piątek, 22 lutego 2013

Czym się różnią Indianie od Szwajcarów?

Kilka dni temu internet obiegła wieść, że funkcjonariusze federalnego urzędu ds. środowiska Szwajcarii zastrzelili ostatniego a zarazem jedynego niedźwiedzia w tym kraju. Ich zdaniem zagrażał bezpieczeństwu.
Niedźwiedź brunatny o kryptonimie M13 był ostatnim żyjącym z trójki niedźwiedzi reintrodukowanych do włoskiego regionu Trydent-Górna Adyga.Jego „winą” było to, że w poszukiwaniu pożywienia kręcił się w pobliżu miejsc, gdzie przebywali ludzie, a raz nawet wyszczerzył zęby i warknął na kierowców samochodu, który go prawie nie rozjechał. Po prasowej nagonce pod hasłem: „Czy musimy czekać na tragedię?” misia bez skrupułów odstrzelono.
Szczegóły pod linkami:
To nie był odosobniony przypadek, na Słowacji też się z niedźwiedziami nie patyczkują:
Dodam, że przed śmiercią M13 chodził w elektronicznej obroży i z żółtym identyfikatorem w uchu, napiętnowany niczym starożytny niewolnik.
Nieszczęsny M13 - jeszcze żywy.
Ona też przyczyniła się zapewne do jego śmierci, ponieważ monitoring wskazywał, że trzyma się ludzkich siedzib, a co miał robić obudzony ze snu w środku zimy? W lesie brakuje wtedy pokarmu – właśnie dlatego zimą misie śpią.
Nikt nie neguje prawa ludzi do samoobrony, ale zabójstwa prewencyjne, to moim zdaniem przesada. Szwajcaria to bogaty kraj, stać ją chyba na bezkrwawe sposoby unieszkodliwienia, bądź przesiedlenia niedźwiedzia. Na tyle bzdur obecnych w życiu publicznym zawsze znajdują się pieniądze i to nie małe, ale w takich sytuacjach, dziwnym trafem, zawsze najtaniej wychodzi odstrzał. Nawet zwierząt tak zasłużonych dla naszej kultury jak misie i zagrożonych wyginięciem.

Dla kontrastu, dzięki mojej Siostrze (przy okazji zapraszam na jej bloga), przedstawiam, jak widziane są niedźwiedzie w tradycji ludu Tlingit, znanego z pięknych rzeźb i malunków.
Zawsze, gdy czytam podobne legendy ludów do niedawna jeszcze uznawanych za „prymitywnych dzikusów” ogarnia mnie poczucie wstydu za naszą europejską cywilizację :(

Uczta dla niedźwiedzi


Skan-Doo A Kak-Von-Ton, sławny tlingicki szaman.
Tak mógł wyglądać stary człowiek z legendy.
Wikimedia Commons
Pewien stary człowiek, który mieszkał na Alasce, stracił wszystkich swoich przyjaciół i rodzinę.
Był bardzo smutny, myśląc, że został już całkiem sam. Zaczął się zastanawiać, czy nie powinien odejść i rozpocząć nowego życia w innej wsi. Martwił się jednak: „Jeśli powiosłuję [na kanu] do innej wsi zupełnie sam, tamtejsi ludzie mogą pomyśleć, że uciekłem z własnej wsi, bo zostałem oskarżony o jakiś haniebny uczynek”. Zamiast tego postanowił udać się do lasu na zatracenie.
Podczas wędrówki między drzewami, naszła go kolejna myśl:„Pójdę do niedźwiedzi – niech mnie zabiją.” Jego wieś leżała przy ujściu dużego potoku, w którym niedźwiedzie łowiły łososie, więc poszedł tam wcześnie rano poszukać ich śladów. Jak tylko znalazł niedźwiedzią ścieżkę, położył się w poprzek na jej końcu w nadziei, że niedźwiedzie przejdą tu, znajdą go i zabiją.
Po jakimś czasie usłyszał odgłosy łamanych gałązek i zobaczył zbliżającą się dużą gromadę niedźwiedzi grizli. Prowadził je olbrzymi niedźwiedź, końce włosów jego futra były białe. Wtedy stary człowiek przestraszył się nie na żarty. Nagle zdał sobie sprawę, że nie chce umierać straszną śmiercią, rozszarpany na kawałki przez niedźwiedzie. Kiedy naczelny niedźwiedź podszedł do niego, stary człowiek wstał i zakrzyknął: „Przyszedłem, aby zaprosić was na ucztę”.
Słysząc te słowa, niedźwiedź nastroszył futro, widząc to, stary człowiek pomyślał, że z nim już koniec, ale znów przemówił w te słowa: „Przyszedłem, aby zaprosić was na ucztę, ale jeśli zamierzacie mnie zabić – jestem gotów na śmierć. Straciłem całą rodzinę, dobytek i przyjaciół. Zostałem całkiem sam.”
Gdy tylko wyrzekł te słowa, niedźwiedź-naczelnik odwrócił się i ryknął coś do podążających za nim niedźwiedzi. Po czym z wolna odwrócił się i odszedł, a reszta podążyła za nim. Po tym wszystkim stary człowiek pozbierał się i bardzo szybko wrócił do wsi. Był przekonany, że wielki niedźwiedź nakazał swoim odwrót, ponieważ zostali zaproszeni na ucztę.
Kiedy tylko dotarł do domu, zaczął sprzątać. Wybrał stary piasek wokół paleniska i zastąpił go świeżym. Następnie udał się po drewno na opał do lasu. Kiedy powiedział innym we wsi, co robi i dlaczego, wszyscy byli ciężko wystraszeni i pytali: „Co ci przyszło do głowy? Wiesz dobrze, że grizli są naszym wrogiem”.
Po robocie stary człowiek zdjął koszulę i zaczął się malować. Namalował czerwone pasy wzdłuż ramion, poprzeczny pas nad sercem, a jeszcze jeden przez pierś.
Tak przygotowany bardzo wczesnym rankiem stanął przede drzwiami, wypatrując swoich gości. Wreszcie zobaczył ich przy ujściu potoku, prowadzonych przez tego samego olbrzymiego niedźwiedzia grizzly. Kiedy inni ludzie we wsi to zobaczyli byli tak przerażeni, że pozamykali się w swoich domach. Tymczasem stary człowiek stał u drzwi, by przyjąć gości. Potem wprowadził ich do domu i wskazał im miejsce, naczelnika posadził w głębi domu na środku, a wszystkich innych wokół niego.
Najpierw podał im duże tace żurawiny w tłuszczu. Wydawało się, że duży niedźwiedź powiedział coś do swoich towarzyszy i gdy sam zaczął jeść, reszta też zaczęła. Patrzyli na niego i robili to samo, co on. Gospodarz podawał coraz to inne dania, a gdy wszyscy już skończyli jeść, wydawało mu się, że wielki niedźwiedź coś mówił do niego przez bardzo długi czas. Gospodarz sądził, że wygłaszał jakieś przemówienie, bo co pewien czas spoglądał w górę na dymnik i sprawiał wrażenie zaangażowanego w rozmowę. Kiedy skończył, zaczął zbierać się do wyjścia, a reszta grizzli wyszła za nim.
Wychodząc, każdy niedźwiedź, jeden po drugim, zlizywał czerwoną farbę z ramion i piersi ich gospodarza. Staruszek miał odczucie, że swoimi ciepłymi językami zlizują jego smutek i cierpienie.
Na drugi dzień po całym zdarzeniu wrócił najmniejszy niedźwiedź w ludzkiej postaci i przemówił do starego człowieka w jego ojczystym języku – Tlingit. Był człowiekiem, który kiedyś został pojmany i adoptowany przez niedźwiedzie. Niedźwiedź-człowiek spytał starca czy zrozumiał znaczenie słów jego wodza, na co starzec odrzekł: „Nie”.
„Powiedział ci, że sam też znajduje się w takiej samej sytuacji jak ty. Też jest stary i stracił wszystkich swoich przyjaciół. Słyszał o tobie, zanim ciebie spotkał i chciał, abyś pomyślał o nim podczas gdy będziesz opłakiwał tych, których straciłeś.”
Wtedy człowiek zapytał swego gościa, dlaczego nie powiedział mu tego podczas wczorajszej uczty.
Usłyszał w odpowiedzi, że nie wolno mu mówić ojczystym językiem w obecności wodza niedźwiedzi.
Maska niedźwiedzia, rzeźba obrzędowa ludu Tlingit
Wikimedia Commons
Odtąd, na pamiątkę tego wydarzenia, starsi ludzie, gdy zabiją niedźwiedzia grizzly, malują czerwone pasy na ciele. Jak również kultywują zwyczaj, że każdy, kogo zaproszą na ucztę, nie ważne czy osoba ta była wcześniej ich wrogiem, czy nie, staje się ich przyjacielem. A czynią tak na wzór i pamiątkę uczty, którą stary człowiek z Alaski wydał na cześć niedźwiedzi.

1 komentarz:

  1. Wiele w tej legendzie ekologicznej mądrości w duchu braterstwa pomiędzy mądrym człowiekiem i naturą,tutaj reprezentowaną przez niedźwiedzie. Wzruszyła mnie ta legenda opisanym w niej mistycznym współodczuwaniem, wzajemnym szacunkiem i bliskością jaka nawiązała się między człowiekiem a zwierzęciem. Zwrócił też moją uwagę opisany w niej krok-po-kroku rytuał: oczyszczanie izby na przyjęcie niecodziennych gości, malowanie ciała, przygotowanie posiłku, zasiadanie do uczty, wspólne spożywanie posiłku i wreszcie to przesłanie, zawierające słowa pokoju także w stosunku do wrogich ludzi. Opisany tu akt zlizywania farby z ciała człowieka jest symboliczny i terapeutyczny, przynoszący mu ulgę i duchową odnowę. Ten uzdrawiajacy "dotyk natury" jest aktem miłości i pojednania, które kiedyś było możliwe, ale teraz pewnie już jest za późno, czego dowodem - niestety - te smutne wiadomości na temat błyskawicznego eliminowania niedźwiedzi(także w Kanadzie)jak tylko zbliżą się do śmietników ludzkich w poszukiwaniu pożywienia, mimo tego,że to bezmyślni ludzie zostawiają otwarte śmietniki na zewnątrz,przyczyniając się w ten sposób do śmierci tych zwierząt.

    OdpowiedzUsuń