poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Namiotologia stosowana – czyli jaki namiot wybrać na minibwp?

Jak onegdaj pisałem minibwp, to minimalizm, ale bez przesady. Dlatego dobry namiot to ważna rzecz, dla wielbicieli biwakowania na łonie przyrody chyba najważniejszy element ekwipunku.
Można oczywiście pójść w ascetyczny minimalizm i zadowolić się płachtą, inaczej zwaną pałatką, tarpem lub plandeką, ale mnie to rozwiązanie zwyczajnie nie odpowiada. Moim zdaniem, nadaje się tylko na suche, bezwietrzne i raczej bezkomarowe noce. Rzadko się takie zdarzają w naszej strefie klimatycznej, a nawet jak jest taki pogodny wieczór, to poranek bywa zgoła odmienny. Ostatnio się o tym przekonałem na spływie Omulwią, obudziwszy się w strugach ulewnego deszczu. Aby płachta skutecznie chroniła od deszczu, zwłaszcza zacinającego, musi być spora (choć znam takich, co potrafią nocować pod poncho, tylko pozazdrościć umiejętności zwijania się w kłębek), a wtedy jest wrażliwa na wiatr i konieczne jest dobre mocowanie.
Do tego dochodzą trudności z szukaniem odpowiednich drzewek do rozpięcia płachty, ewentualnie szukanie lub wycinanie tyczek na maszt, potem dobieranie długości odciągów itp. Jak ktoś ma czas i go to bawi – proszę bardzo, ale jak wysiadam z pełnego wody kanu, zmęczony po całym dniu wiosłowania w deszczu, to ostatnie na co mam chęć to co najmniej kilkunastominutowe szarpanie się z płachtą w nieznanym terenie. Do tego płachta nie ma podłogi i znów trzeba kombinować z płachtą podłogową itd. A komary?
I nie łudźcie się, że deszcz was przed nimi ochroni ;)
Dlatego preferuję namiot, zwłaszcza obecnie. Kiedyś namioty niewiele się różniły od ówczesnych płacht, były ciężkie, nieporęczne i zwyczajnie niewygodne. Teraz dzięki nowym materiałom są pod wieloma względami znacznie lepsze niż dawne konstrukcje, z jednym wyjątkiem – żaden syntetyk nie zastąpi „oddychalności” tropiku z impregnowanej bawełny, która ciepło też lepiej trzymała. Niestety bawełniane namioty odeszły do lamusa, może z wyjątkiem dużych, kampingowych, ważących po kilkanaście kilogramów i więcej pawilonów, w zasadzie tylko dla automobilistów.
A co ma wybrać minibewupista?
Najlepiej namiot lekki, zgrabny, ale obszerny w środku, szybko i łatwo rozkładalny, wodoodporny, a zarazem przewiewny i na dodatek tani. Wiem, wiem, takie rzeczy tylko w „Erze” :)
Niedawno stanąłem przed problemem – jaki „właśnie taki”, nowy namiot kupić i po 2-3 tygodniach studiowania „namiotologii” w internecie i w realu mogę doradzić innym, aby uczyli się na cudzych (tzn. moich) błędach, a nie swoich, co nie dość, że tańsze, to w ogóle lepsze rozwiązanie :)
Teraz jest dobry moment na „łowy”, właśnie wystartowały turystyczne wyprzedaże.
Łatwo i szybko rozkładalne (ze składaniem już nieco gorzej) są namioty z serii Quechua 2 Seconds z Decathlonu.
Mają jednak kilka słabości, może nawet wad:
  1. Nigdy nie da się w nich tak dobrze naciągnąć tropiku, jak w innych z powodu ich konstrukcji, czyli pałąków stelaża w kształcie pełnych elips, które zawsze się uginają.
  2. Tak powyginane pałąki mogą pękać, ale nie aż tak często, jak wieść niesie (pewnie od wrażej konkurencji)  i sklep od razu wymienia namiot na nowy w ramach dwuletniej gwarancji. Jednak takie pęknięcie w terenie to zawsze kłopot, a zestawy naprawcze są tylko w droższych modelach.
  3. Przedsionek też jest tylko w droższych modelach, a bez niego w czasie ulewy woda w namiocie pewna, po wejściu/wyjściu. Znajomy (autor tej recenzji) po dwóch latach „szczęśliwego” użytkowania dwuosobowej „Keczuły” właśnie z tego powodu zamienił ją na inny model, do zmiany preferencji wystarczył tydzień bezlitośnie deszczowego spływu.
  4. Składanie „Keczuły” polega na zwijaniu tych elips stelaża z włókna szklanego w coraz mniejsze ósemki, a potem w okrąg, który wkładamy w kolisty brezentowy pokrowiec zapinany na zamek, którego średnica od 60 cm do 100 cm (zależnie od wielkości i modelu) jest ostatecznym rozmiarem spakowanego namiotu. Nie jest to mały ani poręczny pakunek. Kiepski do niesienia na plecaku przez chaszcze, nieporęczny w wąskiej łódce, lecz na pontonie lub szerokim kanu może się sprawdzić, nawet jako przeciwdeszczowa przykrywka innego bagażu.
  5. Taki, a nie inny sposób składanie „Keczuły” dość mocno gniecie i miętosi tropik oraz podłogę namiotu (sypialnię też, ale jej to nie szkodzi), prawdopodobnie zmniejsza tym samym ich trwałość i wodoodporność.
  6. Kołowy stelaż nie jest zbyt lekki, a zatem cały namiot również nie.
Jeśli dla kogoś jest najważniejsza łatwość i szybkość rozkładania niech kupuje „Keczułę” i nie martwi się drobiazgami, które opisuję. To nie są aż tak złe namioty, jak się gdzieniegdzie w necie „słyszy”. Do tego przyzwoita cena, dwuletnia gwarancja, a jak piszą użytkownicy na forach, firma z reklamacjami nie grymasi.
Tradycyjne namioty z dwuspadowym „dachem” na dwóch aluminiowych masztach albo „stożkowe” pseudo „tipi” na jednym maszcie, to już trochę anachronizm, ale jak taki namiot jest wysoki i z mocnego materiału, to może się sprawdzić, ale będzie ważył swoje. Niższe, mniejsze są dość ciasne, bo mokry tropik w tych konstrukcjach opada, choćby nie wiem jak go naciągać.
Namioty tunelowe (o kształcie półbeczki) sprawdzają się jako większe, tak od czteroosobowych w górę. Są niezłe, ale nie będę ich opisywał, bo mają inne zastosowania – obozy, wczasy „pod gruszą”, turystyka samochodowa. Nam pozostają w zasadzie konstrukcje typu „igloo”(kopuła), 2-3 pałąki na krzyż, ich mutacje lub jakieś jeszcze fikuśniejsze.
Namioty „igloo” są bardzo stabilne, praktycznie samonośne, szpilki i odciągi dodatkowo je stabilizują głównie od wiatru, ale i bez nich uchronią nas przed pluchą.
 Jeśli już zdecydujemy się na taki typ namiotu to warto szukać takiego, który ma:
  1. Przedsionek (im większy, tym lepszy), a nawet dwa i dwa wejścia, nawet gdy używamy go w pojedynkę. Dlaczego aż dwa? Łatwiej namiot ustawić wejściem w odpowiednią stronę skoro są dwa do wyboru, łatwiej suszyć, wietrzyć. Pamiętajmy, że w pokrytych poliuretanem powłokach para wodna zawsze się skropli w środku, to nie bawełna.
  2. Stelaż z pałąków durawrap, czyli włókna szklanego pokrytego koszulką z nylonu, która chroni wiązkę włókna przed rozwarstwieniem. Są trwalsze niż zwykłe, czarne i ładniejsze. Jeszcze lepszy i lżejszy jest stelaż z duraluminium, lecz taki namiot jest zdecydowanie droższy. W naszych warunkach konieczny na duże mrozy, przy których pałąki z włókna szklanego pękają.
  3. Dodatkowy pałąk (może być krótszy) do rozpięcia przedsionka, przedsionki tylko naciągane od głównego stelaża są mocno skośne, zawsze małe i niewygodne.
  4. Pałąki stelaża NIE wsuwane w tunele z materiału idące przez całą długość/szerokość namiotu. Nie ma nic bardziej irytującego niż zacinające się pałąki podczas wsuwania w mokry materiał w deszczu, a przy wysuwaniu rozłażące się na złączach w tych tunelach. Wybierajcie modele z podwieszaniem sypialni (takim czy innym), tropikiem narzucanym na stelaż itp. Żadnych długich tuneli!!!
  5. Mocny tropik, najlepiej z tkaniny rip-stop, i podłoga o możliwie największym (w granicach naszego budżetu) parametrze woodoodporności. Ta wyjściowa woodoodporność jest ważna, bo wraz z upływem czasu i zużyciem namiotu ten parametr maleje i po kilku sezonach można się zdziwić, że namiot, który na początku użytkowania przetrwał „taaką burzę” nagle cieknie przy średnim deszczyku. Najlepiej tropiku od 2500 mm (słupa wody) wzwyż ile się da, a podłogi minimum 5000 mm i więcej.
    Kiedyś podłogi namiotowe wykonywano głównie z przeplecionych i zgrzanych pasków polietylenu (coś jak budowlana plandeka), teraz są coraz częściej z tkaniny poliestrowej, podobnej do tej na tropik, tylko lepiej impregnowanej. Są wtedy łatwiejsze do zwinięcia, mniejsze i lżejsze, lecz jednak delikatniejsze. Płachta (ogrodnicza lub budowlana) pod namiot z taką cienką podłogą nie zawadzi. Teraz są one tanie, dość lekkie i przydatne do innych biwakowych celów. Ja zwykle siadam sobie na złożonej na cztery płachcie przy przygotowywaniu posiłku, przykrywam nią kanu podczas deszczu itp.
  6. Słuszną długość sypialni (rzeczywistą, a nie zewnętrzną całego namiotu) np. przy wzroście 185 cm, co najmniej 215 cm. Typowe namioty mają 210 cm, ale pochylenie ścianek sypialni sprawia, że przy tym wzroście dotykamy czołem ścianki sypialni, a przy wyprostowanych nogach stopy ją wypychają i trzeba spać po przekątnej, a wtedy trudniej ułożyć rzeczy w środku.
  7. Moskitierę w wejściu, na ściankach sypialni też się przydają takie siatkowe wstawki.
  8. Dwukierunkowe zamki dobrej jakości.
  9. Haczyk lub pętelkę w suficie na lampkę, podwieszaną półeczkę pod sufitem na podręczne, delikatne drobiazgi np. okulary, kieszenie po bokach sypialni.
  10. Otwory wentylacyjne, im więcej tym lepiej, ale należy sprawdzić czy da się je szczelnie zamknąć na deszcz.
  11. Dobrą jakość wykonania, zwłaszcza dobrze podklejone szwy – w namiotach z supermarketu to rzadkość, ale do zdobycia. Radzę rozłożyć w sklepie i wszystko dobrze obejrzeć, wypróbować przed zakupem, a jak coś nie gra, od razu oddać. Szkoda tracić pieniądze, a potem jeszcze się denerwować w terenie, że cieknie, zamki się nie zasuwają, prują szwy, a tropiku za żadne skarby naciągnąć się nie da, bo jest niesymetrycznie uszyty.
  12. Fartuchy śniegowe (obecne w wyprawowych namiotach) są zbędnym dodatkiem latem, utrudniają wentylację, niektórzy je nawet odcinają. W zimie są potrzebne, ale namioty zimowe, to w ogóle inna bajka, może kiedyś o niej napiszę ;)
Nie przesadzajmy też z szukaniem najlżejszego namiotu, lekkie i dobrej jakości są bardzo drogie, lekkie i tanie są zaś bardzo nietrwałe. Solidny materiał i stelaż musi swoje kosztować i ważyć. Z jakiego materiału (stal, aluminium, plastik) są szpilki lub śledzie jest mniej istotne, zawsze można tanio wymienić na inne.
Przy kupnie nie warto przesadnie oszczędzać, to zazwyczaj pozorna oszczędność. Dobry namiot to inwestycja na 8-10 lat, wiem to po moich poprzednich. Tani, supermarketowy 2-3 lata maksymalnie, jeśli wcześniej się gdzieś nie popruje, a to częste.
Życzę powodzenia w szukaniu wyprzedażowych okazji, nie będę podawał konkretnych modeli, za wiele ich jest, a także to nie blog reklamowy. Jako przykład dobrego namiotowego wzornictwa i materiałów za rozsądną cenę, wskażę dwie firmy, których wyroby mi się podobają, co nie znaczy, że nie ma innych równie dobrych. Mam na myśli czeskie Husky i Hannah.
Nie kupujcie kota w worku,  usilnie szukajcie recenzji wybranych modeli na ntg i nie tylko.
Dobry namiot to nasz dom w terenie, ważne, żeby nam się podobał na tyle, żeby go polubić :)

3 komentarze:

  1. Jedne z najlepszych namiotów jednoosobowych na 3 sezony: Laser Terra Nova i Hilleberg Akto - trochę kosztują, ale na tym nie ma co oszczędzać. Jak kupisz badziewie w "rozsądnej cenie", to wystarczy większy deszcz, a będziesz miał basen w namiocie tak jak ja kiedyś :]

    OdpowiedzUsuń
  2. Na tę półkę cenową nawet nie zaglądam :)
    Namioty podobnej konstrukcji, oczywiście cięższe, można kupić za 1/5 ceny wymienionych. Sądzę, że funkcjonalnie nie dużo gorsze.
    Jeden z testów takiej trumienki tu
    Wadą tych konstrukcji jest duża liczba odciągów i szpilek, która nadrabia "oszczędności" na stelażu żeby "zbić" wagę.
    Żeby nie mieć "basenu" wystarczy namiot za 200 zł, gorzej z wagą, za "odchudzanie" sporo się płaci, ale bez przesady.
    Fjord Nansen MUWANG jest niewiele cięższy, a 4x tańszy.

    OdpowiedzUsuń