poniedziałek, 1 lipca 2013

Ognisko kuchenne, czyli neoluddyzm rozrywkowo-rekreacyjny

Lato, rozpoczęły się wakacje, sezon turystyczny w pełni. W internecie wysyp nowych „survivalowych” stron. Ostatnio najbardziej bawią mnie testy różnych „patentów” na gotowanie w plenerze z użyciem drewna. Istny neoluddyzm rozrywkowo-rekreacyjny :)
Kiedyś w turystyce królowały kuchenki benzynowe (słynne „wybuchowe” ruskie wynalazki), potem gazowe, teraz obserwujemy swoisty renesans drewna opałowego. Skąd to się wzięło?
Po trosze z nudów, nowoczesne gazowe kuchenki turystyczne są tak niezawodne, wygodne i bezobsługowe, że właściwie poza gotowaniem do niczego się nie nadają, a po trosze dlatego, że w lesie dziś jest sporo martwego drewna, którego można użyć na podpałkę. Kiedyś nie było z tym tak łatwo, ale dzięki tak nielubianym przez myśliwych i survivalowców „ekologicznym oszołomom” udało się zmienić normy Lasów Państwowych w tej kwestii. Daleko nam jeszcze do norm niemieckich czy skandynawskich i tamtejszych zakazów zbierania drewna na opał, które obowiązują w niektórych miejscach. Daleko, ale dla naszych „neobushmenów” wystarczy, żeby rozpalić w lesie ognisko lub hobo stove i nie martwić się o opał.
Osobiście wolę kuchenkę gazową z powodów, które już niegdyś podawałem, a do tego po prostu nie chce mi się bawić w rozpalanie dość kiepskiego źródła energii do celów kuchennych, jakim jest ognisko. Dlaczego kiepskie?
  1. Dymi i brudzi strasznie garnki.
  2. Trudno się miesza nad ogniem i łatwo przypalić potrawy.
  3. Czasochłonne rozpalanie, a potem gaszenie.
  4. Garnki muszą być większe i cięższe, żeby się dobrze gotowało.
  5. Zabawa w ich zawieszanie lub mocowanie nad ogniem jakoś mnie nie kręci, wolę w tym czasie np. pokontemplować widoki.
Poza tym wszystkim warto pamiętać, że te stosunkowo nowe normy dotyczące pozostawiania określonej masy martwego drewna w lesie zostały wprowadzone w określonym celu, a jest nim zdrowy i bogaty biologicznie las. Trudno mi tu na blogu dawać wykład nt. czym się różni prawdziwy, naturalny las od plantacji leśnej, ale m.in. różni się ilością martwego drewna, które pełni rozmaite, bardzo ważne funkcje biologiczne. Posłuchajcie Wajraka i poczytajcie „Znaczenie martwego drewna w lesie”.
W tym kontekście używanie określenia „martwe drewno” jest trochę nieporozumieniem, ale tak się już utarło i nie będę o to kopii kruszył. Najważniejsze, żeby rozpalając ogniska w lesie pamiętać o tym jak ważna jest jego rola. I rozpalać tylko te niezbędne, najlepiej w miejscach do tego przeznaczonych i z drewna pospolitego, raczej przeznaczonego na opał.
Często w lesie po wycinkach można zobaczyć pozostawione kupki gałęzi, a nawet grubsze klocki, to nie jest niedopatrzenie czy bałaganiarstwo drwali. Takie są dziś normy i to nie jest drewno przeznaczone na opał dla niedzielnych survivalowców „walczących” o weekendowe „przetrwanie”, tylko element racjonalnej, zgodnej z najnowszą ekologiczną wiedzą gospodarki leśnej. Te „na oko” bezładne kupy drewna staną się za chwilę domem lub pokarmem dla licznych gatunków leśnych stworów, od grzybów po ssaki, bez których las będzie jedynie cieniem samego siebie. O ile to jeszcze będzie las?

2 komentarze:

  1. Rosyjska kostka. Hmm. Gdybym jako 13 latek wiedział jak to rozpalić to bym nie zostawił jej w lesie na zapomnienie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że można się jeszcze czegoś mądrego na stare lata dowiedzieć ;) Nie wiedziałam nic na temat świadomej gospodarki "martwym drewnem", choć wystarczy moment zastanowienia by stwierdzić, że to po prostu logiczne. Będę teraz inaczej patrzyła na sterty gałęzi "niewiadomonacoipoco" ;)

    OdpowiedzUsuń