to ponoć dla tzw. postępu. Wiadomo zresztą w czyim interesie. Dodać jeszcze do tego sprzedajnych ''mężów stanu'' i dwulicowe rządy i mamy całościowy obraz nędzy tych ludzi i tego systemu. Krótko mówiąc burdel trwa i ma się doskonale. Tylko przyrody coraz mniej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Te filmy unaoczniają zastraszające tempo wycinki lasów w B.C.. Jak tak dalej pójdzie, nic nie pozostanie z tych pradawnych lasów już za 15 lat...tylko krajobraz... jak po wybuchu bomby!
    Bye, bye Kanado pachnąca żywicą...

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutne jest to że dąży się do stworzenia małych enklaw gdzie będzie obecna przyroda a całą resztę ziemi przeznacza się pod gospodarcze użytkowanie. Dzikie kraje stają się krajobrazem rolniczym zupełnie jak na starym kontynencie. Emigranci wyjeżdżali z Europy za ocean po to by stworzyć Nowy Świat. Nigdy nie mieli w zamyśle żeby ten świat był też dla życia pozaludzkiego. To wszystko zaczęło się tak niedawno. XIX w. to czasy w których żył mój pradziadek. Tak więc 3 pokolenia ludzi wystarczą by zrujnować wszystkie ekosystemy, wyprzeć przyrodę do Parków Narodowych. Mam tu na myśli cały kontynent Ameryki Północnej. To musiało być zatrważające tempo. Wszyscy budowali drogi, kopalnie, tamy, fabryki, huty, tartaki, farmy na prowincji. A potem usuwali z tych terenów zwierzęta, lasy, regulowali rzeki, potoki. Przyroda taka jaką sama siebie stworzyła która mogła być największym rezerwatem biosfery na Ziemi została strawiona przez chorobę zwaną cywilizacją. Przypomina teraz dogorywający, mający konwulsje i starający się przetrwać skarlały organizm. Myślę że nie przesadzam. Wszystko zostało zagospodarowane i tylko dla celów naukowo poznawczych i rekreacyjnych pozostawiono "Parki Narodowe"- jakby miały one coś wspólnego z narodem który zrujnował przyrodę całego kontynentu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy blog, lubię blogi poświęcone przyrodzie.
    Również jestem przeciwna masowym wycinkom lasów!!!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedno słowo: profit.

    OdpowiedzUsuń