poniedziałek, 10 czerwca 2013

Krutynia – łagodne minibwp

Jeżeli miałbym jednym słowem określić to, co najbardziej kojarzy mi się z niedawnym spływem mazurską Krutynią, jedno natychmiast przychodzi na myśl – łagodność. Krutynia to łagodna rzeka, prawie pod każdym względem. Wody, nurtu, brzegów, krajobrazu, warunków do biwakowania na jej brzegach. Z jednym wyjątkiem – komary :), dały nam nieźle w kość (a raczej w skórę), ale o tej porze roku to chyba nieuniknione nad każdą wodą.

Szczegółowych uwag, porad dotyczących organizacji spływu na własną rękę nie ma potrzeby zamieszczać, Krutynia to rzeka z chyba najlepszym zapleczem turystycznym w Polsce. Wypożyczalni łódek i sprzętu, stanic wodnych, miejsc biwakowych pełno, każdy znajdzie coś dla siebie, wystarczy chwilę poszperać w internecie, a na wodzie co kilka kilometrów coś się pojawia. Nawet najbardziej niedoświadczeni adepci mini bwp dadzą sobie radę. A płynąć naprawdę warto, bo to przepiękna rzeka, mimo że tak turystycznie „oblegana”. Aby aż tak to nie raziło, najlepiej wybrać jakiś „luźniejszy” termin, poza wakacjami, długimi weekendami, jakoś w środku tygodnia. Wtedy wrażeń nie zakłócą hałaśliwi i męczący w swej masie „niedzielni turyści”, bo z prawdziwymi niewiele mają wspólnego.
A teraz czas na fotkową kronikę spływu, opisy właściwie są zbędne, piękno przyrody broni się samo, nadzwyczajnych wydarzeń nie było, a o ciepłej czerwcowej burzy czy komarach nie warto wspominać. Nic, tylko łagodność rzeki, uroki przyrody i powolne roz/płynięcie...

Punkt startu, Zgon - ale jeszcze nie nasz :) 
Jezioro Mokre przed nami.
Ten widok będzie mi towarzyszył do końca spływu :)
Ostatni rzut oka za siebie...
Pierwsza wyspa wita nas zielonym dywanem... i dębami.
Widok z miejsca pierwszego biwaku.
Minimalizm i minimalista :)
Nasza leśna stołówka. Spokojnie, nie zbudowaliśmy tego,
zostało po harcerzach  :)
Miły nocleg pod dębami zostawiamy za sobą.
Podobne widoki będą nam towarzyszyć w zasadzie przez całą drogę.
I takie, łabędzi tam w ogóle co nie miara i nie boją się ludzi.
Warto mieć dla nich jakiś chleb czy bułę na podorędziu.
Dzielnie pokonujemy przeszkody :)
Cieszymy się gorącym i słonecznym dniem.
Krutyń - mazurskie Krupówki tylko ciupag na straganach brak ;)
Było upalnie, a za chwilę ulewa...
Peleryna i plandeka to podstawa :)
Płyniemy dalej i podziwiamy uroki rzeki.

Także sielski obrazki.
Na koniec dnia zasłużony łyk piwa
w romantycznym krajobrazie.
Nowy dzień i nowe "bagienne" krajobrazy przesmyku na Jezioro Duś.
Niebo groźne, ale jednak nie polało.
Krowy na tym „wiejskim”odcinku to stały widok - i dobrze, bo je lubię.
Polacy uprawiają „rekreację”, na tych pontonach po prostu łoją wódę
i drą japę, tylko dlaczego w tym celu  udają  się do rezerwatu przyrody?
Mam (płonną) nadzieję, że chociaż  butelki nie lądują w rzece.
Co nie przeszkadza nam zachwycać się przyrodą.


W końcu wypływamy na „szeroki przestwór” urokliwych jeziorek.

Zamieramy w zachwycie...
A potem płyniemy dalej aż do Bełdan, niektórzy na pierwszą kąpiel w tym roku, jak wiecie, ja niepodziewane otwarcie sezonu  kąpielowego mam już za sobą ;)
Jedno wiem na pewno, Krutynia mnie zauroczyła, wrócę tam jeszcze nie raz...

A na deser proponuję mazurską bajkę Czarownica znad Bełdan, która dla nas była nadzwyczaj łaskawa i pozwoliła zobaczyć polującego rybołowa. Tym razem polowanie w locie się nie udało, spora ryba mu się wyślizgnęła.

7 komentarzy:

  1. Ależ nastrojowe klimaty i pełne uroku pejzaże: rzeka, jezioro, ptactwo, krówki i na deser bajka
    o wysokiej cenie miłości i pożądania.
    Trzeba by się tam wybrac w tę noc kiedy "król Bełdan słucha wszystkich próśb i zaklęc".
    A wtedy pragnienie powrotu na Krutynię na pewno się spełni.
    Czy wzmiankowany Krutyń jest miasteczkiem czy wioską?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to raczej bajka o skutkach lekceważenia czarownic (boginek jeziora?). A może nawet skutkach lekceważenia natury, którą czarownica symbolizuje? Krutyń to wieś, ma około 260 mieszkańców. W sezonie tętni życiem, po - zamiera, jak prawie całe Mazury.

      Usuń
  2. W samej Krutyni warto zwiedzić muzeum przyrodnicze, jest tuż obok dyrekcji Parku w środku wsi. Wjeżdżając do Krutyni po prawej stoją rzędy małych domków. Mieszka tam pani Krystyna Kozioł, znana i bardzo wesoła oraz nad wyraz życzliwa starsza pani której zawdzięczam wspomnienia długich wspólnych pogawędek o codzienności życia powszedniego:) W całej Krutyni jest tylko dwóch rodowitych mazurów, Waldemar Bzura znany fotograf i Krystyna Kozioł. W pobliskim Gałkowie mieszkają natomiast potomkowie starowierców. To właśnie po starowiercach została w Krutyni drewniana zabudowa rodem z Syberii.
    AG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, następnym razem może uda się ich odwiedzić.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usunięty za nieprzyzwoite kadzenie adminowi ;)

      Usuń
  4. Fajny klimat spływu! A na marginesie: Klasztor starowierów - dzisiaj nieczynny - wymaga pomocy. Jest w rękach prywatnych i trochę brakuje pomysłu. Kłócą się funkcje... Ostatnia mniszka zmarła już trochę lat temu. Będąc w tamtej okolicy koniecznie trzeba odwiedzić "Oberżę pod psem" w Kadzidłowie. Niekoniecznie z powodu zwierzyńca, ale koniecznie z powodu świetnego muzeum tradycyjnej architektury, doskonałego domowego jadła w rewelacyjnych wnętrzach i gospodarzy: Danusi i Krzyśka Worobców ze stowarzyszenia "Sadyba" które ratuje lokalną architekturę, ślady po wsiach, cmentarze starowierów, aleje przydrożne a Krzysiek jest naszym głosem w sprawie zmiany ustawy o ochronie przyrody w sejmie.

    OdpowiedzUsuń