niedziela, 12 maja 2013

Wczesnomajowa Drwęca

Calusieńki długi majowy weekend udało mi się spędzić na wodzie oraz w przyrodzie. Nie było to, co prawda wymarzone minibwp, raczej typowy turystyczny spływ, ale całkiem przyjemny. Popłynęliśmy sobie z Brodnicy do Torunia Drwęcą i kawałek Wisłą, razem prawie 100 km na wodzie. Etapy były nieśpieszne, po ok. 20 km dziennie, spokojne, łatwe, akurat na rozpływanie na początku sezonu wodniackiego.
Brak uczestników podkręcających tempo tzw. harpaganów bardzo dobrze wpłynął na atmosferę spływu, który nie zamienił się w wyścig i do końca pozostał relaksującą, miłą imprezą towarzyską w plenerze.
Pogoda też dopisała, w pierwszy dzień krem przeciwsłoneczny był towarem deficytowym, żałowałem, że zamiast czapki z daszkiem nie wziąłem kapelusika. Tylko dwa na pięć dni spływu były pochmurne, w jeden nawet trochę popadało, razem może z godzinę niezbyt intensywnego deszczyku. W innych regionach Polski majówka była raczej na mokro – mieliśmy szczęście. Noce też bez opadów, ale jeszcze bardzo zimne. Spaliśmy w ubraniach, dodatkowo przykrywając śpiwory, czym kto miał. Codzienne wieczorne ogniska i gorące herbatki ratowały przed chłodem i przeziębieniem.
 Organizacyjnie i technicznie spływy Drwęcą na tym odcinku są łatwe, kajaki, a nawet kanu można wypożyczyć w Brodnicy (są tam ze 2-3 wypożyczalnie), a potem wrócić do niej z Torunia busikiem wypożyczalni wraz z kajakami. Sama rzeka o tej porze roku, a pamiętamy, że w tym roku zima długo trzymała, była jeszcze wczesnowiosenna. Woda dość wysoka, mętna, ciemna, jeszcze niewyklarowana po roztopach, gdzieniegdzie dała się zauważyć, zaczepiona na drzewach, gałęziach padlina dzików, a nawet czegoś większego – ofiar zdradliwego lodu. Już zaczęła cuchnąć. Mimo wczesnej pory szlak już był przetarty, nie było nieprzebytych zwałek, zdradliwych pni pod wodą i innych pułapek czyhających na nieostrożnego kajakarza.
W sumie tylko jeden zator, zmuszający do wysiadki i przeciągnięcia łódki, i dwie dłuższe przenoski na jazach elektrowni.
W sam raz dla początkujących, ale nie aż za łatwo, a tym samym nie nudno, meandrująca mocno rzeka dostarcza emocji i frajdy z umiejętnego manewrowania kajakiem, tak aby się w tych zakrętasach i między zwalonymi pniami „wyrobić”.
Zieleń wzdłuż brzegów dopiero przebijała ściółkę, a na drzewach dopiero co rozwinęły się malutkie, świeże liście. Same brzegi jeszcze słabo porośnięte świeżą trawą, trzciną, raczej błotniste, niezachęcające do lądowania. W te kilka dni wszystko zieleniło się na gwałt, na naszych oczach, przyroda ostatniego dnia spływu była już inna niż pierwszego. Ten pęd wiosny do nadrobienia tegorocznych opóźnień był niewątpliwą atrakcją spływu o tej porze roku, potem już nie ma szans na oglądanie takiej dynamiki zmian w przyrodzie.
Aby mieć niejakie wyobrażenie o naszej trasie, polecam zajrzeć na portal traseo.pl
My oczywiście popłynęliśmy dalej do ujścia Drwęcy do Wisły, a potem z prądem do samego Torunia. Brodnica, Golub-Dobrzyń i Toruń, to miasta atrakcyjne turystycznie, zwłaszcza dla miłośników zabytków, mnie się one już trochę opatrzyły, wolę przyrodę, ale dla wielu będzie to dodatkowa atrakcja spływu Drwęcą na tym odcinku.
Co do noclegów, to należy przygotować się na leśne biwaki, jedyna szansa na gorący prysznic i jakie takie warunki sanitarne jest w przystani wodnej „Zacisze” w Golubiu-Dobrzyniu, która mieści się na prawym brzegu przed pierwszym mostem.
Za to na „dzikich” biwakach przyrodniczych atrakcji nie brakowało, las i nadrzeczne chaszcze tętniły wiosennym życiem, całonocne ptasie koncerty i plusk bobrowych ogonów. Komary jeszcze nie dokuczają, można długo siedzieć w noc przy ognisku. Jednym słowem wszystko to, co tygryski lubią najbardziej – polecam :)
Panorama Torunia
Wszystkie fotki autorstwa Pawła - serdeczne dzięki, ja tym razem nie miałem aparatu.

5 komentarzy:

  1. "Za to na „dzikich” biwakach przyrodniczych atrakcji nie brakowało"
    Kiedyś jak się rozbiłem w Bieszczadach nad jakimś potokiem to rano miałem po kostki wody w namiocie. To była ulewna jesień.
    AG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, dawnymi czasy przećwiczyłem dokładnie to samo w Bieszczadach :)
      Na Drwęcy teraz był dość wysoki poziom wody, choć bywają większe. Ulew nie było, zatem szanse na nocny potop były nikłe.

      Usuń
  2. Wodniackie pozdrowienia. W tym samym czasie z Nowego Miasta Lubawskiego ale przed Brodnicą skok w bok Skarlanką na jeziora. Co do nocy potwierdzam ;) Syna przykrywałem swoja kurtką ale dzięki jednemu dniu opaleniznę mieliśmy nieziemską :)
    Ps. Na początku lipca Wel, to też się tygryskom podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Drwęca z NML, a potem Skarlanką na jeziora czeka w kolejce, pewnie w lipcu się uda. Powodzenia na Welu!

      Usuń
  3. Dla ułatwienia. Na jeziorach jedyne legalne miejsce biwakowe to ośrodki wczasowe na Bachotku a dalej na Partęczynach. Wędkarze mogą stać 2 m od linii brzegowej samochodem dostawczym ale mnie z jednym namiotem "przegoniła" Policja i straż leśna ... sensu bez ... Podzwoniłem po lasach pseudo pańswtowych i władzach parku ... jak kopanie się z koniem :( Tak czy siak zachęcam, Skarlanka i jeziora warte odwiedzenia.

    OdpowiedzUsuń