czwartek, 29 listopada 2012

Dlaczego nie BWG, BNF czy BNS?

Dlaczego Bytowanie W Przyrodzie, a nie np. Bytowanie W Garażu, Bytowanie Na Fejsbuku, Bytowanie Na Stadionie?
A dlaczego nie?
Przyroda to takie same dobre miejsce jak inne, a dla mnie nawet lepsze, bo swojskie, przyjazne (raczej trudno bejsbolem w łeb dostać), cisza, spokój, świeże powietrze (bez spalin i zaduchu), miłe zapachy i wspaniałe widoki.

Bezwiednemu bytowaniu w tych i innych miejscach, w centrum handlowym, w kawiarni, na wyścigach, w kościele, w lokalu typu umcyk-umcyk nikt się specjalnie nie dziwi. Hipotetyczna sensowność, racjonalność przebywania w takich miejscach jest kulturowo usankcjonowana, nikt wybierając się tam nie musi tego dodatkowo uzasadniać ekstra pożytkami czy dodatkową celowością.
Z przyrodą jest inaczej, mało kto może pozwolić sobie na wybranie się w plener dzikszy niż miejski park bez specjalnego, okolicznościowego usensownienia. Nasza kultura tego nie przewiduje. Dlaczego? To osobny problem i na pewno w przyszłości poświęcę temu niejeden wpis.
Dlatego wybierający się w przyrodę mnożą rozmaite uzasadnienia, im bardziej utylitarne tym lepiej. Najłatwiej, bo tradycją usankcjonowane, są te związane z traktowaniem przyrody jako źródła dóbr wszelakich (darów lasu) z żywnością na pierwszym miejscu. Dlatego wędkarstwo, myślistwo cieszy się pełną akceptacją, często poważaniem i szacunkiem. Te aktywności mają nawet specjalne przywileje prawnie usankcjonowane. Na kolejnym miejscu jest zbieractwo grzybów, jagód, orzechów, poroży, choćby ziół i kwiatów. Nieprzyzwoicie jest wrócić z lasu z pustymi rękoma, jakoś głupio. Zmarnowało się czas i energię.
Współcześnie rola lasu czy nawet wód (poza akwenami hodowlanymi) w wyżywieniu populacji ludzkiej w Europie jest marginalna. Żywi nas rolnictwo i to niekoniecznie rodzime, ogromne ilości płodów rolnych, głównie na pasze dla zwierząt sprowadzamy z zagranicy. Żeby wyżywić Polaków w takim standardzie do jakiego ostatnimi czasy przywykliśmy potrzebne byłyby ze 3 Polski (obszarowo), ale z tego mało kto zadaje sobie sprawę. Mniejsza, może do tematu "śladu ekologicznego" jeszcze powrócimy.
Jeśli ktoś naprawdę czerpie pożywienie z przyrody to używa w wodzie sieci, więcierzy, a w lesie sideł. Wiem o tym dobrze z wiejskich relacji rodzinnych, gdzie jezior i zagajników nie brakowało. Facet z dziwaczną wędką budził raczej wesołość i politowanie. Chłop na po/łów wybierał się z siatką i drutem. Takie praktyki są dziś jednak szczególnie potępianie, piętnowane moralnie, językowo (kłusownictwo) i oczywiście nielegalne. Potwierdza to jedynie, że tzw. łowiectwo ma dziś charakter hobbystyczny, rekreacyjny, niezależnie od mitologii, którą się uprawia aby je uzasadnić użytkowo, a nawet aksjologicznie.
Z moich obserwacji wynika, że najbardziej akceptowane kulturowo formy aktywności plenerowej - myślistwo i wędkarstwo, jako te które "żywią i bronią"- przed drapieżnikami i naporem agresywnej, niebezpiecznej przyrody pozostawionej samopas - są w istocie wygodną w pewnych sytuacjach fikcją. Najczęściej maskującą pospolitą męską skłonność do ucieczek od nudy domowych obowiązków, marudzenia żon i dziatek, wygodnym pretekstem do "nienadzorowanych" spotkań z kumplami, często i gęsto zakrapianych alkoholem. Dlaczego nie można robić tego samego bez pretekstu w postaci "wyższych celów" - nie rozumiem? Czy nie można po prostu wyjść z kumplami do knajpy albo i w plener, bo się to lubi i już, bez zbędnego kombinowania?
Jeszcze gorsze skutki wynikają z takiego zafałszowanego podejścia dla kondycji przyrody samej. Tego typu hobby nie są dla niej obojętne, współczesne łowiectwo (mam tu na myśli razem myślistwo i wędkarstwo) mocno w przyrodę ingeruje, czyni ją sobie "poddaną" i "wygodną". Nie akceptuje się jej taką jaka jest, lecz bezustannie nią manipuluje. Można by długo pisać (i pewnie jeszcze o tym napisze nie raz) jak żongluje się gatunkami aby było na co polować i co łowić, jak destrukcyjnie to wpływa na biologiczną równowagę w imię dobrej zabawy. Jeśli macie wątpliwości zapraszam do lektury np. tu:
http://kalcyt.blogspot.com/2012/02/obce-gatunki-ryb-w-polskich-wodach.html
http://kalcyt.blogspot.com/2012/03/obce-gatunki-ryb-w-polskich-wodach-cz.html
http://niechzyja.pl/faqs/wspolczesne-mysliwstwo-w-polsce/
http://niechzyja.pl/faqs/olow-w-srodowisku/
Gdyby ci wszyscy "miłośnicy przyrody", jak to nieustannie deklarują, uprawiali coś na kształt miniBWP problemy byłyby na pewno znacznie mniejsze, a przyroda poczułaby się o wiele lepiej.
A przecież akurat na tym powinno nam zależeć najbardziej, skoro wszyscy ją tak lubimy, że aż chcemy na jej łonie bywać, odpoczywać i się rekreować. Poświęcamy na to sporo czasu, energii i pieniędzy, te ostatnie zwłaszcza myśliwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz