piątek, 30 listopada 2012

Czy są gorsze lub lepsze przyrody?

Przyroda jest jedna, łącznie z nami - niezręcznie ją więc wartościować, bo po prawdzie nie mamy jej z czym porównywać :)
"Gorsze" lub "lepsze" mogą być obszary, miejsca, warunki czyli tzw. "okoliczności przyrody". Może jestem jakimś minimalistą pozbawionym zdrowych męskich ambicji, ale od dzieciństwa kontentowała mnie przyroda w najbliższym otoczeniu. Dlatego taki pomysł zupełnie mnie nie dziwi :)

Inna sprawa, że nigdy w metropolii nie mieszkałem (chyba bym nie dał rady) i "znośna" dla mnie przyroda zawsze była w zasięgu niezbyt długiej przechadzki lub rowerowej wycieczki. Ważniejsza dla mnie od spektakularnych przyrodniczych atrakcji turystycznych była względna czystość, zwłaszcza wody, brak śmieci (teraz to już praktycznie nieosiągalny rarytas), niewielka penetracja przez ludzi, z reguły czyniących hałas, zamieszanie i zostawiających po sobie paskudne pozostałości.
Na pewno przyjemniejsza dla oka jest przyroda choć trochę "zaniedbana". Nie ma smutniejszego widoku niż brązowe "łany" sosnowej monokultury lub wygrabiony jesienią park miejski z geometrycznymi nasadzeniami. Poza większymi kompleksami leśnymi, parkami narodowymi, rezerwatami - to zbyt oczywiste - w jej poszukiwaniu najlepiej się udać na tereny "bezpańskie", tam gdzie nie ma gospodarza, choć formalny właściciel zawsze jakiś się znajdzie, ale nie należy się tym specjalnie przejmować. Jakieś małe, rzadko uczęszczane rzeczki, granice między wodą, polem, lasem, zapomniane podmiejskie, śródmiejskie chaszcze, z których istnienia żadna władza i firma deweloperska nie zdaje sobie sprawy. Tam przyroda robi co chce i zwykle dobrze jej to wychodzi. Natychmiast pojawiają się zwalone drzewa, wykroty, jakieś bagienka, stawiki, ciekawe rośliny i całkiem sporo zwierzyny, która dobrze wie gdzie uciec przed strzelbami łowców. Jak mam okazję to pewnie, że lubię pojechać w miejsca szczególnie ciekawe przyrodniczo - duża rzeka, duży, stary las, ciekawe krajobrazy, morze, góry. Ale bez przesady, blisko domu też można robić ciekawe wyprawy i chyba lepiej się wybrać częściej gdzieś blisko, niż siedzieć w nim czekając cały rok na tygodniową zagraniczną wycieczkę nawet do takich rarytasów jak Park Narodowy Yosemite - światowej Mekki miłośników przyrody. Czy zatem Park Yosemite jest lepszy od zdziczałych pobliskich glinianek? Na pewno atrakcyjniejszy, porażający monumentalnym pięknem natury, ale skoro go większość z nas nigdy nie zobaczy, to chyba gorszy od naszego ulubionego miejsca spacerów z psem, które znamy jak własną kieszeń i która cieszy nasze zmysły i duszę 300 razy w roku.
A te "okoliczności" przyrody? Pewnie, że wolę jak nie leje, nie wieje, słońce miło świeci i przygrzewa, a nie praży niemiłosiernie. Nie trzeba moknąć godzinami, brnąć w błocie, odmrażać to i owo, "umierać" z pragnienia lub opędzać się od komarów. Ale bez tych "atrakcji" nie docenilibyśmy ich braku. Jak byśmy się nie przygotowali, przyroda zawsze da nami trochę "popalić", ale to też jej urok, drobne przypomnienie jak niewiele zależy od nas. I dlaczego należy szanować to co mamy - znośny klimat, wodę, jedzenie, schronienie i bliskich.
Wszystko jest względne, to jedna z prawd, których ciągle naucza nas przyroda, więc cieszmy się z tego co miłe i dobre tu i teraz, za chwilę możemy już nie mieć na to szansy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz