środa, 28 sierpnia 2013

Marózka

Miałem szczęście spływać Marózką już kilka razy i za każdym razem jestem coraz bardziej nią zauroczony. Niby ta sama, a za każdym razem nieco inna, zawsze spływ jej czystymi wodami w leśnym, spokojnym otoczeniu poprawia mi humor.
Marózka to niewielka (43 km), ale za to urocza rzeczka mająca swe źródła w Jeziorze Gardejki niedaleko od Waplewa, a kończy swój bieg jako lewy dopływ Łyny w Kurkach.


 Jeśli rozpoczniemy spływ w Waplewie, to po długim odcinku wiosłowania przez Jezioro Maróz czeka nas w Swaderkach przyjemna niespodzianka w postaci smażalni ryb przy gospodarstwie hodowli pstrąga.

Można tam zjeść na miejscu świeżutką smażoną rybkę (pstrąg, sielawa, lin, sandacz) z bułką lub frytkami i surówką albo kupić wędzoną na wynos. Ceny niższe niż nad morzem, a „smaczność” rybek znacznie lepsza. Obok wiejski sklepik spożywczy gdzie można uzupełnić zapasy.
Odcinek Marózki za Swaderkami ma odmienny charakter niż ten za Waplewem. Wyglądem przypomina bardziej przełom górskiej rzeki niż wcześniejsze nizinne meandrowanie wśród mokradeł. Płyniemy cały czas lasem, w cieniu. Nurt jest bystrzejszy, płynie się w wąwozikach z ostrym zakrętami, ale spokojnie – do wrażeń z przełomu Dunajca jeszcze daleko. Tu wszystko jest w mikro skali :)



Dzięki tej małej skali Marózka staje się ostatnio coraz popularniejszym miejscem spływów, ponieważ mimo swojego wartkiego nurtu jest bezpieczna. Trudno sobie zrobić krzywdę w czystej wodzie po kolana lub po pas. Jej wody są też stosunkowo ciepłe, bo spływają z nagrzanych powierzchni jezior, a nie górskich lodowców. W najgorszym razie (wywrotka) czeka nas orzeźwiająca kąpiel. Na odcinku najbardziej obleganym przez niedzielnych kajakarzy (od Swaderek do Kurek) dno rzadko jest muliste, najczęściej ładne, piaszczyste lub żwirowe, przypomina górski potok, ale oczywiście ze znacznie słabszym nurtem. Zwalone drzewa wtedy też nie straszne, bo zwarte dno rzeki sprawia, że bez trudu można wyjść z łódki i ją przenieść/przeciągnąć przez tarasującą kłodę.
(Uwaga: w okolicach mostu w Swaderkach nie radzę wychodzić bosą stopą z łódki, na kamienistym dnie pełno szkła z rozbitych butelek, kapsli, nawet ostre puszki – łatwo się skaleczyć.)


„Górskie” emocje szybko się kończą, powoli brzegi opadają, nurt się uspokaja, rzeka wycisza i rozlewa leniwie, wpływamy na spokojne wody jeziora Świętego.
Nie musi to być koniec spływu, ale trzeba zrobić przenoskę (kto ma wózek, to przewózkę) łódki ok. kilometra wzdłuż płotu kolejnego gospodarstwa rybackiego w Kurkach, żeby dotrzeć do ostatniego odcinka Marózki, który za chwilę wpływa do Łyny. Tam można rozpocząć sobie spływ Łyną, z prądem lub pod prąd. Niestety Łyna już nie jest taka ładna, ale na tle innych rzek nie jest aż tak źle.
 Jednak największym walorem Marózki, przynajmniej dla mnie, jest czystość jej wód, zwłaszcza na odcinku za jeziorami, ale i przed nie jest źle. Śmieci w nurcie i na brzegach też stosunkowo niewiele. Pływanie w tak czystej rzece to sama przyjemność, widać wzorzyste dno, kamienie, rybki, wodorosty.

Można w upalny dzień z rozkoszą zanurzyć rękę, nogę albo po prostu od tak wyjść z łódki i się wykąpać, nie martwiąc się przy tym, jakie ewentualnie drobnoustroje załapiemy, co zwykle nam grozi w większości brudnych polskich rzek z ich królową Wisłą na czele.
Zielone, często wysokie brzegi i niebo odbijają się w wodzie, a dokoła tętni przyrodnicze życie, nawet się specjalnie nie ukrywając przed ludzkim wzrokiem. Owadów mnóstwo, ptactwo wszelakie, płazy, zdarzają się i większe ssaki – niedawno widziałem piękną wydrę.
Szybki nurt daje zajęcie ciału, a na myślenie „nie ma czasu”, łatwo w takich okolicznościach oderwać się od trosk codzienności i popaść w stan minibwp. Chociaż w tym akurat przypadku jest bardziej śpiesznie niż nieśpiesznie, ale to nie my się spieszymy, ale rzeka, a my tylko próbujemy za nią nadążyć. Nie zawsze się to udaje...
Marózka – szczegółowy opis szlaku

1 komentarz: