niedziela, 31 marca 2013

Kora zwyczajna

Zimno i słota nie zachęcają do plenerowych wędrówek, z tego, co słychać dokoła, wszyscy mają już dość zimowej wiosny i tęsknią coraz mocniej to tej prawdziwej – ciepłej i zielonej. Ja nie jestem wyjątkiem, ale nawet zimą zdarzają się okazje, które mogą dostarczyć miłych estetycznych wrażeń z obcowania z naturą. Poniżej pamiątki z ostatniej z nich. Dzisiaj na palecie przyrody – kora, taka zwykła kora drzew, tyle że obrócona o 90 stopni, żeby uwydatnić jej walory plastyczne, a nie rozpraszać się rozpoznawaniem na co konkretnie patrzymy. Na końcu 3 fotki, nie kory wprawdzie, ale dla mnie – przyrodniczego ignoranta – na tyle „abstrakcyjne”, że pasowały mi jakoś (kolorystycznie) do reszty, więc też je zamieściłem.
Lubię zanurzyć się w przyrodę tak kompletnie „bezmyślnie”, nie zastanawiając się zupełnie, na co patrzę, jak się to coś nazywa, jaki to gatunek, rodzaj, rodzina, do czego służy, da się wykorzystać itd. Czy to źle, tak nic nie wiedzieć? Czasami chyba dobrze, wprawdzie człowiek to nie komputer z systemem operacyjnym Windows, ale taki przyrodniczy reset mózgu też dobrze mu robi. Oglądajcie zatem i nie myślcie - ani trochę, na święta można sobie pozwolić, myślenie jest stanowczo przereklamowane :)

sobota, 23 marca 2013

Życie w harmonii ze złudzeniami

Przed wyjściem na dzisiejsze minibwp znalazłem w sieci, szukając zupełnie czegoś innego, jak to zwykle bywa, blog pod bardzo zachęcającym tytułem Życie w harmonii z naturą. Przejrzałem pobieżnie i w pośpiechu, myśląc, że będzie co dodać do linków na moim blogu gdy wrócę. Zbliżała się godzina 12.00, słońce w zenicie, szkoda przegapić taką ładną pogodę – jeszcze solidny mrozik, olśniewająca biel śniegu i już wiosenne, ciepłe słońce. Rzadko zdarzały się takie koniunkcje tej zimy, żal zmarnować siedzeniem w domu przed monitorem. Ubrałem się żwawo i poleciałem z psem „na dwór” (jak to się mówiło w dziecięctwie). I rzeczywiście, pogoda wspaniała, widoki zachwycające, a jedyny zgrzyt „wyprawy” to brak zdjęć. Okazało się, że chowając i wyciągając aparat (był mróz, trzeba było chronić baterię) z kieszeni, przestawiłem pokrętło i w rezultacie robiąc kolejne fotki, poprzednie kasowałem. Nie powiem, żebym był zadowolony, gdy to odkryłem :)

czwartek, 21 marca 2013

Za Opiwardą, za siódmą rzeką...

Igor Abramow Newerly nie jest przykładem klasycznego przyrodopisarza takiego jak Henry Dawid Thoreau czy Edward Abbey. Za dużo w jego książkach ludzkich spraw, choć spragnionym przyrody czytelnikom też jej nie zabraknie, jednak zawsze natura jest raczej w tle. Bardzo znaczącym tle, które w dużej mierze stanowi o uroku i sile jego opowieści. Trudno się dziwić, że zajmuje, obok ludzkich losów, tak poczesne miejsce w jego twórczości skoro pisarz urodził się i wychował się w sercu Puszczy Białowieskiej, u dziadka, który był łowczym cara Mikołaja II (Dąb Igora Newerlego). Na kim przyroda odciśnie we wczesnej młodości swoje piętno, ten się już nigdy z jej uroków nie wyzwoli. To bardzo charakterystyczny rys biografii każdego przyrodopisarza i wielu aktywistów ekologicznych.
Każdy ma swoją Opiwardę, siódmą rzekę,
za siedmioma górami i siódmym lasem...

niedziela, 17 marca 2013

W poszukiwaniu wiosny u źródeł - errata :)

Errata, czyli wykaz błędów dostrzeżonych już po publikacji. Dwa tygodnie temu wybrałem się na poszukiwanie wiosny u źródeł i jak nieco później się okazało, znalazłem zimę nie wiosnę :)
Niniejszym naprawiam błąd poprzedniej publikacji i zamieszczam „poprawione” obrazki z prawie tych samych miejsc. To oczywiście żart :)
Prawdziwą intencją tego wpisu jest ilustracja nieunikania powtarzalności, czyli tej cechy, którą opisywałem w ostatnim akapicie dawniejszego wpisu, a która odróżnia moje minibwp od typowej turystyki. Dlatego też starałem się wczoraj o podobne do poprzednich fotki. Czy zatem minibwp jest tym samym lepsze od turystyki a la PTTK lub Pamiętniki z wakacji? Wcale tego nie twierdzę, jest po prostu trochę inne. Dla mnie oczywiście lepsze, ale dla innych może być np. śmiertelnie nudne albo w ogóle frajerskie, taki „sport” dla emerytów czy coś. Ich problem ;)
Podobno, jak wynika z cytowania mądrych ludzi na stronie We Are Wildness, do prawdziwie odkrywczej wycieczki potrzebne są nie tyle nowe miejsca, co nowe oczy. Prawie to samo mówi polski filozof.

Lubicie sowy - to trzeba zobaczyć!

sobota, 16 marca 2013

Skwarna Wisła – jeszcze wspomnienie lata

W lipcu (ubiegłego roku) udało nam się popływać kajakiem na Wiśle. Nic specjalnego, takie towarzyskie biwakowanko i pływanko w okolicach starorzecza nieopodal Płocka.
Mniej więcej tu:

piątek, 15 marca 2013

Duchowy wymiar minibwp

„Lubię las. Lubię wałęsać się po nim ot tak, bez wyraźnego celu. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Wielu moich znajomych lubi to robić. Różni nas to, że moje leśne wędrówki są, jeśli tak można rzec, całkowicie bezinteresowne. Nie pożądam jego jagód. Nie fascynuje mnie zbieranie grzybów. Nie poluję, nie tropię zwierząt. Idę, zanurzam się weń i sam ten fakt, że rozwiera się przede mną niczym ogromny, żywy, nieco straszny, lecz przecież tak naprawdę bezbronny stwór, napawa mnie radością. Wtulam się weń, milczę, on też milczy, i w tym milczeniu zawiera się więcej słów, niż zdołałbym kiedykolwiek wypowiedzieć...”

Więcej w eseju „Nieskończony krąg ziemi”, przy okazji serdeczne pozdrowienia dla autora, Pana Jana, z którym na ten i podobne tematy przegadałem kiedyś przy zacnych trunkach pół sierpniowej nocy.

Wspomnienie lata – Omulew i Omulwia cz. 2

Pierwsza część relacji.
Z miłego „zatracenia się” się w przyrodzie wyrywa nas industrialny widok mostu na drodze nr 545 (Nidzica – Jedwabno), z opisu szlaku wynika, że trzeba tu uważać na drewniane pale, zwaliska pni. Jakoś nie przysporzyły kłopotów, bez problemu płyniemy dalej popychani nadzieją, że skoro był ten most, to wioska Kot, tuż, tuż, a za nią upragniony biwak.

sobota, 9 marca 2013

minibwL

Dzięki „uprzejmemu donosowi” kolegi miałem ostatnio niekłamaną przyjemność zapoznać się z blogiem, który prezentuje podobną filozofię życia do tej, którą, mam nadzieję, można odnaleźć na moim blogu, tyle że dzieje się bardziej wśród ludzi. Ale jak powszechnie wiadomo ludzie to też przyroda, było nie było :)
Zatem nie będzie większym nadużyciem stwierdzenie, że blog „Zwykłe życie” też jest rodzajem minibwp, a jak ktoś jest maniakiem dokładności, to niech mu będzie – minibwL (minimalistyczne, nieśpieszne bytowanie wśród Ludzi).
Blog cieszy się już w sieci niejaką popularnością i dobrze. Życzę autorowi i przedsięwzięciu jak najlepiej.
Przy okazji zapraszam w jeszcze jedno fajne miejsce w sieci, na które naprowadziło mnie „Zwykłe życie”.
Okazuje się, że jednak można inaczej i to właśnie najbardziej mnie cieszy :)