poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Kanadyjka (kanu, canoe) – wehikuł do minibwp

Z dawien dawna uwielbiam obcowanie z urokami natury na pograniczu wody i lądu. Tam przyroda jest bujna, niezwykle zmienna, a przez to tym bardziej interesująca, można ją obserwować jakby od podszewki.

Moje zamiłowanie do „żabiego” wodno-lądowego minibwp sięga czasów wczesnego dzieciństwa. Rodzinne miasto leżało nad dość niesforną rzeką, dlatego zbudowano na niej zbiornik retencyjny, którego tereny zalewowe nazywaliśmy „kambodżą” – taka  „dżungla” tam rosła, do tego dochodził stary, pełen zakamarków, park miejski obfitujący w stawy i małe rzeczki. Dla dzieci były to najciekawsze obszary do szalonych zabaw i pierwszych intrygujących wypraw w nieznane. O każdej porze roku oferujące coś ciekawego. Moje zauroczenie wodą i brzegiem pogłębiały wakacje i ferie na wsi wśród pięknych jezior (pisałem już o nich). Z czasem samo włóczenie się wzdłuż brzegów, kąpiele i biwakowanie nad wodą przestało mi wystarczać, zapragnąłem przemieszczać się wzdłuż brzegu, żeby spenetrować niedostępne od lądu miejsca.
Woda sama w sobie, taka rozległa po horyzont, bezbrzeżna jakoś nigdy mnie nie fascynowała. Nie dla mnie uroki (na pewno takowe są) bezkresnego morza – lubię na noc docierać na ląd.

Dlaczego kanu jest dla mnie w sam raz?
Wypróbowałem wiele różnych wodnych wehikułów i najbardziej odpowiednie do moich celów okazało się kanu (canoe) zwane też kanadyjką. Po polsku to oczywiście czółno (chodzi o kształt kadłuba niczym czółenko tkackie), tyle że budulec inny niż u Indian.
U nas nie było takich drzew, które pozwalały na zdarcie z nich odpowiednio dużych i elastycznych płatów kory na poszycie kadłuba, skóra była za droga, więc robiliśmy czółna-dłubanki, a dziś kupujemy czółna z plastiku.
W Polsce popularne jest żeglarstwo, kajakarstwo i ostatnio pontony. Żaglówka do moich celów odpada, za duża (nawet te małe), kłopotliwa w transporcie i nieporęczna, a maszt wyklucza zapuszczanie się w leśne ostępy. Ponton jest niezłym wyjściem, ale bez silnikowego napędu nadaje się tylko na spływy z prądem rzeki, ewentualnie jakieś baraszkowanie przy brzegu. Dłuższe wyprawy są bardzo męczące. W silniki elektryczne (i akumulatory), a tym bardziej spalinowe nie mam ochoty się bawić, ponieważ to mało ekologiczna i w sumie dość kosztowna zabawa. Preferuję napęd wiosłowy, cichy, niezawodny oraz zdrowy dla ciała i ducha.
Dlatego popularny kajak jest dobrym wyborem, ale jak dla mnie w porównaniu z kanu ma kilka wad.
  1. Mała ładowność i przestrzeń na bagaż – na jednodniowe spływy może być, ale dłuższe wyprawy z biwakowaniem zmuszają do wielu wyrzeczeń i ograniczeń. A na kanu można załadować o wiele więcej i na dokładkę np. naszego ukochanego psa, który na podróż kajakiem nie ma szans, chyba że to Chihuahua.
  2. Siedzenie praktycznie w jednej pozycji (z czasem bardzo niewygodne) – na kanu można zmieniać pozycje, kręcić się i w ogóle „rozprostować kości”.
  3. Trudniejsze wychodzenie na ląd i wsiadanie – w kanu, które jest otwarte jak łódka, tzn. nie ma górnego pokładu, można się po nim swobodnie przemieszczać. Żeby dobić do brzegu i wyjść suchą nogą przemieszczamy się na rufę, unosząc dziób do przodu. Przy odbijaniu odwrotnie. Łatwiej też niż w kajaku wysiada się bokiem na stromy brzeg czy na pomost. Możliwości jest wiele, byle nie stracić równowagi i się nie skąpać znienacka :)
  4. Choćby nie wiem jak się starać, zawsze w kajaku na ubranie i do środka chlapie się woda, co jest uciążliwe zwłaszcza w chłodniejszych porach roku. Owszem, można temu zaradzić, używając specjalnego fartucha i nieprzemakalnej odzieży, ale fartuch jeszcze bardziej utrudnia wsiadanie-wysiadanie, a nieprzewiewne, szczelne ubrania nie są wygodne, ani przyjemne w noszeniu przez cały dzień. A na kanu można się ubrać zwyczajnie jak do lasu. W razie deszczu wystarczy przewiewna peleryna, która w kajaku słabo się sprawdza.
Kajak ma też swoje przewagi nad kanu:
  1. Jest szybszy i przeważnie zwrotniejszy – dla mnie nie ma to większego znaczenia, bo na mini bwp się z definicji nie spieszę, a wolniejsze przemieszczanie się na kanu jest wręcz zaletą – sprzyja kontemplacji przyrody.
  2. Jest mniej wrażliwy na niesprzyjający wiatr, zwłaszcza odczuwa się to na jeziorze – tym też specjalnie się nie przejmuję, bo nie biorę udziału w regatach. Zawsze można schować się przed wiatrem przy brzegu i jakoś dopłynąć gdzie się chce.
  3. Łatwiej się wiosłuje dwupiórowym wiosłem na przemian i utrzymuje kurs – dla początkujących ma to znaczenie, ale po opanowaniu podstaw wiosłowania jednopiórowym wiosłem na kanu, można robić takie cuda manewrowe, które są nie do wykonania kajakiem.
  4. Kiedy leje deszcz nie nabiera tyle wody co kanu z otwartym pokładem – na kanu też można uszyć coś w rodzaju fartucha/plandeki przeciwdeszczowej. Na razie nie mam, ale odpowiednio złożona plastikowa płachta z supermarketu daje radę. W końcu wypływa się raczej wtedy, gdy zapowiadają ładną pogodę, a nie ulewy :)
  5. Podobno kajak jest mniej wywrotny, ale nie wierzcie w to. To akurat zależy od doświadczenia i umiejętności załogi. Wywalić się jest równie łatwo lub trudno jednym i drugim pływadłem :)
Ogólnie na kanu wygodniej się pływa osobom starszym, mniej sprawnym ruchowo, a także cięższym i wyższym niż przeciętna. Młodzi i sprawni oczywiście jeszcze lepiej sobie poradzą.
Ceny, waga i rozmiary obu rodzajów łódek są porównywalne. Kanu jest zwykle nieco szersze.
Niegdyś pływanie kanu było trudną, znojną i niebezpieczną pracą.
Dziś rekreacyjne, turystyczne pływanie na kanu jest bardzo popularne w Kanadzie, USA, Francji, Niemczech, Czechach.
   
U nas jakoś nie cieszy się wzięciem, trudno znaleźć wypożyczalnię oferującą kanu, a szkoda, bo to naprawdę spora frajda. Porównując wady i zalety obu łódek pod kątem uprawiania wodno-lądowego minibwp zdecydowanie wybieram i polecam wszystkim kanu.
Oczywiście kajakiem też czasem pływam, ale bardziej dla treningu i dla towarzystwa, bo jednak większość ze znajomych wodniaków to kajakarze. Spływ kajakowy w dobrym, zgranym towarzystwie to też frajda, ale należy pamiętać, że z minibwp niewiele ma wspólnego.
Więcej o zaletach i technice pływania kanadyjką można przeczytać tu:
Nawet krowy interesują się kanu :)

8 komentarzy:

  1. Ja do tego kupiłem ostatnio ponton. Fajna sprawa bo można spuścić powietrze i przenieść się gdzie indziej, a jak jest dobrej jakości to przybrzeżne patyki itp. mu nie straszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aby zwiększyć mobilność polecam dmuchane kanu np. doskonałe wyroby czeskiego Gumoteksu. Zalety kanu i pontonu w jednym.

      Usuń
    2. Pływam czymś podobnym - Sevylor Colorado, jednak taki sprzęt zdecydowanie nie sprawdza się na wietrze.
      Jak mocno wieje, to nawet rzeką można niechcący popłynąć pod prąd ;) Zewnętrzny profil burty dmuchanego kajaka czy pontonu działa niestety jak żagiel.
      Zaletą jest jednak to, że zmieści się w każdym samochodzie czy w pociągu.

      Usuń
    3. Zawsze coś za coś. Dmuchańce na szerokie wody niestety średnio się nadają, zwłaszcza jako jedynka, ale na mniejsze rzeki, jeziora są świetne.
      Dzisiaj, dzięki uprzejmości znajomego, wypróbowałem składane kanu ally. Idealny kompromis między mobilnością na lądzie, a dzielnością na wodzie. Tylko ma jedną, ale zasadniczą wadę - zaporową cenę :(

      Usuń
  2. Tylko że ponton nie jest tak zwrotny na rzece chociaż na pewno bardzo pakowny
    AG

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne to kanu, tylko wsiąść i płynąć. :)
    Greenway

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten drugi film -"Les voyageurs"- świetnie pokazuje zdradzieckie i porywiste rzeki w Kanadzie, a także technikę zwaną "portage" (@10:30),
    warto zobaczyc.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja mam kanadyjkę drewnianą (ze sklejki) pokrytą matą szklaną i żywicą. Waży około 25 kg i mieści się na dachu mojego samochodu. Uprawiam na niej turystykę szuwarowo-błotną. Ma 5 m długości i niesamowitą wyporność (nawet już nie pamiętam jaką - nie muszę się martwić, że przeładuję). Tylko czasu brak na większe wyprawy, to sobie popływuję po Zalewie Sulejowskim i dopływach Pilicy. Specjalnie szkałem łódki, którą mógłbym samemu załadować na bagażnik na dachu samochodu. Poza tym, kanadyjka skusiła mnie wszystkimi cexhami, które opisał autor.
    Jeśli wolno (jak moderator wywali, to się nie pogniewam), to podaję adres strony producenta: www.hobbo.net.
    Pozdrawiam
    Witek

    OdpowiedzUsuń