sobota, 16 marca 2013

Skwarna Wisła – jeszcze wspomnienie lata

W lipcu (ubiegłego roku) udało nam się popływać kajakiem na Wiśle. Nic specjalnego, takie towarzyskie biwakowanko i pływanko w okolicach starorzecza nieopodal Płocka.
Mniej więcej tu:

Kumpel chciał mi pokazać swoją ulubioną kępę wiślaną. Często tam bywa, o każdej porze roku, czuje z tym miejscem mistyczną niemal więź. To jego locum sacrum, tak to nazywa Witold Suliga, każdy powinien je mieć, a jak jeszcze nie wie gdzie jest, to koniecznie musi odnaleźć, bez tego po prostu będzie nieszczęśliwy. Ja też takowe mam, ale o tym może przy innej okazji.
Pierwszy dzionek upłynął nam na oswajaniu się z kajakiem i najbliższą okolicą, a zakończył mini imprezą ogniskowo-piwną.
Ciasno, ale własno :)
Pogromca Wisły (chodzi o kajak ;)
Kępa czeka na nas
U siebie
Widoki na starorzecze


Przy ognisku, przy ognisku... :)
Kiełbaska kusi
Co to za Talib? :)
Księżyc na dobranoc
Za to drugi dzionek, od samego rana, to już tylko i wyłącznie jej Szerokość Wisła w całej okazałości, tam (pod prąd) i z powrotem, tak daleko ile starczyło nam sił i czasu.
Lato nie rozpieszczało pogodą w tym roku, a nam się trafiły dwa dni jak z innej niż Polska bajki, afrykańskiej lub południowo-amerykańskiej. Skwar z nieba, nogi w wodzie, można się poczuć niczym ryż w chińskim przysłowiu, który ma „nogi w wodzie, a głowę w ogniu”. Momentami, ciągnąc kajak przez wiślane łachy, czułem się jak nad Amazonką. Cudowne widoki, mnie, oswojonego z bliskimi brzegami niewielkich rzeczek w mojej okolicy, najbardziej zachwyciła skala naszej królowej rzek. Przestrzeń, światło, rozmach wody i horyzontu.
Kwiatek na dzień dobry




Dinozaury? ;)

Nie ma to jak lans, foto akurat na fejsika :)

Przyroda to życie i śmierć - nierozłącznie splecione ze sobą...


Wszędzie ten zielony muł z zapaszkiem, fuj!


Te kępy, to często spore wyspy, kiedyś wypasano tu bydło.
Tylko jak oni je mieścili do łódek?
Szkoda tylko, że Wisła poniżej Warszawy była aż taka brudna. Kąpieli, przemycia twarzy bym nie ryzykował. Brzegi łach pokrywał zielonkawy muł o niezbyt przyjemnym zapachu i konsystencji, który wysychając w pełnym słońcu pękał, tworząc twarde, ostre krawędzie. Trzeba uważać, można nawet pokaleczyć stopy. Tego lata powinno być już dużo lepiej, bowiem oddano w końcu do użytku oczyszczalnię ścieków lewobrzeżnej Warszawy. Przykro, że z kilkuletnim opóźnieniem i znów „wymusiła” to na nas UE, jakbyśmy sami z siebie nie potrafili zadbać o czystość naszych wód. Widać nie potrafimy, zawsze są „ważniejsze” inwestycje np. stadiony na Euro 2012. To mniej więcej tak, jak gdyby kupić nowy telewizor plazmowy do salonu, w sytuacji, gdy wylewa zapchany kibel. Jakoś nie znam nikogo, kto by tak postępował w swoim domu, ale z rzeką, nawet Wisłą i w Stolicy tak już było można. Po prostu wstyd :(

To były fotki z aparatu kumpla, a na koniec kilka moich,  „komórkowych” z pozycji sternika :)








4 komentarze:

  1. Fajne fotki,takie swojskie.
    Wygląda na to,że poziom wody na Wiśle był dosyc niski, mimo dużych opadów deszczowych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rekordowo niski, można było podwodną archeologię bez wody uprawiać. Ubiegłe lato nie było "mokre", ale też nie przesadnie ciepłe. Za to dwa lata temu był swojski pogodowy "wash and go" czyli deszcz i zimno w jednym :)
      Ciekawe czym ten rok nas uraczy, oby Swaróg był łaskawy...

      Usuń
  2. Świetna przygoda. Też pływałam po Wiśle, ale żaglówką w okolicach Duninowa. :)
    Greenway

    OdpowiedzUsuń
  3. W sprawie krów wypasanych na wyspie. krowy pływają. Przewodnik stada musi chcieć wejść. Gdy stracą tą umiejętność, to trudno je znów przekonać. Stąd gdy "od zawsze" tam plywały, to cielak płynął za matką a później sam prowadził stado. Gdy zabrakło tych krów, zaprzestano ich pławiania, dziś trzeba by wiele pracy by je nauczyć, że woda nie taka straszna. Skąd to wiem? Mój dziadek jeszcze taka wypasał. W innym miejscu, ale tez na wyspie.

    OdpowiedzUsuń