czwartek, 17 stycznia 2013

Czy można uprawiać minibwp w domu?

Ależ oczywiście, że można, a nawet trzeba. Ludzie "od zawsze" to robili, sami przecież jesteśmy przyrodą, a swój do swego lgnie :) Chociaż czasem ulegamy złudzeniu, że jest inaczej...
Nie zawsze możemy wyjść w plener, ale zawsze przyroda może przyjść do nas. Jeśli zdrowie nam nie pozwala, a może brak czasu na dalsze eskapady albo mieszkamy w ścisłym centrum, gdzie beton jak okiem sięgnąć musimy sobie jakoś radzić. Najłatwiej chyba hodować rośliny w doniczkach, skrzynkach, na parapecie, na balkonie, jak kto może.
Niektórzy wolą zwierzaczki, choć zdania są podzielone, czy to etycznie dopuszczalne niewolić, żywe, czujące, świadome istoty. Osobiście uważam, że nie ma większego problemu, jeśli potrafimy o te istoty dbać i są to gatunki, które tolerują, a nawet lubią ludzi. Czasem w domu mają lepiej niż samopas, gdzieś w piwnicach, np. szczury. Kontakt z przyrodą, nawet w doniczce czy akwarium to zawsze wielka radość dla oka i ukojenie dla duszy, niektóre kultury podniosły go do rangi sztuki np. bonsai.
Innym sposobem na domowe bwp jest lektura odpowiednich książek. Wspomagana siłą wyobraźni, dosłownie teleportuje nas na łono natury. Każdy przyrodofil ma swoich ulubionych autorów, ja też mam kilku, przy okazji o nich napiszę.
A tymczasem chciałbym zwrócić uwagę na książkę, która ostatnio bardzo mi się spodobała i „hurtem” poleca nam co najmniej kilku wartościowych autorów z nurtu tzw. przyrodopisarstwa. Nie będę się o niej rozpisywał, są opisy* i recenzje w necie, zapraszam do lektury i ewentualnego zakupu, bo nakład mały, szybko znika.
Szkoda tylko, że tego polskiego przyrodopisarstwa tak niewiele, kiedy rozwijało się na świecie, mieliśmy jako naród inne problemy, teraz z kolei mamy jeszcze inne, ale mimo wszystko, jak coś znajdziecie – dajcie znać. Może wspólnymi siłami uda się ułożyć kanon polskiego przyrodopisarstwa opiewającego uroki polskiej przyrody i bytowania w niej.

* - gdyby opis wydawcy zniknął, z powodu wygaśnięcia linku itp. dla pewności zamieszczam go poniżej:
"Blisko dwieście lat temu - zanim ktokolwiek usłyszał o ekologii, kryzysie ekologicznym, ekofilozofii czy ekoliteraturze - w Stanach Zjednoczonych narodził się oryginalny gatunek literacki określany dzisiaj jako "nature writing", czyli przyrodopisarstwo. Głównym przedmiotem zainteresowania uprawiających go autorów był człowiek w przyrodzie i wobec niej. Początkowo literatura ta wyrażała dość typową wrażliwość romantyczną - kontemplowała naturę przede wszystkim estetycznie i filozoficznie - jednak rys swoiście amerykański od zarania nadawała jej pasja, z którą angażowała się w poznawanie, wóczas jeszcze niezliczonych, przyrodniczych tajemnic kontynentu. Dość szybko bo już w XIX wieku, pojawiły się w przyrodopisarstwie także elementy protoekologiczne. Były one wyrazem sprzeciwu wobec amerykańskiej kultury, która ujarzmienie dzikiej przyrody traktowała jako narodową misję, a przyrodnicze bogactwa - wyłącznie jako przedmiot ekonomicznej eksploatacji. Wtedy również podniosły się pierwsze głosy krytyki wobec zachodniego antropocentryzmu, oznaczającego, że świat istnieje dla człowieka. W XX wieku przyrodopisarstwo znacząco przyczyniło się do rozpropagowania w Stanach Zjednoczonych wiedzy ekologicznej i sformułowania podstaw ekoetyki. Dzisiaj to pisarze-przyrodnicy uczą Amerykanów nowej wrażliwości, walcząc swą twórczością w równym stopniu o prawa i dobro zagrożonego przez rozwój cywilizacyjny świata przyrody, co o proekologiczną przebudowę amerykańskiej wyobraźni i amerykańskiego systemu wartości."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz