czwartek, 21 marca 2013

Za Opiwardą, za siódmą rzeką...

Igor Abramow Newerly nie jest przykładem klasycznego przyrodopisarza takiego jak Henry Dawid Thoreau czy Edward Abbey. Za dużo w jego książkach ludzkich spraw, choć spragnionym przyrody czytelnikom też jej nie zabraknie, jednak zawsze natura jest raczej w tle. Bardzo znaczącym tle, które w dużej mierze stanowi o uroku i sile jego opowieści. Trudno się dziwić, że zajmuje, obok ludzkich losów, tak poczesne miejsce w jego twórczości skoro pisarz urodził się i wychował się w sercu Puszczy Białowieskiej, u dziadka, który był łowczym cara Mikołaja II (Dąb Igora Newerlego). Na kim przyroda odciśnie we wczesnej młodości swoje piętno, ten się już nigdy z jej uroków nie wyzwoli. To bardzo charakterystyczny rys biografii każdego przyrodopisarza i wielu aktywistów ekologicznych.
Każdy ma swoją Opiwardę, siódmą rzekę,
za siedmioma górami i siódmym lasem...
W powszechnej świadomości (o ile ktokolwiek kojarzy jeszcze tego pisarza) książki Newerlego uchodzą za jakieś okropne socrealistyczne ramoty, w szkołach się o nich nie wspomina, wznawiane są rzadko, ostatnio wcale. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom, w twórczości pisarza można znaleźć takie pozycje, których by się nie powstydzili najlepsi polscy mistrzowie pióra. I nie jest to tylko moje zdanie.
Poza treścią zaszokowało mnie to, że jest to wybitna proza. Naprawdę wybitna. Dotarło do mnie, że Igor Newerly to znakomity pisarz, jeden z najwybitniejszych polskich prozaików XX wieku. Doskonale pamiętam, że pomyślałem sobie wtedy: jaka szkoda, że to prawdopodobnie ostatnia książka w życiu Newerlego, miał przecież wtedy 82 lata. Tymczasem rok później jednocześnie wyszły jego dwie następne książki, w tym jedna bardzo gruba: „Zostało z uczty bogów” oraz „Wzgórze błękitnego snu”. (Moi mistrzowie. Igor Newerly.)
Podzielam tę opinię, przeczytałem prawie wszystkie książki Newerlego, nawet tę, od której odstraszył autora powyższych słów „koszmarny film z 1953 roku”, uznawany podobnie jak literacki pierwowzór za klasykę socrealizmu. Moim zdaniem „Pamiątka z Celulozy” nie tylko daje się czytać, ale jest po prostu niezłą literaturą, oddającą ducha czasów, tym lepszą, że opartą na faktach, o których dziś większość polityków, piewców II RP i „twurcuf” III RP w „bulu” woli nie pamiętać. Pisarz materiał do powieści czerpał prosto z życia ludzi, których opisał. Jeździł po powojennej Polsce, fabrykach, warsztatach, przeprowadzał wywiady z robotnikami, mieszkańcami słynnego włocławskiego Grzywna i okolic. Podobnie przygotowywał się do innych swoich książek, każda była poprzedzona drobiazgowymi, czasem wieloletnimi, studiami.
Ja jednak najbardziej lubię jego powieści „leśne” (Wzgórze błękitnego snu i Leśne morze) oraz autobiograficzne ze zbiorem opowiadań, istnych perełek, pt. „Za Opiwardą, za siódmą rzeką...” na czele. Które zaczyna się tak:
„Są dwa sposoby bezinteresownego przemieszczania się w przestrzeni – turystyka i włóczęga. Z Baedekerem albo z kijem. Planowo, wygodnie i z pożytkiem albo zwyczajnie przed siebie, ostro na trudy i przygody. Różnice temperamentu i natury, światopoglądu poniekąd. Turysta ogląda świat i poznaje, włóczykij kosztuje go próbując różnych smaków. Każdemu z nich po latach wędrowania coś zostaje, stosy map i przewodników, pamiątki, zdjęcia, rzeczy unikalne, niekiedy obraz własnego pędzla, książka, wiersze albo same wspomnienia i zguba czegoś z siebie gdzieś na szlaku.
W międzywojennym dwudziestoleciu włóczywiosło, młodszy brat włóczykija, trzymał sie na wodach Polski obok rzadkich gatunków ptactwa gniazdowego. Niewiele tego bractwa było, ale było – rodzime, stałe, nie na sezon. A i teraz można znaleźć, jeśli nie szukać po stanicach kajakowych ani na zbiorowych spływach. Zdradzi się na hasło wywoławcze Opiwarda. Wystarczy podać swobodnie rzutem spinningowym:
– Tego nie ma na mapie, ale znalazłem… Jak dotąd, to chyba tylko ja tam byłem.
Jeśli to prawdziwy włóczywiosło, to się odezwie:
– A cóż tam jest takiego?
– Bytują czarne żurawie i całe jeziorko kwitnie na różowo. Widoczek za dewizy. Tylko dostęp, niech go licho… Zaklęte jeziorko.
– Ale pan się dostał.
– Ba, po dziesięciu latach kajakowania…
– No, to mów pan, gdzie leży Opiwarda.
Tu stop – należy w jakiś sposób wycofać się z zabawy. Nie możemy przecież wskazać drogę do Opiwardy, jak to w latach trzydziestych uczynił stary wyga kajakowy, Wisłocki, z ostrzeżeniem na końcu:
– Nie radzę jednak. Okropny szlak. Nie każdy podoła.”
 
Oczywiście nie zdradzę zakończenia tego błyskotliwego opowiadania, pierwszego wśród wielu znakomitości tego zbiorku, ale obiecuję, że każdy nie tylko podoła przeczytaniu tej książki, ale będzie się czuł zawiedziony, że to już koniec. Opowiadania są bardzo różne, od przygód włóczywiosła, przez zadumę nad międzywojenną Polską, okupacyjne przygody, obozowe okropności Majdanka, aż po burzliwe czasy powojenne. W tle urzekające obrazy przyrody, jeszcze nie skażonej współczesnością. Polecam wszystkim, nie tylko miłośnikom mini bwp, bo nie wątpię, że oni z lektury na pewno będą zadowoleni.
Zainteresowanym postacią pisarza polecam:

4 komentarze:

  1. Są tacy,co pamiętają, jak długo, Darku, trzeba było cię namawiać na lekturę Wzgórza Błękitnego Snu. Widzę,że było warto! To ważna rzecz, dzielić się pięknem znalezionych perełek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście warto zapoznać się z twórczością Igora Newerly.
    Znakomite zdjęcie. ":)
    Greenway

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałem wszystko z wyjątkiem "Pamiątki z celulozy". Pierwszy był "przymusowy" Chłopiec z salskich stepów i dlatego trudno było mi zacząć czytać coś innego tego autora. Przypadkiem usłyszałem w I programie PR "Za Opiwardą za siódmą rzeką" wiele lat temu. Jest to zachwycający wybór opowiadań do którego wracam co jakiś czas zwłaszcza, że sam pływam kajakiem już przeszło dwadzieścia lat często szlakiem autora. Człowiek wrażliwy na piękno przyrody, ciekawy świata i drugiego człowieka jest wstanie mieć podobne doznania ale nie każdy ma taki talent by swoje przeżycia i nie tylko swoje, przelać na papier i to w taki sposób aby zachwycały przez lata. Bardzo lubię książki Igora Newerlego.
    Polecam również twórczość Gustawa Morcinka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz i połamania wiosła życzę, może gdzieś, kiedyś na wodzie się spotkamy? :)
      Polecam też mój ubiegłoroczny wpis - relację z domku-muzeum Newerlego w Zgonie.

      Usuń