środa, 10 kwietnia 2013

„Polowanie” na piękno

Już nie raz na blogu dawałem wyraz niechęci do współczesnego myślistwa, które, pomijając nawet ocenę moralną tego procederu, stoi w jaskrawej sprzeczności z filozofią mojego minibwp. Daleko mi wprawdzie do radykalizmu wyrażanego choćby tu:
Ale rozumiem, co motywuje autorów tych witryn i dlaczego są tacy bezkompromisowi.
Jak już kiedyś pisałem, myślistwo jest przyrodniczą aktywnością mocno uwarunkowaną kulturowo i jedynie ewolucja kultury, w tym ostracyzm społeczny wobec tej formy spędzania wolnego czasu spowoduje jego zanik. Myślistwo dostarcza swoim adeptom różnorodnych wrażeń, emocji oraz przyjemności z obcowania z naturą, inaczej – po prostu – by się nim nie zajmowali. Wydaje mi się, że, przynajmniej niektóre z nich, może zastąpić, a nawet przewyższyć inne hobby, mianowicie coś, co sobie roboczo nazwałem – „polowanie” na piękno. „Polowanie” może nie jest najzręczniejszym określeniem, ale biorąc pod uwagę sceptyczny wobec łowiectwa kontekst, tu akurat pasuje.
Pasjonatów takiego „polowania” poznałem w życiu już kilku, są to zazwyczaj osoby szerze miłujące naturę, chociaż bezwzględni łowcy extra-fotek i wręcz łupieżczy eksploatatorzy przyrody w poszukiwaniu wrażeń też się wśród nich zdarzają. Jednak nawet takie „czarne owce” są niczym, jeśli chodzi o destrukcyjny wpływ na przyrodę w porównaniu z myśliwymi. Przypomnę, tylko że sam roczny zrzut wysoce toksycznego ołowiu do polskiego środowiska za sprawą łowieckiego hobby sięga 300 ton (ton, to nie pomyłka), są to rzędy wielkości porównywalne z emisją ołowiu ze wszystkich innych źródeł w Polsce, głównie przemysłowych.
Sądzę, że wiedza na temat przyrody i zwierząt, talenty, umiejętności przewidywania, tropienia, czatowania, obserwacji i oddania celnego „strzału”, są u takich pasjonatów nie mniejsze niż u myśliwych, a może nawet je przewyższają. Wynika to choćby z tego, że uzyskanie dobrego zdjęcia (a co dopiero znakomitego) jest znacznie trudniejsze niż oddanie skutecznego strzału z nowoczesnej broni myśliwskiej. Aby się to udało, więcej okoliczności musi sprzyjać „łowcy”, choćby dobre światło, a wsparcia w postaci zanęty, ambon, nagonki przecież nie mają, w odróżnieniu od myśliwych.
Dlatego uważam, że fotograficzne „łowiectwo” może być dobrą alternatywą dla współczesnego myślistwa, równie satysfakcjonującą, a pozbawioną wielu jego wad i moralnej dwuznaczności.
Jakie wspaniałe „trofea” można w ten sposób zdobyć mogę pokazać dzięki uprzejmości sympatycznego Bogumiła z Mazowsza (czy może być niesympatyczny, ktoś z takim imieniem i takim hobby :), który wspaniałomyślnie zgodził się udostępnić publicznie mały fragmencik swoich zbiorów. Dziękuję sedecznie!!!








Mam nadzieję, że to nie ostatni raz i czytelnicy będą jeszcze mogli podziwiać jego talent i pasję przy innej okazji.

2 komentarze:

  1. Przepiękne zdjęcia. :) Królestwo przyrody w całej okazałości. :)
    Greenway

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie myślistwo popieram i staram się też uprawiać. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń