piątek, 12 kwietnia 2013

Genealogia „leśnych ludzi”

„O starodawnym, bo jak bór odwiecznym, rodzie mowa tu będzie. Ma on przodków we wszystkich wiekach i tradycję we wszystkich szczepach ludzkości, boć nie ród to ciała, lecz duszy, nie ród lasu mieszkańców, lecz lasu miłośników, przyrody czcicieli.
Z rodu tego był poeta, co w Helladzie wyśpiewał mit Pana i Faunów, i ten, co stworzył Baldura w Skandynawii, i ten ich krewniak duszny, co w obchodzie religijnym Ariom dał Kupalną noc czarowną. I patrona swego ów ród ma, gdy ludzkość weszła w Pana Jezusowego szeregi.
Ich duszę miał, z ich rodu był słońca miłośnik i śpiewak, ptasząt i ryb kaznodzieja, wszelkiego stworzenia przyjaciel, seraficki święty Franciszek. Mędrców i uczonych mają w swym rodzie i pozornie teraz wchłonięci w miliony ludzkości, zachowali przecie odrębność i właściwość swych leśnych dusz. Ogarnęły ich ziemskie przewroty, życie gorączkowe, skomplikowane warunki, materialna walka o byt. Odsunęła ich od przyrody cywilizacja, postęp tak zwany, niszczenie natury przez rozrost przemysłu, straszny ciężar nowoczesnego bytu, nowoczesnych praw i obowiązków.
Pozornie nie ma dla leśnych ludzi ni miejsca, ni życia. Przystosowali się do warunków i już teraz niczym się jakby od reszty ludzi nie różnią. Spełniają swe obowiązki powszednie, pracują wśród innych z innymi, obcują z cywilizacją, biorą udział w postępie, korzystają z wynalazków, umieją się obchodzić z pieniędzmi, mieszkają w miastach, ubierają się jak inni, bywają w teatrach. Czyżby ród i tradycja leśnych dusz zginęła? Przenigdy!
Nieśmiertelny jest duch i ród ducha nieśmiertelny; tylko kto rodu tego ciekaw, z rodu tego być musi i wtedy krewniaka odnajdzie.
Nie trzeba koniecznie szukać go wśród cichej wsi i głębokich borów, wśród ludzi stojących u warsztatu przyrody, w jej królestwie: można tam szukać długo i na próżno, a znaleźć w wielkim fabrycznym mieście. Można znaleźć w uczniowskim pokoiku, gdy chłopak po odrobieniu algebry, zamiast iść szukać rozrywki w dusznej sali knajpy, z gilem chowanym się bawi i dogląda go, można w suterenie szewca, co ledwie wie nazwę ptaka, który mu ćwierka przy robocie. I w tłumie ulicznym poznać można po szczególnym zachowaniu się w nadzwyczajnych wypadkach miejskiego życia.
Gdy wychodzą wieczorem dzienniki z ostatnimi depeszami wojny, skandalicznego procesu, sensacyjnego mordu, a ktoś nie bierze do rąk gazety, ale przypatruje się z uśmiechem sadowieniu się wróbli na nocleg, z rodu leśnego jest.
I z tegóż rodu jest taki, co wśród uroczystego pochodu ulicznego, gdy wszystkich pochłania muzyka, stroje, ekwipaże, paradne szeregi wojska lub korporacji, dojrzy zziębniętego psiaka przed zamkniętymi drzwiami sklepu i otworzy mu je z dobrym słowem życzliwości.
Wśród ogłoszeń dziennikarskich członek tego rodu wyszuka adres sprzedawcy słowika w klatce, zna handlarzy ptaków, więźniów tych wykupuje z niewoli i z wiosną puszcza na wyraj, równie jak one radosny.
Leśni ludzie zwykle trzymają się samotnie, dusze swe kryją, o swym wnętrzu z nikim nie mówią, wiedząc, że to innych nie zajmuje.
W potwornym młynie ziemskim, gdzie bożyszczem jest interes, walka o zbytek i użycie wykwitu cywilizacji, obcując z innymi, mają w oczach często zgrozę lub krytyczne zdumienie, ale milczą, i spełniając swe społeczne obowiązki, baczą tylko, by się nie dać zgnieść, zmiażdżyć. O dusze swe nie są trwożni: tych zaraza świata nie skazi.
I tak trwają, rzadcy wśród świata i obcy mu zupełnie. Czasami znajdują druha. Otwierają się na ścieżaj wrota duszne, krzepią się oni wzajem: marzenia, potrzeby, tęsknice zmieniają się w słowo. Wyrażają ufnie głos swobody, ciszy, obcowania z naturą, przetwarzają swe żądze, aż utworzą czyn, aż wypracują sobie rzeczywiste, żywe, wedle swej duszy bytowanie.
I takie jedno lato leśnych ludzi tu będzie zawarte. Dla tych, co je przeżyli – kronika szczęścia; dla tych, co po świecie rozproszeni, o nim samotnie marzą – bratni upominek i może do czynu pomoc.”

Powyższymi słowami – z powodzeniem mogłyby służyć za motto mojego bloga – Maria Rodziewiczówna otwiera książkę „Lato leśnych ludzi” wydaną w 1920 r.
Śladami tej książki i jej autorki od lat podąża Biegnący Wilk, który w końcu dotarł do chaty leśnych ludzi, opowieść o tej przygodzie warto obejrzeć i posłuchać w malowniczym fotocaście, a jako uzupełnienie przeczytać wywiad z Dariuszem Morsztynem.

A na deser, jako obyczajową ciekawostkę, ale nie aż taką ramotkę, jak mogłoby się z pozoru wydawać, dekalog domowy sporządzony przez Marię Rodziewiczównę, który wisiał w sieni jej domu:

1. „Czcij i zachowaj ciszę, pogodę ducha i spokój domu tego, aby stały się w tobie.
2. Będziesz stale zajęty pracą według sił swych, zdolności i zamiłowania.
3. Nie będziesz śmiecił, czynił bezładu ani zamieszania domowego porządku.
4. Pamiętaj, abyś nie kaził myśli ni ust mową o złym, marności i głupstwie.
5. Nie będziesz opowiadał, szczególnie przy posiłkach o chorobach, kryminałach, kalectwie i smutkach.
6. Nie będziesz się gniewał, ani podnosił głosu z wyjątkiem śpiewu i śmiechu.
7. Nie będziesz zatruwał powietrza domu złym i kwaśnym humorem.
8. Nie wnoś do domu tego szatańskiej czci pieniądza i przekleństw spraw jego.
9. Zachowaj przyjacielstwo dla Bożych stworzeń za domowników przyjętych, jako psy, ptaki, jeże i wiewiórki.
10. Nie okazuj trwogi, a znoś ze spokojem wszelki dopust Boży, jako głód, biedę, chorobę i najście niepożądanych gości.
Błogosławieństwo Boga i Królowej Korony Polskiej niech strzeże fundamentów węgłów i ścian domu tego, oraz duszy, serca i zdrowia mieszkańców - Amen ”.

4 komentarze:

  1. "I tak trwają, rzadcy wśród świata i obcy mu zupełnie. Czasami znajdują druha. Otwierają się na ścieżaj wrota duszne..."

    Ramotka to to i jest ale jak bardzo aktualna

    "Leśni ludzie zwykle trzymają się samotnie, dusze swe kryją, o swym wnętrzu z nikim nie mówią, wiedząc, że to innych nie zajmuje."

    Zastanawiam się dlaczego ja tak naprawdę usunąłem (mocno osobiste) konto na pewnym portalu społecznościowym ;)
    AG

    OdpowiedzUsuń
  2. A pod leśnym dachem świergot ptasząt i cisza jesiennych wieczorów. Chleb, kubek herbaty z igieł sosny i masło z rozdrobnionych żołędzi.
    Ktoś powie utopia...
    Mój minimalizm egzystencjalny jest podobny- ale warto. I do nikogo nie mam pretensji.
    Świat wokoło jest piękny, wystarczy aby czas, który jest nam dany był po prostu nasz, a nie cudzy i narzucany przez kogoś obcego. Nie dajmy sobie go odebrać.
    Maria Rodziewiczówna jest naszym żeńskim odpowiednikiem Thoreau z USA.
    A zatem pora najwyższa aby inni ją lepiej poznali!
    Na leśnych łąkach blisko mojego miejsca zamieszkania żerują sarny,a rankiem widziałem czarnego bociana jak odpoczywał pośród olsów. Cudowny widok.

    OdpowiedzUsuń
  3. A Dekalog domowy znakomity...:) Czy ja też zaliczam się do leśnych ludzi?
    Greenway

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu nie? Podejrzewam, że „leśni ludzie” są liczniejsi, niż się nam wydaje. Najwyższy czas zewrzeć szeregi i dać odpór „obleśnym ludziom”, zanim całe piękno świata nam zniweczą do szczętu.

      Usuń