poniedziałek, 18 lutego 2013

Dolinka - wpis gościnny

Przez kilka ostatnich dni odwiedzałem swój mały strumyk. Lubię tam czasem spacerować i przesiadywać z psem. Obserwować znane mi miejsca, drzewa i bystrza rzeczne. Te ostatnie szczególnie darzę sympatią, ponieważ są one namiastką dzikości małych dolinek rzecznych. Dzięki temu, że nieopodal zachowały się dopływy zasilające strumyk oraz źródliskowe podmokłości nawet zimą zachowuje on swoją witalność. Nie zamarza. W swoim środkowym biegu przepięknie meandruje i tworzy mini przełomy.
Gdyby tak wysilić swoją wyobraźnię, to nawet pluszcza można by spotkać jak zanurza się w toni wodnej. Zamiast niego czujne oczy mogą dostrzec samotnego strzyżyka uwijającego się w olszynowych korzeniach albo nawet przelatującego zimorodka. Stare olsze, białodrzewy i z rzadka pojedynczy jesion są dogodnym siedliskiem dla tych małych skrzydlatych indywidualistów. Przynajmniej w połowie lutego. Wiosną ich tryb życia diametralnie się zmieni.
Jeszcze niedawno solidna pokrywa śnieżna sprawiała, że śledziliśmy ślady innych mieszkańców dolinki. Najczęściej były to łapy bobra albo odciski sarny. Zająca nie widziałem od dawien dawna. Z rzadka pojawi się zbłąkany bażant i szybko ucieknie. Najwierniejsze zatem są ptaki. W kwietniu czarne dzięcioły już mocno popukują pnie olsz i pozostawiają czarne otwory. Nawet teraz na najwyższych z nich pojawiły się kolejne trzy dziuple. Wiosną wrócę i podpatrzę, co z tego dalej wyniknie.
Moja dolinka. Mogę iść jej dnem tuż przy strumyku i podziwiać jak się wije. Aż po ujście ku Wiśle. Na Mazowszu płockim jest jeszcze kilka takich jarów, którymi płyną te bezimienne cieki. Są ostatnimi oazami zieleni w bliskim sąsiedztwie dużego miasta. Niekiedy bardzo zaśmiecone i zdewastowane. Na stromych stokach porastają je jeszcze rośliny zielne – bodziszki, fiołki, a nawet żółto-słodkawe jaskry i zawilce. W podmokłościach trafia się zanokcica i ocienia podtopione konary drzew zatopione w rzeczce. Latem, gdy powracam w to samo miejsce, obserwuję całe zastępy żołnierskich oddziałów mrówek, które właśnie po tych konarach przemieszczają się z jednego brzegu na drugi. Widok iście jakby z lasów tropikalnych.
W taki oto sposób uprawiam moje minibwp. Niespiesznie i uważnie, sądzę, że niejeden mistrz zen mógłby mnie pochwalić za tę formę spokojności :)
Ona jest we mnie od zawsze. Bliska jak sama poezja haiku…

3 komentarze:

  1. Ja też mam u siebie takie miejsca. Po długiej wędrówce zdejmuję buty i chodzę po dnie strumienia dając nogom wytchnienie.
    Takie małe uroczyska są bardzo indywidualną sprawą. Można się do nich przyzwyczaić jak do małej świątyni. Czasem udaję się w moje, znane mi tylko ukryte miejsca gdy trapią mnie problemy natury ludzkiej. Odwiedzam je też regularnie by sprawdzić czy wszystko w porządku. Jednak nie zawsze jest w porządku. Gospodarka leśna i urbanizacja rządzą się swoimi prawami i pozostaje tylko przełknąć ślinę i odejść mając w pamięci to co było tutaj zanim przyszli drwale i wszystko wycięli. Jedyne co psuje kontakt człowieka z małą świątynią to komary lub obecność innych ludzi w pobliżu. Pojawia się wtedy wstyd i udawanie że tak naprawdę zbiera się grzyby a nie gapi w toń strumienia. Ale to już sprawa wyboru między byciem aspołecznym oraz ignorancją ludzkich uwag a potrzebą dostosowania się w sytuacji krytycznej i upodobnienia się do ogółu. W małych miejscowościach łatwo o przydomek Włóczykija lub Dziwaka i trzeba się kryć z takimi sprawami. Ludzie racjonalni i dopatrujący się jedynie korzyści przez pryzmat utylitaryzmu nie dbający o aspekty duchowości, nabierają wobec takiej osoby podejrzeń i łatwo można stać się obiektem szykan oraz oszczerstw, chociażby o dewastację szkółek leśnych czy ogrodzeń wokół pomników przyrody.
    Pozdrawiam
    AG

    OdpowiedzUsuń
  2. Bodziszki,fiołki, żółto-słodkawe jaskry, zawilce i zanokcica - to brzmi jak poezja. Ależ piękny bukiet kwiatów!

    OdpowiedzUsuń
  3. A kiedy już nasłuchamy się do syta muzyki leśnych strumyków niestraszna nam w domu nawet wielka góra naczyń do zmywania. Woda pluszcze, robota idzie, a w duszy grają echa cienistych dolinek :))
    Ena

    OdpowiedzUsuń