sobota, 22 grudnia 2012

Czym są święta dla przyrodoluba?

Przede wszystkim zamknięciem i otwarciem rocznego cyklu słońca, które w wierzeniach naszych przodków odradzało się w tych dniach na nowo. Nie był to, jak dzisiaj, jeden, konkretny, dokładnie wyliczony moment przesilenia, które w tym roku miało miejsce wczoraj o godz. 12.12, kiedy Słońce weszło w znak Koziorożca, lecz prawdziwa walka jasności z ciemnością, która trwała ze zmiennym szczęściem przez kilka najciemniejszych zimowych dni grudnia. Słońce-Jasność zwyciężało jak co roku, ale też, jak co roku nasi przodkowie przeżywali prawdziwe emocje, bo nigdy nie wiadomo jak tym razem zmagania się potoczą.
Ludzie sprzed wieków nie byli tak zarozumiali i zadufani w sobie jak my. Im się nic „nie należało” od losu, tylko dlatego, że byli ludźmi, wyróżnionymi „prawem kaduka” wśród całej reszty przyrodzonego świata. Do potęgi Natury podchodzili z niekłamaną pokorą, zdawali sobie sprawę jak wiele od jej kaprysów zależy, a jak niewiele od człowieczych wysiłków. My już tak nie potrafimy, wystarczyło ze 200 lat względnie stabilnego klimatu, dobrych zbiorów i braku śmiertelnego głodu, a już czujemy się panami całej planety, co tam planety, całego Kosmosu prawie. Wystarczył pchli skok na Księżyc i już galaktyka jest nasza, in spe oczywiście :)
Aby sobie przypomnieć jak jest naprawdę lubię sobie w świąteczny czas wyjść w plener, chociażby na dłuższy spacer. Święta katolickie zwykle towarzyszą przesileniom słonecznego cyklu, nic w tym dziwnego, w końcu ze starożytnych pogańskich kultów chrześcijaństwo się wywodzi lub je naśladuje, czasem maskuje, stosując z premedytacją kulturową mimikrę, zwaną uczenie inkulturacją. Przeważnie jest wtedy jakiś dzień wolny od pracy, który ułatwia takie świąteczne peregrynacje. Zimowa konfrontacja z naturą bardzo szybko uczy pokory, zwłaszcza na kilkunastostopniowym mrozie. Kilka godzin w polu, na zimnym wietrze, zapadający szybko zmrok, od razu wskazują gdzie nasze miejsce w porządku istnienia. Oświecają, co naprawdę ważne i co się w życiu liczy. Wszystkie gadżety którymi otaczamy się na co dzień, wydając na nie sporo pieniędzy, na mrozie szybko tracą zasilanie. Nawet na rozpałkę się wtedy nie nadają. Oczywiście, że wracamy wtedy szybko do cywilizacji z podkulonym ogonem naszej ludzkiej pychy. Jedni wracają z pogardą dla przyrody, która ich tak źle potraktowała, z postanowieniem „ja jej jeszcze pokażę”, kupię lepszy sprzęt, buty, ubrania, broń, a żeby to wszystko unieść przyjadę quadem lub terenowym samochodem. Inni wracają zmarznięci, zmęczeni, ale pełni radości z powodu piękna którego doświadczyli, w poczuciu zadowolenia i wdzięczności, że i tym razem udało się cało i zdrowo wrócić do domu dzięki łaskawości Natury.
Tym są dla mnie zimowe Święta, nieustającym przypominaniem, ale na pewno nie o urodzinach jakiegoś Jezusa z drugiego końca świata i historii, gdzie nawet śnieg nie pada.

7 komentarzy:

  1. A ja ciągle próbuję uwierzyć w tego człowieka, u którego nigdy nie padał śnieg.
    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt (bez względu na to czym one dla Ciebie są).
    Kotek z Gutkowskich Łąk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia Kotku i życzę równie Wesołych Świąt!
      Mi daru wiary w "człowieka bez śniegu" odmówiono. Widać nieźle sobie nagrabiłem w poprzednim wcieleniu ;)
      Muszę sobie radzić inaczej, przyroda w roli "kultowego nauczyciela" całkiem nieźle się sprawdza.

      Usuń
  2. Mam nadzieję drogi autorze, że kiedyś zrozumiesz jak bardzo błądzisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że anonim z 22:08 wie, że on nie błądzi i w ogóle WIE. Chyba po to jest własnie wiara. Ja wolę być wśród tych co nie wiedzą a więc i nie błądzą. Bywają to tu, to tam zawsze będąc jakoś u siebie.

      Usuń
    2. Proszę wytłumaczyć na czym polega moje błądzenie, domyślam się, że chodzi o moje rozumienie Świąt? A konkretniej?

      Usuń
  3. Ostatnio rozmawiałem z kimś wydaje mi się rozsądnym, kto powiedział, że nie ma człowieka, który odpowiedziałby na wszystkie pytania. Powiesił sobie nawet w pracy kartkę: "Odpowiem na każde twoje pytanie - podpisano Idiota". A ja chcę znać odpowiedź na najważniejsze pytania. Skoro żaden człowiek a także "przyroda" na nie nie odpowie, to może należy się wsłuchać w to co ma do powiedzenia "człowiek u którego nigdy nie padał śnieg".
    Kotek

    OdpowiedzUsuń
  4. Często większym problemem od braku odpowiedzi są same pytania. Może niektórych w ogóle nie warto zadawać?

    OdpowiedzUsuń