niedziela, 10 lutego 2013

Minimalizm czy maksymalizm?

Ciepło, czysta woda, brak braku jedzenia, dach nad głową – czy to minimalizm, czy maksymalizm?
Z jednej strony minimalizm, nawet „najdziksze” ludy pierwotne potrafiły, bez większych problemów, zapewnić „obywatelom” swojej grupy (plemiennej, rodowej) zaspokojenie tych elementarnych potrzeb. Potrafiły, bo odkąd przyjechał do nich w „odwiedziny” „biały człowiek” i został na zawsze, to mają z tym ogromne problemy i często im się to już nie udaje. Niby są u siebie, a żyją w najnędzniejszych warunkach, spauperyzowani do granic biologicznego przeżycia. Dawnego trybu życia nie mogą już prowadzić, a na nowoczesny „biały” ich nie stać.
 
Ale co tam ludy pierwotne , są przecież pierwotne (czytaj głupie) i mają za swoje – było się rozwijać, cywilizować jak inni! Chwila, jacy inni? Inni są tylko jeden – „biały człowiek”, wszyscy inni byli prawie tacy sami tzn. kolorowi. Mniejsza z tym.
Zastanawia mnie tylko: dlaczego ten cywilizowany człowiek nie potrafi zapewnić zaspokojenia tych elementarnych potrzeb „obywatelom” swojej (państwowej, innej?) grupy? Tylko w Polsce mamy ok. 350 tys. bezdomnych (pesymiści utrzymują, że 500 tys.), a „najdzikszy” Papuas ma szałas, Eskimos igloo. Inni jakieś chaty, ziemianki, takie czy inne schronienia. Każdy coś ma, bezdomność i wykluczenie społeczne nie są w tych kulturach znane. Tzn. nie były znane, zanim nie „zaopiekował się” nimi „cywilizowany” człowiek.
A u nas? 200 lat nieprzerwanej rewolucji technologicznej, 70 lat bez wojny w Europie, komputery, Internet, roboty, automatyka, komórki, GPS, loty w kosmos, a miliony Polaków 70 lat po wojnie wciąż nie mają własnego kąta. Gnieżdżą się w starych, zawilgoconych norach, siedzą na kupie, po trzy rodziny naraz. A tymczasem te same miliony Polaków, zdrowych, zdolnych do pracy, wykształconych bezowocnie szukają pracy albo pracują byle gdzie, robią byle co za nędzne grosze, zamiast swoją sensowną pracą zaspokajać podstawowe potrzeby współziomków, a zarazem swoje.
Z drugiej strony maksymalizm – ostentacyjne bogactwo, luksusowe samochody, jachty, samoloty, fikuśna moda, wyszukane rozrywki, wyrafinowane potrawy, wielkie posiadłości, służba, ochroniarze i wielkie mury, płoty, kamery, które tego wszystkiego bronią przed naporem biedy tego świata. A właściwie nie biedy, prawdziwa bieda nie jest zbyt agresywna, bogatym zagraża i atakuje sztucznie wykreowana przez nich samych (na tym właśnie się bogacą) pazerność, chciwość tych, którym się nie udało w tym wyścigu szczurów, a też by chcieli, ale z różnych względów się "nie załapali" do grona posiadaczy.
Garstka traci swoje człowieczeństwo z nadmiaru, większość z ubóstwa.
Coś tu fundamentalnie nie gra i to w skali globalnej. Wszyscy za to płacimy – szczęściem, zdrowiem, utraconym pięknem świata przyrody, która cierpi najbardziej, ale w milczeniu, jej bólu nie rozumiemy, nie mówi po ludzku...
Albo rozumiemy, ale nie chcemy widzieć i słyszeć, żeby do końca nie zwariować w tym szalonym świecie, który Indianie Hopi określi jednym słowemKoyaanisqatsiA Godfrey Reggio doskonale zobrazował w urzekającym filmie.
Jeśli już miałbym wybierać, wolę minimalizm „dzikich”, niż maksymalizm „cywilizowanych”.

PS
Przy okazji, dla lepszego zrozumienia, o czym piszę, polecam znakomite filmy dokumentalne, które aktualnie lecą na Planete +: Wspomnieniaz Oceanii, Łzy Amazonii, Łzy Arktyki.

4 komentarze:

  1. Chciałoby się "wypisać" z tej nieludzkiej, skazanej na zagładę cywilizacji... Chciałoby się powiedzieć dość tej nonsensownej, niszczącej pazerności... Trzeba coś z tym zrobić, ale jak?

    Greenway

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam patentu na nieomylność, ale tak sobie myślę, że trzeba przynajmniej próbować nie uczestniczyć w tym "ślepym pędzie", wycofać się, wypisać właśnie, stawiać bierny opór, choćby mentalny - nie wierząc w te miraże, nie powielając ich. To "szaleństwo" żywi się naszą energią, gdy przestaniemy jej dostarczać, upadnie z czasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo dobre myślenie zaczynamy od siebie . Bunt to sprawa indywidualna.

      Usuń
  3. A czego potrafimy się osobiście wyrzec w imię minimalizmu?
    Bo przecież zawsze można miec mniej - nieprawdaż?

    OdpowiedzUsuń