poniedziałek, 23 grudnia 2013

Trochę zimy pod choinkę

Za oknem praktycznie wczesna wiosna, biorąc pod uwagę, że przesilenie już za nami, na pewno nie jest to jesień, jak słyszę prawie codziennie w radiu lub telewizji z ust oderwanych od przyrodniczej rzeczywistości prezenterów. Tu i ówdzie słychać głosy, że coś kwitnie, a nie powinno, a to nie poszło spać, a powinno, zostało, a nie odleciało, jednym słowem przyroda nam się – pokićkała.
Aby to naprawić, przynajmniej na blogu, proponuję zimowy spacer, moją stałą trasą. To zarazem odpowiedź na pytanie z poprzedniego wpisu – jak będzie wyglądał lasek jutro. Właśnie tak, jakby strażacy się pomylili i rozpylili pianę gaśniczą nie tam gdzie trzeba.
Trochę kiczowate to widoczki, ale pod choinkę akurat pasują, w końcu bożonarodzeniowa choinka to kwintesencja kiczu, ale jakże sympatyczna :)

sobota, 7 grudnia 2013

Białe jest piękne ;)

Ksawery powiał i cudownie odmienił pobliski lasek, miejsce mojego prawie codziennego minibwp.
Prawdziwe czary, jeszcze wczoraj był zapyziały, błotnisty, ciemny i ponury, a dzisiaj rano – istna zaczarowana kraina. Śnieg sypał przez cały dzień i nie ma zamiaru przestać, ciekawe jak lasek będzie wyglądał jutro?

niedziela, 17 listopada 2013

Lasy w Kolumbii Brytyjskiej


Gęste lasy na zachodnim wybrzeży Kanady w Brytyjskiej Kolumbii, znane tutaj jako lasy deszczowe (rain forest) albo nawet „dżungle”, od tysięcy lat dostarczały zamieszkałym na tych terenach Pierwszym Narodom (First Nations) wszystkiego, co potrzebne do przetrwania: materiałów do budowy domów, obfitość żywności i innych zasobów. Świerki sitkajskie, brzozy papierowe i cedry były dla nich niewyczerpanym źródłem materiałów do budowy canoe i tradycyjnych pali totemicznych przez wieki.
Zaledwie 150 lat przemysłowego wyrębu lasów deszczowych zmniejszyło ich zasoby na Wyspie Vancouver do zaledwie 5 % dawnej powierzchni.

czwartek, 14 listopada 2013

Park Narodowy Cathedral Grove zagrożony

Najstarszy i najbardziej znany las w Kanadzie (pisaliśmy już o nim) stoi w obliczu nowych zagrożeń: wycinka lasu na pobliskiej górze stworzy niebezpieczną ekologicznie sytuację, która może doprowadzić do zniszczenia parku narodowego (dosłownie prowincjonalnego) Cathedral Grove na wyspie Vancouver, lokalni obrońcy przyrody biją na alarm.

czwartek, 7 listopada 2013

Śpiwór modułowy (modularny) „zrób to sam”

Jeśli mamy chęć uprawiać minibwp z biwakowaniem cały rok, niezależnie (no prawie) od temperatury za oknem, przydałby się całoroczny śpiwór. Lekki i przewiewny w lecie, w miarę wigocioodporny jesienią i ciepły w zimie. Można mieć trzy śpiwory na różne pory roku albo skorzystać z doświadczeń amerykańskiej armii, która opracowała model całorocznego śpiwora, który nazwano szumnie MSS (Modular Sleeping System). Nie jest to jakiś oryginalny wynalazek, podobne śpiwory są w użytku od lat, choć może nie tak znane, a jest to po prostu zastosowanie do śpiwora starego jak świat sposobu ubierania się „na cebulkę”.

piątek, 1 listopada 2013

Spacer po Capilano (wpis gościnny)

Nie wszyscy wiedzą, że nazwa uniwersytetu Capilano ma rdzenne korzenie, pochodzi od imienia wodza narodu Squamish od wieków zamieszkującego południowo-wschodnie wybrzeże Kanady.
Wódz Joe Capilano odegrał kluczową rolę w historii North Vancouver, był bowiem pionierem w walce o prawa Pierwszych Narodów (First Nations) Kanady.

wtorek, 29 października 2013

Dodatek do "Grawitacji"

Ziemia widziana z orbity potrafi zachwycić. To są wprawdzie satelitarne obrazy przetworzone komputerowo, ale to nadal nasza poczciwa planeta. Więcej tutaj, warto kliknąć w obrazek dwa razy, żeby dotrzeć do wersji w dużej rozdzielczości. A tu fotki z ESA.

niedziela, 27 października 2013

Paskudztwo tygodnia

Torebki i ozdoby z ropuch olbrzymich dumą polskiej projektantki. Trudno o jaskrawszy przykład pogardy dla życia. Usprawiedliwia się ten proceder wskazując na pomysłowość i talent naszej rodaczki do robienia interesów. Magnifique, robi pieniądze na  australijskim "szkodniku"!!!

sobota, 26 października 2013

Cytat tygodnia

"Nawet poświęcenie co pewien czas godziny na samotny pobyt pośród dzikiej przyrody, spowolnienie umysłu, słuchanie i obserwowanie, wyjście poza złudzenia, może być głęboko kojące."
Miles Olson

czwartek, 24 października 2013

Ziemska „Grawitacja”

Kiedy wybierałem się do kina na „Grawitację” zupełnie nie spodziewałem się, że stanie się dla mnie swoistym pendant do niedawnego wpisu o naszym skazaniu na minibwp. Spodziewałem się, że to będzie dobry film, ale nie spodziewałem się, że aż tak dobry.

niedziela, 20 października 2013

Szaro, ale jaro :)

 
Szaro, smutno, zimnawo i mgliście – nadeszła jesień, ale to nie powód, żeby nie wyjść z domu. Wbrew nieciekawym pozorom, to chyba najpiękniejsza pora roku. Nie ma upałów, nie ma komarów, zdarzają się przepiękne dni, a nawet te szarawe mają swój urok. Warto wyjść z domu i połazić trochę, jesienne kolory i kształty odprężą nasze oczy zmęczone ekranami, sztucznym światłem i czterema ścianami. W przyrodzie zawsze można znaleźć coś ciekawego, nawet kilkaset metrów od miejskich zabudowań...
Dobre buty i kurtka wskazana, i w drogę, nie pożałujecie :)

3 w 1, czyli coś dla gadżeciarzy.

Normalnie na dłuższe minibwp np. spływ kanu biorę (w zależności od czasu i przewidywanych potrzeb) nóż, siekierkę, saperkę, a czasem maczetę. Na lądowe wyprawy z plecakiem albo krótkie spływy nie chce mi się brać tyle gratów. Od dawna zamyślałem co w zamian i znalazłem - nóż firmy Cold Steel o gadżeciarskiej nazwie Bushman Bowie.

sobota, 5 października 2013

Motyw opony w polskim krajobrazie

W marcowej końcówce ubiegłej zimy wybrałem się na przechadzkę niedaleko domu, zrobiłem sporo fajnych zdjęć, bo dzień był pogodny, słoneczny, choć jeszcze mroźny mimo nieśmiałych oznak nadchodzącej wiosny. Niestety, na skutek gapiostwa – pokrętło w aparacie przekręciło mi się przy wyjmowaniu z kieszeni – dlatego po powrocie niby zrobionych zdjęć nie mogłem znaleźć i w końcu uznałem, że straciłem je bezpowrotnie. Po jakimś czasie okazało się, że jednak są, ale nie na karcie pamięci, lecz w pamięci wewnętrznej aparatu, do której wtedy nie potrafiłem się dobrać.
Zagubione fotki miały być ilustracją do wpisu na temat „Motyw opony w polskim krajobrazie”, który miał być parodią niezapomnianych programów Wiktora Zina z cyklu „Piórkiem i węglem”, „Słownik krajobrazu polskiego” i nie tylko.

poniedziałek, 23 września 2013

„Skazani” na minibwp

Za młodu, chyba w czasach późnej podstawówki lub wczesnego ogólniaka, wielkie wrażenie zrobiła na mnie książka pewnego polskiego fizyka udowadniająca, że loty w daleki kosmos są mrzonką, a lądowanie na Księżycu to bardziej taki podskok pchły na grzbiecie psa niż jakieś epokowe osiągnięcie. Do niczego więcej jako ludzkość nie jesteśmy i nie będziemy technicznie zdolni – a nawet gdyby, to i tak nie ma sensu wysyłać ludzi poza nasz układ planetarny (w zasadzie nawet trochę dalej poza orbitę Ziemi), twarde promieniowanie kosmiczne wybije nas niczym „Azotox” te pchły.
Jako niepoprawny fan literatury SF długo nie mogłem tego przeboleć. Jak to nie można polecieć w kosmos, odkrywać i kolonizować nowych światów, ratować innych cywilizacji przed zagładą, nieść tym zacofanym dobrodziejstw ludzkiego postępu i kaganka galaktycznej oświaty? Przecież tyle o tym książek napisano, filmów nakręcono, trwał wyścig mocarstw o palmę pierwszeństwa w kosmosie, a tu nie można, bo znane prawa fizyki zabraniają i nie zanosi się, że kiedykolwiek będzie inaczej? Straszne rozczarowanie.

środa, 28 sierpnia 2013

Marózka

Miałem szczęście spływać Marózką już kilka razy i za każdym razem jestem coraz bardziej nią zauroczony. Niby ta sama, a za każdym razem nieco inna, zawsze spływ jej czystymi wodami w leśnym, spokojnym otoczeniu poprawia mi humor.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Namiotologia stosowana – czyli jaki namiot wybrać na minibwp?

Jak onegdaj pisałem minibwp, to minimalizm, ale bez przesady. Dlatego dobry namiot to ważna rzecz, dla wielbicieli biwakowania na łonie przyrody chyba najważniejszy element ekwipunku.

piątek, 23 sierpnia 2013

Drwęca raz jeszcze

Ten odcinek Drwęcy przepłynąłem na początku maja, ale co szkodzi przepłynąć go raz jeszcze, jak już pisałem – powtarzalność nie wadzi minibwp, wręcz przeciwnie. Tym bardziej warto, że to chyba najładniejszy fragment Drwęcy za Brodnicą, meandrujący i prawie cały przebiegający przez tereny leśne. A sierpniowa rzeka będzie inna niż majowa, ciekawe jak się zmieniła?

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Kanadyjka (kanu, canoe) – wehikuł do minibwp

Z dawien dawna uwielbiam obcowanie z urokami natury na pograniczu wody i lądu. Tam przyroda jest bujna, niezwykle zmienna, a przez to tym bardziej interesująca, można ją obserwować jakby od podszewki.

piątek, 26 lipca 2013

Jeziora mojego dzieciństwa cz. 3

Głęboczek – najmniejsze, ale najładniejsze z żalskich jezior. Jest malutkie, zaledwie 12 ha i wbrew nazwie niespecjalnie głębokie – do 14 m, średnio 6,5 m.
Miejscowi uważają, że jest inaczej i rzadko się w nim kąpią, boją się, twierdzą, że ma zdradliwe głębie i wciągające wiry z podwodnych źródlisk. I wielu ludzi się w nim utopiło. Wiąże się z nim pradawna legenda – w dzieciństwie opowiadała mi ją Ciocia.

czwartek, 25 lipca 2013

Jeziora mojego dzieciństwa cz. 2

Z J.Kopieckiego prowadzi struga do Jeziora Dużego (niekiedy zwanego – Wielgie). Dlatego nazywają je „duże”, bo jest 10 razy większe od Kopieckiego, choć nie głębsze, linia brzegowa ma ok. 9 km długości. Piechotą, dookoła znacznie więcej, kiedyś obszedłem je całe, zajęło mi to cały dzień i kosztowało integralność pary trampek :)
Z tym jeziorem wiążą się chyba moje najmilsze „jeziorowe” wspomnienia z dzieciństwa. Nad nim miał pole mój dziadek, dojście do wody było bardzo łatwe, inaczej niż teraz. Przy dziadkowym brzegu rozciągała się piaszczysta płycizna, idealna do beztroskich kąpieli i zabaw w wodzie oraz jako miejsce wodowania wujkowego, drewnianego kajaka, którym pływała moja siostra z kuzynką.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Jeziora mojego dzieciństwa cz. 1

J. Kopieckie wzięło swoją nazwę od spłaszczonego wzgórza, które miejscowi „od zawsze” nazywali „Kopiec”. Gdy byłem mały, kojarzyłem sobie nazwę „Kopiec” z „pogrzebową” nazwą miejscowości – Żałe i pogłoskami o wykopaliskach na tym wzgórzu i byłem przekonany, że w kopcu został pochowany jakiś pradawny, pogański władca, może kujawski książę, niczym Krak w Krakowie. Nie jest to wykluczone – łudzę się od lat, ale przekazy historyczne są rozczarowująco banalne.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Ognisko kuchenne, czyli neoluddyzm rozrywkowo-rekreacyjny

Lato, rozpoczęły się wakacje, sezon turystyczny w pełni. W internecie wysyp nowych „survivalowych” stron. Ostatnio najbardziej bawią mnie testy różnych „patentów” na gotowanie w plenerze z użyciem drewna. Istny neoluddyzm rozrywkowo-rekreacyjny :)
Kiedyś w turystyce królowały kuchenki benzynowe (słynne „wybuchowe” ruskie wynalazki), potem gazowe, teraz obserwujemy swoisty renesans drewna opałowego. Skąd to się wzięło?

sobota, 29 czerwca 2013

Przesilenie – powitanie lata

W tym roku spędziłem te magiczne i pełne niezwykłej energii dni i noce letniego przesilenia na Mazowszu, na jeziorach. Słynące z przejrzystej wody J. Białe i pobliskie – nieco dziksze – J. Lucieńskie, z którym sąsiadują dwa rezerwaty przyrody: „Komory” oraz „Lucień”.
Pogoda była bajkowa, woda tak czysta, ciepła i pachnąca młodym latem, że aż nie chciało się z niej wychodzić. Przeczyste niebo, a nocą ogromny księżyc. Słowianie wiedzieli, co robią, wybierając taki czas na swoje najradośniejsze święto w roku – Kupałę.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Cathedral Grove – pamiątka po lasach deszczowych północy

W ubiegłym tygodniu zafundowaliśmy sobie mini wakacje. Mamy nadzieję, że to nie ostatnie tego lata, jeszcze nie wiemy, gdzie się wybierzemy, ale liczymy, że w równie urokliwe miejsce, jak Cathedral Grove (Katedralny gaj). To szczególne miejsce, rodzaj rezerwatu, położony w MacMillan Provincial Park, który jest jedną z łatwiej dostępnych dla turystów ostoi gigantycznych daglezji zielonych (Douglas fir) na wyspie Vancouver
Kiedyś porastały cały ten obszar wspaniałe lasy daglezjowe, ale około 350 lat temu spustoszył je pożar, a dokończyły dzieła zniszczenia poczynania Europejczyków bezwzględnie kolonizujących Vancouver Island od połowy XIX w. Ten proceder trwa nadal, mimo licznych protestów i kampanii w obronie resztek tych dostojnych lasów.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Krutynia – łagodne minibwp

Jeżeli miałbym jednym słowem określić to, co najbardziej kojarzy mi się z niedawnym spływem mazurską Krutynią, jedno natychmiast przychodzi na myśl – łagodność. Krutynia to łagodna rzeka, prawie pod każdym względem. Wody, nurtu, brzegów, krajobrazu, warunków do biwakowania na jej brzegach. Z jednym wyjątkiem – komary :), dały nam nieźle w kość (a raczej w skórę), ale o tej porze roku to chyba nieuniknione nad każdą wodą.

poniedziałek, 20 maja 2013

Niespodziewane otwarcie sezonu kąpielowego

Obowiązki towarzyskie, zaproszenie na wernisaż, zaprowadziły mnie do Gostynina. Trafiłem na wyjątkowo upalną pogodę jak na połowę maja. Otwarcie wystawy wieczorem, a tu od rana iście lipcowe słońce i temperatury, nie usiedzę w mieście, co tu robić. Spytałem o radę mazowieckiego autochtona i jak zwykle niezawodny Sławko z Gaju dobrze doradził:
[…] zajedź do miejscowości Lucień k. Gostynina ok. 5 km. Tam śliczny rezerwat przyrody pod nazwą KOMORY.... DĘBY, JEZIORO, SPOKÓJ. Byś se połaził na małe bwp :) Warto, nieśpiesznie niczym piechur smakować uroczysko”.

niedziela, 12 maja 2013

Wczesnomajowa Drwęca

Calusieńki długi majowy weekend udało mi się spędzić na wodzie oraz w przyrodzie. Nie było to, co prawda wymarzone minibwp, raczej typowy turystyczny spływ, ale całkiem przyjemny. Popłynęliśmy sobie z Brodnicy do Torunia Drwęcą i kawałek Wisłą, razem prawie 100 km na wodzie. Etapy były nieśpieszne, po ok. 20 km dziennie, spokojne, łatwe, akurat na rozpływanie na początku sezonu wodniackiego.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Wiosna?

Dziś wybrałem się w poszukiwaniu wiosennych kwiatków, niestety, mniej niż skromnie, jednak na północy zima późno odeszła. Dobrze, że przynajmniej ciepło było i można już chodzić bez kaloszy, ale przyjemnie :)

piątek, 12 kwietnia 2013

Genealogia „leśnych ludzi”

„O starodawnym, bo jak bór odwiecznym, rodzie mowa tu będzie. Ma on przodków we wszystkich wiekach i tradycję we wszystkich szczepach ludzkości, boć nie ród to ciała, lecz duszy, nie ród lasu mieszkańców, lecz lasu miłośników, przyrody czcicieli.
Z rodu tego był poeta, co w Helladzie wyśpiewał mit Pana i Faunów, i ten, co stworzył Baldura w Skandynawii, i ten ich krewniak duszny, co w obchodzie religijnym Ariom dał Kupalną noc czarowną. I patrona swego ów ród ma, gdy ludzkość weszła w Pana Jezusowego szeregi.
Ich duszę miał, z ich rodu był słońca miłośnik i śpiewak, ptasząt i ryb kaznodzieja, wszelkiego stworzenia przyjaciel, seraficki święty Franciszek. Mędrców i uczonych mają w swym rodzie i pozornie teraz wchłonięci w miliony ludzkości, zachowali przecie odrębność i właściwość swych leśnych dusz. Ogarnęły ich ziemskie przewroty, życie gorączkowe, skomplikowane warunki, materialna walka o byt. Odsunęła ich od przyrody cywilizacja, postęp tak zwany, niszczenie natury przez rozrost przemysłu, straszny ciężar nowoczesnego bytu, nowoczesnych praw i obowiązków.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Wiosenna pogadanka

Przyjemne, „wiosenne” przypomnienie idei Marii Rodziewiczówny, pionierki polskiego przyrodopisarstwa, autorki m.in. Lata leśnych ludzi.

PS
Tak, wiem kim jest autor i z jakim środowiskiem jest wiązany, ale posłuchajcie tej pogadanki bez politycznych konotacji, tak też można.

środa, 10 kwietnia 2013

„Polowanie” na piękno

Już nie raz na blogu dawałem wyraz niechęci do współczesnego myślistwa, które, pomijając nawet ocenę moralną tego procederu, stoi w jaskrawej sprzeczności z filozofią mojego minibwp. Daleko mi wprawdzie do radykalizmu wyrażanego choćby tu:
Ale rozumiem, co motywuje autorów tych witryn i dlaczego są tacy bezkompromisowi.

piątek, 5 kwietnia 2013

Friluftsliv, czyli „na powietrze”

Kiedy byłem mały, mówiło się Mamie – idę „na dwór” i już było wiadomo, o co chodzi. Dzieciaki masowo wychodziły „na dwór” i tam szalały do wieczora. Na podwórkach, w parkach, nad rzeką, po różnych okolicznych chaszczach – i wychodziło im to na zdrowie. W Małopolsce w tym samym celu wychodziło się „na pole”. Do dzisiaj w Polsce trwa spór, która forma jest poprawna.
Swego czasu usiłowano go łagodzić neutralnym „na zewnątrz” lub „na powietrze”, ale, jak mówi prof. Bralczyk (od ok. 5 min.), już problemu nie ma, obie formy są dopuszczalne.
Norwegowie z tym gdzie wychodzą w plener kłopotów nie mają – oni uprawiają friluftsliv, dosłownie: „życie na świeżym powietrzu”.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Powtórka z historii dla „zielonych”

Wiele osób, tak czy inaczej, mających do czynienia z przyrodą, głównie zawodowo, ale też i hobbystycznie, jak myśliwi, utrzymuje, że tylko dzięki ich pracy, wysiłkom, a nawet poświęceniu możemy się nią [przyrodą] po dziś dzień cieszyć. Każde argumenty, że mogło być inaczej, odrzucają z pogardą, nierzadko ze słabo skrywaną wrogością. Oni wiedzą lepiej*. Nie raz się o tym przekonałem, ale nadal uważam, że współczesne idee ochrony przyrody dla niej samej (a nawet i te antropocentryczne) są pokłosiem czegoś zupełnie innego niż myśliwskie hobby lub gospodarka leśna.

niedziela, 31 marca 2013

Kora zwyczajna

Zimno i słota nie zachęcają do plenerowych wędrówek, z tego, co słychać dokoła, wszyscy mają już dość zimowej wiosny i tęsknią coraz mocniej to tej prawdziwej – ciepłej i zielonej. Ja nie jestem wyjątkiem, ale nawet zimą zdarzają się okazje, które mogą dostarczyć miłych estetycznych wrażeń z obcowania z naturą. Poniżej pamiątki z ostatniej z nich. Dzisiaj na palecie przyrody – kora, taka zwykła kora drzew, tyle że obrócona o 90 stopni, żeby uwydatnić jej walory plastyczne, a nie rozpraszać się rozpoznawaniem na co konkretnie patrzymy. Na końcu 3 fotki, nie kory wprawdzie, ale dla mnie – przyrodniczego ignoranta – na tyle „abstrakcyjne”, że pasowały mi jakoś (kolorystycznie) do reszty, więc też je zamieściłem.
Lubię zanurzyć się w przyrodę tak kompletnie „bezmyślnie”, nie zastanawiając się zupełnie, na co patrzę, jak się to coś nazywa, jaki to gatunek, rodzaj, rodzina, do czego służy, da się wykorzystać itd. Czy to źle, tak nic nie wiedzieć? Czasami chyba dobrze, wprawdzie człowiek to nie komputer z systemem operacyjnym Windows, ale taki przyrodniczy reset mózgu też dobrze mu robi. Oglądajcie zatem i nie myślcie - ani trochę, na święta można sobie pozwolić, myślenie jest stanowczo przereklamowane :)

sobota, 23 marca 2013

Życie w harmonii ze złudzeniami

Przed wyjściem na dzisiejsze minibwp znalazłem w sieci, szukając zupełnie czegoś innego, jak to zwykle bywa, blog pod bardzo zachęcającym tytułem Życie w harmonii z naturą. Przejrzałem pobieżnie i w pośpiechu, myśląc, że będzie co dodać do linków na moim blogu gdy wrócę. Zbliżała się godzina 12.00, słońce w zenicie, szkoda przegapić taką ładną pogodę – jeszcze solidny mrozik, olśniewająca biel śniegu i już wiosenne, ciepłe słońce. Rzadko zdarzały się takie koniunkcje tej zimy, żal zmarnować siedzeniem w domu przed monitorem. Ubrałem się żwawo i poleciałem z psem „na dwór” (jak to się mówiło w dziecięctwie). I rzeczywiście, pogoda wspaniała, widoki zachwycające, a jedyny zgrzyt „wyprawy” to brak zdjęć. Okazało się, że chowając i wyciągając aparat (był mróz, trzeba było chronić baterię) z kieszeni, przestawiłem pokrętło i w rezultacie robiąc kolejne fotki, poprzednie kasowałem. Nie powiem, żebym był zadowolony, gdy to odkryłem :)

czwartek, 21 marca 2013

Za Opiwardą, za siódmą rzeką...

Igor Abramow Newerly nie jest przykładem klasycznego przyrodopisarza takiego jak Henry Dawid Thoreau czy Edward Abbey. Za dużo w jego książkach ludzkich spraw, choć spragnionym przyrody czytelnikom też jej nie zabraknie, jednak zawsze natura jest raczej w tle. Bardzo znaczącym tle, które w dużej mierze stanowi o uroku i sile jego opowieści. Trudno się dziwić, że zajmuje, obok ludzkich losów, tak poczesne miejsce w jego twórczości skoro pisarz urodził się i wychował się w sercu Puszczy Białowieskiej, u dziadka, który był łowczym cara Mikołaja II (Dąb Igora Newerlego). Na kim przyroda odciśnie we wczesnej młodości swoje piętno, ten się już nigdy z jej uroków nie wyzwoli. To bardzo charakterystyczny rys biografii każdego przyrodopisarza i wielu aktywistów ekologicznych.
Każdy ma swoją Opiwardę, siódmą rzekę,
za siedmioma górami i siódmym lasem...

niedziela, 17 marca 2013

W poszukiwaniu wiosny u źródeł - errata :)

Errata, czyli wykaz błędów dostrzeżonych już po publikacji. Dwa tygodnie temu wybrałem się na poszukiwanie wiosny u źródeł i jak nieco później się okazało, znalazłem zimę nie wiosnę :)
Niniejszym naprawiam błąd poprzedniej publikacji i zamieszczam „poprawione” obrazki z prawie tych samych miejsc. To oczywiście żart :)
Prawdziwą intencją tego wpisu jest ilustracja nieunikania powtarzalności, czyli tej cechy, którą opisywałem w ostatnim akapicie dawniejszego wpisu, a która odróżnia moje minibwp od typowej turystyki. Dlatego też starałem się wczoraj o podobne do poprzednich fotki. Czy zatem minibwp jest tym samym lepsze od turystyki a la PTTK lub Pamiętniki z wakacji? Wcale tego nie twierdzę, jest po prostu trochę inne. Dla mnie oczywiście lepsze, ale dla innych może być np. śmiertelnie nudne albo w ogóle frajerskie, taki „sport” dla emerytów czy coś. Ich problem ;)
Podobno, jak wynika z cytowania mądrych ludzi na stronie We Are Wildness, do prawdziwie odkrywczej wycieczki potrzebne są nie tyle nowe miejsca, co nowe oczy. Prawie to samo mówi polski filozof.

Lubicie sowy - to trzeba zobaczyć!

sobota, 16 marca 2013

Skwarna Wisła – jeszcze wspomnienie lata

W lipcu (ubiegłego roku) udało nam się popływać kajakiem na Wiśle. Nic specjalnego, takie towarzyskie biwakowanko i pływanko w okolicach starorzecza nieopodal Płocka.
Mniej więcej tu:

piątek, 15 marca 2013

Duchowy wymiar minibwp

„Lubię las. Lubię wałęsać się po nim ot tak, bez wyraźnego celu. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Wielu moich znajomych lubi to robić. Różni nas to, że moje leśne wędrówki są, jeśli tak można rzec, całkowicie bezinteresowne. Nie pożądam jego jagód. Nie fascynuje mnie zbieranie grzybów. Nie poluję, nie tropię zwierząt. Idę, zanurzam się weń i sam ten fakt, że rozwiera się przede mną niczym ogromny, żywy, nieco straszny, lecz przecież tak naprawdę bezbronny stwór, napawa mnie radością. Wtulam się weń, milczę, on też milczy, i w tym milczeniu zawiera się więcej słów, niż zdołałbym kiedykolwiek wypowiedzieć...”

Więcej w eseju „Nieskończony krąg ziemi”, przy okazji serdeczne pozdrowienia dla autora, Pana Jana, z którym na ten i podobne tematy przegadałem kiedyś przy zacnych trunkach pół sierpniowej nocy.

Wspomnienie lata – Omulew i Omulwia cz. 2

Pierwsza część relacji.
Z miłego „zatracenia się” się w przyrodzie wyrywa nas industrialny widok mostu na drodze nr 545 (Nidzica – Jedwabno), z opisu szlaku wynika, że trzeba tu uważać na drewniane pale, zwaliska pni. Jakoś nie przysporzyły kłopotów, bez problemu płyniemy dalej popychani nadzieją, że skoro był ten most, to wioska Kot, tuż, tuż, a za nią upragniony biwak.

sobota, 9 marca 2013

minibwL

Dzięki „uprzejmemu donosowi” kolegi miałem ostatnio niekłamaną przyjemność zapoznać się z blogiem, który prezentuje podobną filozofię życia do tej, którą, mam nadzieję, można odnaleźć na moim blogu, tyle że dzieje się bardziej wśród ludzi. Ale jak powszechnie wiadomo ludzie to też przyroda, było nie było :)
Zatem nie będzie większym nadużyciem stwierdzenie, że blog „Zwykłe życie” też jest rodzajem minibwp, a jak ktoś jest maniakiem dokładności, to niech mu będzie – minibwL (minimalistyczne, nieśpieszne bytowanie wśród Ludzi).
Blog cieszy się już w sieci niejaką popularnością i dobrze. Życzę autorowi i przedsięwzięciu jak najlepiej.
Przy okazji zapraszam w jeszcze jedno fajne miejsce w sieci, na które naprowadziło mnie „Zwykłe życie”.
Okazuje się, że jednak można inaczej i to właśnie najbardziej mnie cieszy :)

piątek, 22 lutego 2013

Czym się różnią Indianie od Szwajcarów?

Kilka dni temu internet obiegła wieść, że funkcjonariusze federalnego urzędu ds. środowiska Szwajcarii zastrzelili ostatniego a zarazem jedynego niedźwiedzia w tym kraju. Ich zdaniem zagrażał bezpieczeństwu.
Niedźwiedź brunatny o kryptonimie M13 był ostatnim żyjącym z trójki niedźwiedzi reintrodukowanych do włoskiego regionu Trydent-Górna Adyga.Jego „winą” było to, że w poszukiwaniu pożywienia kręcił się w pobliżu miejsc, gdzie przebywali ludzie, a raz nawet wyszczerzył zęby i warknął na kierowców samochodu, który go prawie nie rozjechał. Po prasowej nagonce pod hasłem: „Czy musimy czekać na tragedię?” misia bez skrupułów odstrzelono.

środa, 20 lutego 2013

Maxi bwp :)

To już chyba nie mini, ale całkiem MAXI BWP :)
"Zimowa wyprawa od źródeł Wisły, do ujścia do Bałtyku.
W najbliższą Środę Popielcową, warszawski fotograf, Wojciech Sternak wyrusza w samotną podróż od samych źródeł Wisły na zboczach Baraniej Góry aż do jej ujścia do Bałtyku. Cała trasa to ponad 1050km. Będzie płynął czółnem, a tam gdzie warunki na to nie pozwolą – będzie szedł wzdłuż brzegu i ciągnął cały sprzęt na specjalnym wózku. Po drodze zamierza rozmawiać o Królowej Polskich Rzek z napotkanymi ludźmi, odwiedzić, często zapomniane, perły polskiej kultury, a wszystko to uwiecznić na fotografii i w specjalnym albumie. To pierwsza samotna zimowa wyprawa od samych źródeł aż do ujścia tej najdłuższej, kończącej swój bieg w Bałtyku rzeki.
"
więcej tutaj:  http://wojciechsternak.blogspot.com/
Gratulujemy odwagi, Wisła zimą to nie przelewki, o czym nasz bohater się już przekonał, i trzymamy kciuki, że spotka po-drodze to, co zamarzył.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Dolinka - wpis gościnny

Przez kilka ostatnich dni odwiedzałem swój mały strumyk. Lubię tam czasem spacerować i przesiadywać z psem. Obserwować znane mi miejsca, drzewa i bystrza rzeczne. Te ostatnie szczególnie darzę sympatią, ponieważ są one namiastką dzikości małych dolinek rzecznych. Dzięki temu, że nieopodal zachowały się dopływy zasilające strumyk oraz źródliskowe podmokłości nawet zimą zachowuje on swoją witalność. Nie zamarza. W swoim środkowym biegu przepięknie meandruje i tworzy mini przełomy.

niedziela, 10 lutego 2013

Znalezione w sieci

Z prawdziwą przyjemnością odkryłem w zakamarkach sieci odtrutkę na pesymistyczne nastroje z mojego poprzedniego wpisu. Dzięki uprzejmości autorki mogę zamieścić u siebie próbkę jej pogodnej twórczości, a na smakowanie całości zapraszam na jej profil - Greenway. To mistrzyni minibwp w jego najlepszym wydaniu – podziwiam i serdecznie polecam.
Łąka - cudowna kraina dzieciństwa

Minimalizm czy maksymalizm?

Ciepło, czysta woda, brak braku jedzenia, dach nad głową – czy to minimalizm, czy maksymalizm?
Z jednej strony minimalizm, nawet „najdziksze” ludy pierwotne potrafiły, bez większych problemów, zapewnić „obywatelom” swojej grupy (plemiennej, rodowej) zaspokojenie tych elementarnych potrzeb. Potrafiły, bo odkąd przyjechał do nich w „odwiedziny” „biały człowiek” i został na zawsze, to mają z tym ogromne problemy i często im się to już nie udaje. Niby są u siebie, a żyją w najnędzniejszych warunkach, spauperyzowani do granic biologicznego przeżycia. Dawnego trybu życia nie mogą już prowadzić, a na nowoczesny „biały” ich nie stać.
 

środa, 30 stycznia 2013

Mazurska perełka

Leśna struga, środkowo-wschodnie obszary lasu
Polecam wszystkim doskonały wpis na forum mazurskim i fotki autorstwa Adriana pt. Las Miejski koło Giżycka jako rezerwat przyrody? oraz całą dyskusję pod nim.
Wprost idealnie wpisuje się w klimaty mojego bloga, a kompetencje przyrodnicze oraz podejście autora do sprawy budzą mój niekłamany podziw.
Na zachętę fotka z tego magicznego miejsca pod Giżyckiem. Więcej na forum oraz wikipedii.
Naprawdę warto przeczytać do końca.

wtorek, 29 stycznia 2013

Myślistwo – jedyna możliwość?

Wzorce zachowań wyznacza kultura, realizacje ludzkich pasji, upodobań muszą zmieścić się w jej ramach. Kiedyś, aby nacieszyć się przyrodą, nie było innych ścieżek kulturowych niż myślistwo, w zasadzie nie było wyboru.

Ilość szpetnych ambon na skraju polskich lasów i  pól jest zatrważająco duża.

sobota, 26 stycznia 2013

W polu - fotorelacja

Żeby sobie z dużą satysfakcją pobytować w przyrodzie nie potrzeba wiele zachodu, wystarczy wolne popołudnie, w miarę sprzyjająca pogoda, dobre buty, dobry humor i w pole.

Początek drogi

piątek, 25 stycznia 2013

Kukri vs siekierka vs piła

W trakcie opisanego poniżej zimowego bytowania postanowiłem poczuć się niczym autor prawdziwego survivalowego bloga i jak na takowego "twardziela" przystało przeprowadziłem test sprzętu. Pretekstem do takich zabaw stał się zwykły przypadek, dzięki któremu w moje łapki wpadła mini maczeta w formie noża kukridzięki Paweł :)
Siekierkę już wcześniej miałem, składaną jak scyzoryk piłę nabyłem jakiś czas temu w Lidlu (na zasadzie – tania, biorę, a nuż się przyda). Sądziłem, sądząc po napisach, że owa Mini Gurkha Light Kukri to produkcja znanej firmy Cold Steel, ale po sprawdzeniu w necie okazało się, że to jednak chińska podróbka do nabycia na Allegro za kilkadziesiąt złociszy.

Zimowa Ziemia Dobrzyńska

Z powodu awarii internetu i spiętrzenia obowiązków zawodowych kolejne sprawozdanie z bytowania zamieszczam z niejakim opóźnieniem. Korzystając z wolnego weekendu i wspaniałej zimowej pogody wybrałem się na przyrodnicze peregrynacje w samym środku Ziemi Dobrzyńskiej. Strony te darzę sympatią, ponieważ wywodzi się stamtąd większa część mojej rodziny. Od wczesnego dzieciństwa obcowałem tam z przyrodniczymi urokami tej rolniczej krainy, mam mnóstwo miłych wspomnień i przy różnych okazjach tam wracam. Tym razem wybrałem się m.in. spenetrować okolice rezerwatu Tomkowo jednego z wielu rezerwatów województwa kujawsko-pomorskiego. Bywałem wcześniej w tej okolicy, ale głównie nad Drwęcą, teraz najciekawszym punktem wycieczki okazały się imponujące polskie modrzewie, co ciekawe, chronione w tej okolicy już od 1930 roku.

czwartek, 17 stycznia 2013

Czy można uprawiać minibwp w domu?

Ależ oczywiście, że można, a nawet trzeba. Ludzie "od zawsze" to robili, sami przecież jesteśmy przyrodą, a swój do swego lgnie :) Chociaż czasem ulegamy złudzeniu, że jest inaczej...
Nie zawsze możemy wyjść w plener, ale zawsze przyroda może przyjść do nas. Jeśli zdrowie nam nie pozwala, a może brak czasu na dalsze eskapady albo mieszkamy w ścisłym centrum, gdzie beton jak okiem sięgnąć musimy sobie jakoś radzić. Najłatwiej chyba hodować rośliny w doniczkach, skrzynkach, na parapecie, na balkonie, jak kto może.

sobota, 12 stycznia 2013

Nauka nie uratuje przyrody...

Ten gatunek nigdy nie wyginie?
Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że nauka nie jest najlepszą instytucją do orzekania o tym, co należy robić, a czego nie, co jest dla nas dobre, a co złe w sensie moralnym? Jak mamy żyć i dlaczego tak, a nie inaczej? Co jest wartościowe, a co wręcz przeciwnie?
Nauka co najwyżej może dostarczyć pewnych danych o świecie, opisu, przybliżonej mapy rzeczywistości, ale decyzję co robić z tą wiedzą, dokąd się udać na podstawie tej mapy musimy podjąć sami. Żyjemy w dziwnych czasach, odpowiedzialność za nasze życie, wizję szczęścia i nawet sam świat scedowaliśmy na garstkę tzw. ekspertów. Bez przerwy mówią nam, co mamy robić, i to tak często i głośno, że boimy się samodzielnie myśleć i podejmować decyzje z obawy, że zostaną uznane za nieprofesjonalne.
Jeżeli chodzi o nasze relacje z przyrodą, także daliśmy się od niej oddzielić naukowym chińskim murem.